Pomaganie przez bieganie czy wykorzystywanie mojej naiwności?

Ostatnio niemal każda większa impreza biegowa to przyklejony do niej bogaty sponsor, który namawia nas do biegania „w intencji” Wojtusia, Bartusia czy Helenki. Potem dochodzą jeszcze akcje typu zrób okrążenie na stadionie i dzięki Tobie jeden obiadek trafi do Piotrusia. Zbieraj punkty czy kilometry z endo… dla Kacperka, „Biegasz dla siebie, pobiegnij dla innych”, zrób kilometry dla Karolinki itd.

To pomaganie przez bieganie czy wykorzystywanie naszej naiwności?

Na zachodzie szczególnie w USA i Wielkiej Brytanii można „kupić” sobie numer startowy w największych maratonach świata jeśli zadeklarujemy i zgromadzimy od sponsorów odpowiednią liczbę pieniędzy dla potencjalnych chorych Pawełków czy głodnych Zoś. W Polsce istnieją fundację organizujące biegi i zbierające dzięki temu pieniądze. W obu przypadkach najwyższy szacunek dla ludzi poświęcających swój czas dla innych ale jest także druga strona medalu…

Czym kieruje się sponsor obiecujący przekazać określoną kwotę pieniędzy na szczytny cel w zamian za… nasze imię i nazwisko, adres mailowy czy PESEL? Chce rzeczywiście pomóc Stasiowi? Czy może chce zyskać nowego najczęściej młodego, energicznego, wysportowanego konsumenta dla swoich usług utrwalając swój jakże pozytywny wizerunek w mediach i naszej podświadomości? Zastanawiałeś się jaka rzeczywiście pomoc trafiła do Michałka?

Sponsorzy mają pieniądze na reklamę ale dzięki nam trafiają do nowego najczęściej młodego, energicznego… Kupując reklamę w telewizji wydaliby więcej kilkaset razy więcej a i odbiorcą byliby zmęczeni emeryci, bo Ci energiczni i wysportowani są… na treningu a nie przed odbiornikiem.

No ale dzieciaki Kasiunia i Amelka coś z tego przecież mają, my im pomagamy – zakrzykną oburzeni. Zapewne tak. Jeśli rzeczywiście sponsora obchodzi los głodujących dzieci to czemu wykorzystuje do tego nas a nie przekazuje określonej kwoty i tylko informuję o tym ludzi? Odpowiedź: bo w dzisiejszych czasach nie zrobiłoby to nikim większego wrażenia. Pomagać trzeba wtedy gdy w stronę pomagającego jest skierowana kamera, dodam włączona kamera.

Biegamy dla innych? Rzeczywiście wierzycie w to, że biegniecie dla innych? Skoro tak prosty test. Wyobraźmy sobie taki hipotetyczny scenariusz: przed maratonem podchodzi do Ciebie pracownik sponsora (niby wolontariusz) i mówi:

– Chcesz pobiec dla chorego Marka?

– TAK – odpowiadasz podekscytowany.

– Super – mówi agent sponsora – za to przekażemy 10 groszy za każdy przebiegnięty kilometr dla potrzebującego dziecka.

– Naprawdę ekstra, że pomogę i pobiegnę dla tego chłopczyka – jesteś spełniony.

– Chcesz pomóc? – pada ponownie pytanie.

– CHCĘ POMÓC oczywiście – potwierdzasz.

– To… nie biegnij zapłacimy temu dziecku 42 zł czyli 1 złoty za potencjalny km jeśli nie pobiegniesz – pada tym razem dziwna propozycja.

– No jak ale ja tu przyjechałem na zawody po życiówkę, czy innego powodu jak mam nie biec? – dziwisz się,

– No ale chciałeś pomóc?

W tym miejscu szczerze powinieneś odpowiedzieć:

– ja chciałem biec a pomóc przy okazji, bo… mnie to nic nie kosztuję.

My nie biegamy dla potrzebujących, biegamy dla siebie, taka jest prawda. I tak biegniemy w maratonie więc nic nas to nie kosztuję, nawet wysiłek jest bez zmian, ewentualna kartka na plecach czy deklaracja wypełniona przed zawodami to żaden wysiłek. Z niczego nie rezygnujemy. A gdybyśmy mieli zrezygnować z biegu dla Martusi, albo zapłacić podwójne wpisowe…

A okrążenia na stadionie za obiadki? Przy okazji robisz fajne interwały i jednostkę treningową ale zapewne wielu z Was przyszło tam tylko po to aby pomóc jeśli tak to bardzo to szlachetne i brawo. Mam tu najwyższe i szczere uznanie tylko spójrzmy na to znowu z drugiej strony.

Od strony sponsora wygląda to tak. Weźmy na ruszt te obiady i stadionowe 400 metrów „Drodzy biegacze! Wszystkim, którzy wzięli udział w pierwszym (…) serdecznie dziękujemy. W 12 miastach w Polsce w sobotę o 9.50 wystartował bieg charytatywny, jakiego jeszcze nie było. Przez godzinę uczestnicy pokonywali jedno okrążenie za drugim, a każde kolejne oznaczało obiad dla dzieci z ubogich rodzin. W sumie biegowi filantropi przebiegli tych okrążeni ponad 26 tysięcy i środki na taką liczbę obiadów we właściwe ręce przekaże Fundacja (….).” – autentyczne oświadczenie sponsora.

Obiad stołówkowy to kilka złotych ale dobra zróbmy z tego 10 zł. Pomnożymy to przez 26 tysięcy wykonanych okrążeń i mamy liczbę 260 tys. zł o akcji mówiło pół polski i ¾ środowiska biegaczy, media i transmisje a koszt tej reklamy dla sponsora to 260 tys. plus inne wydatki, razem zapłacą tyle co za minutę lub dwie reklamy w telewizji. Takim kosztem zrobiliśmy im reklamę i pozytywny obraz firmy. Marketingowy strzał w dziesiątkę. Pomysłodawca powinien dostać ogromną premię.

W kwestii formalnej nie mam nic do tej firmy inne banki i sponsorzy idą tym samym tropem tu nie chodzi o żadnego konkretnego sponsora tu chodzi o mechanizm.

Na stronie polskabiega.pl znalazłem informację Ponad 4 mln biegaczy, rynek wart prawie 2 mld zł, tysiące imprez w całym kraju – tak wygląda biegowa Polska AD 2015” całkiem niezły torcik, łakomy kąsek dla producentów akcesoriów biegowych oraz dla sponsorów z innych branży również.

Wystarczy, chyba rozumiecie moją prowokację. Oni wmawiają nam, że my pomagamy, tymczasem „pomagają” a właściwie reklamują się oni, my mamy rzekome dobre uczynki na koncie a oni potencjalnych konsumentów i pozytywny obraz swojej marki.

Co robić nie pomagać, nie brać udziału w takich akcjach, nie zbierać funduszy (to się w Polsce dopiero rozkręca i zacznie)? Zbieranie funduszy jest przyznaje pracochłonne i jest sporym wyzwaniem ale robimy to dla fundacji a nie sponsorów. Wracając do pytania brać w tym udział dla Stasia i Łukaszka, Justynki?

Jeżeli firma jest sponsorem biegu np. tytularnym to jasne i uczciwe reguły gry ale wykorzystywanie chorych czy głodnych dzieci do promowania swoich firm moim zdaniem to przegięcie.

Osobiście znalazłem wyjście z tej sytuacji, nie namawiam nikogo ale ja zamierzam robić tak: podziękować uprzejmie za udział w wykorzystywaniu mnie do swoich celów marketingowych jednocześnie wpłacając na konto takiej fundacji kwotę jaką przekazałby za mnie sponsor.

Wtedy powiem uczciwie biegałem i pomogłem. Nie wiem czy wystarczy mi siły i motywacji do realizacji tego postanowienia czy zapomnę o nim za tydzień ale nieraz jak sobie coś postanowię to potrafię być konsekwentny.

Inne osoby czytały również:

Szkolenie nordic walking…

2020-06-16 14:46:57
runnerski-pl

8

Trenuje raport #1 sezon 2020

2020-05-06 15:04:32
runnerski-pl

8

(Nie)Idealny plan treningowy

2020-04-17 14:28:13
runnerski-pl

8

Trenuję raport #4

2020-02-19 14:28:50
runnerski-pl

8

Trenuję raport #3

2020-01-30 19:26:43
runnerski-pl

8

Popełniliśmy wywiad…

2020-01-28 12:40:34
runnerski-pl

8

Trenuję raport #2

2020-01-12 19:38:13
runnerski-pl

8

Tempo maratońskie, WB2 cz. IV

2020-01-09 14:34:19
runnerski-pl

8

9 Comment

  1. Malgorzata Wrzesinska says: Odpowiedz

    O matko, Marcinie, pod tym kątem nie myślałam. Zawsze jak mogę pomóc – to pomagam. Jednak rozkminiając głębiej tego istotę jest w tym sens i przyznaję Ci rację – sponsor zyskuje reklamę naszym kosztem (niesmaczyć może fakt, że tych chorych dzieci również) a my w imię emocji, w imię dobrego fun dajemy się manipulować. Zresztą – jakby nie patrzeć – bieganie to dochodowy biznes. Obrandowane nazwy biegów to jeden z punktów ( rola marketingowa informacyjna tu się kłania) i wiele, wiele innych marketingowych zagadnień – nie będę tutaj szerzej na ten temat się rozpisywać bo elaborat popełnię a znając moje skłonności do filozofowania i rozkładania rzeczywistości na części pierwsze i to, że marketing to moja działka zawodowa i na niej zęby zjadłam -mój komentarz mógłby się ciągnąć w nieskończoność 😉

    Widoczny jednak jest fakt -że my biegacze pomimo tej świadomości manipulacji i tak swoją dolę na sprzęt biegowy takiej czy siakiej marki wydamy i tak pobiegniemy w tych czy w tamtych zawodach – w myśl emocji, radości i zaspokojenia naszych potrzeb i tak będziemy ten kołowrotek marketingowy nakręcać.

    Wiem Marcinie, że Twój artykuł tyczy się pomagania – jednak zboczę z tematu – wybacz – nie miej mi za złe, czuję jednak potrzebę to napisać.

    Otóż … ekHm … czytając Twój artykuł pomyślałam o czymś innym – o wykorzystywaniu blogerów przez marki. Pisze do Ciebie taki i owaki z propozycją współpracy. Jeśli Ci pasuje produkt – negocjujesz warunki a on do Ciebie (pomimo, że pierwszy napisał), że statystyki masz mu pokazać skoro taką stawkę chcesz. A ty mu, że skoro jest tą współpracą zainteresowany (Twój blog jest dla niego atrakcyjny) i zdecydował się do Ciebie napisać to powinien liczyć się ze stawkami – jakie mu proponujesz. On mówi, ze to za wiele, Ty go uświadamiasz, że to i tak nieduża kwota- porównywalnie z kwotą, którą wydaje na spoty reklamowe w tradycyjnych mediach. On na to w okrętnych słowach daje ci do zrozumienia , że jak to – Ty mały blogerze porównujesz się z mediami o dużym zasięgu a Ty na to dajesz takiemu cwaniakowi do zrozumienia ,że w końcu skoro do Ciebie pisze – to wie, że dotrzesz do pewnej grupy docelowej, do pewnej niszy. Marketingowcy doskonale zdają sobie z tego sprawę, że za blogiem stoi żywy człowiek, w którego przekaz zaufają Czytelnicy czy fani. Łatwiej jest dotrzeć blogerowi z przekazem do znajomych biegaczy niż sztucznie uśmiechniętemu aktorowi, którego – raz, że ludzie nie znają, drugi raz, że ludzie znurzeni są reklamami i je przełączają.

    Po trzecie – to co piszesz ; w godzinach ich szczytowej emisji reklamy nie docierają do określonej grupy docelowej bo „biegowa nisza” jest w pracy a po pracy na treningu. Przyznam się, że ja bardzo rzadko oglądam tV – więcej czasu spędzam w internecie – gdzie sobie te treści wybieram. O tym, że mnóstwo aktywnych ludzi spędza czas w internecie (blogi, fanpage) – wiedzą też przedstawiciele firm.

    Oczywiście – ja nie twierdzę, że przekaz występujący w TV jest bezskuteczny i nie porównuje się z blogiem do tych mediów – na innych pasmach nadajemy a reklama ma to do siebie – że posiada cechę powtarzalności i przez nią utrwalania w naszej podświadomości chociażby nazwy produktu.

    Co sądzę o imprezach charytatywnych i czy brać w nich udział?
    Masz rację- można wpłacić pieniądze na konto – jestem jak najbardziej za. Jednak patrząc z drugiego punktu widzenia – to czemu mam w niej nie wziąć udziału -pomimo świadomośći tej całej otoczki.marketingowej – jeśli tak dyktować mi będzie serce. Zdaję sobie sprawę ze bez sponsorów jest ciężko wypromować imprezę, przyciągnąć ludzi zainteresowanych. Bo taka już jest nasza ludzka natura – jesteśmy egoistami i mimo tego, że cel imprezy jest charytatywny szukamy tez na tej imprezie i swoich przyjemności, radości a czasami nawet jeśli ta z założenia charytatywna impreza posiadałaby też dodatkowe atrakcje typu koncert, znani goście itp- to czy nie pójdziemy na nią z większą ochotą niż na taką na której tego nie ma – bo wraz z pomaganiem i my odniesiemy swoje egoistyczne korzyści. Tak zastanawiając się głębiej – to czy istnieje typowo czysty altruizm? Ze świecą szukać,,, Myślę, że w przypadku takiej imprezy wiele osób odnosi swoje korzyści ; my bo pobiegniemy i będzie fun, sponsor i oby jak najwięcej pieniędzy do tych osób – dla których biegniemy trafiło.

    1. runnerski.pl says: Odpowiedz

      Małgosia napisała dłuższy tekst niż mój ale przeczytałem z zaciekawieniem, 🙂 mam coś do uzupełnienia w tym temacie:

      1. Nigdy nie powiedziałbym nikomu jak ma powstępować czy żyć. Jestem za wolną wolą każdego z nas i swobodnym podejmowaniem decyzji. Napisałem jak wyglądają rzeczy oczywiste ale pokazałem również, że mają ukrytą drugą stronę medalu, którą warto poznać aby świadomie dokonywać wyborów.

      2. Nie mam nic przeciwko sponsorom tytularnym. Oni uczciwie wykładają kasę za prawo umieszczenia swojej marki w nazwie imprezy, to może źle wyglądać ale jest uczciwe i… potrzebne organizatorom.

      3. Oczywiście, że mamy biegać nie rezygnując ze startów ale zapytajmy chociaż „wolontariusza” ile firma przeleje dla potrzebującego. Jeśli nie będzie znał odpowiedzi lub będzie to 50 groszy to nie oszukujmy siebie, że pomogliśmy Bartusiowi. Ktoś powie „góra grosza” robi swoje. Ja mówię to wpłać 2 złote góra złotych robi…

      Małgosiu dzięki za instruktaż postępowania z firmami 😉 Ja zachowuję w tej kwestii czyste konto… z braku ofert. 🙂 Natomiast znam temat i cały czas zastanawiam się gdzie jest granica pomiędzy sprzedaniem się, okłamywaniem odbiorców a uczciwym zarabianiem i opiniowaniem czy lokowaniem produktów.

      1. Malgorzata Wrzesinska says: Odpowiedz

        Tą granicę wyznaczamy sami. Przyznam się, że trochę Twój post podziałał na mnie jak płachta na byka a że ostatnio mam ciągle na skrzynce mailowej „propozycje nie do odrzucenia „i trochę negocjacji za sobą i już byłam na tych reklamodawców cięta (zwłaszcza, że teraz kiedy to blogowe wyróżnienie w Krynicy otrzymałam – wiele dobrych ‚ciotek i wujków” się odezwało) więc Twój tekst odebrałam pod tym kątem i uruchomił we mnie zapalnik 🙂

        Masz czyste konto? – to się ciesz. Lepiej mieć czyste konto niż śmietnik i robić za czyjąś tablicę reklamową. Jeśli zaś nie miałbyś czystego konta to pamiętaj aby się takimi propozycjami nie zachłystywać bo często reklamodawcy szukają „frajerów” i to firmy (nie będę podawać nazw) … bo aferę blogową na całą Polskę wywołam – jak taki jeden człowiek co za ojca blogosfery się uważa 😉 wiodące na rynku tak się zachowują.

        Już mam parę postów ułożonych w punktach i zapraszam w niedalekiej przyszłości na bloga, bo będę tam też poruszać kwestie dotyczące blogowania – czyli jak zacząć, jak komentować, jak współpracować itp czyli widziane moim okiem podejście do blogowania.

        A jeśli chodzi o moje podejście – to zawsze piszę tym firmom, że napiszę, co mi się podoba w ich produktach ale wady też wskażę w przypadku recenzowania (wiadomo też że ilu ludzi tyle opinii o danym produkcie – tak więc i opinia subiektywna aczkolwiek rzetelną być powinna)… a że niektóre firmy uważają swój produkt za idealny i nie mogą pojąć, że wskazywanie wad w użytkowaniu rozwojowi służy … co tu zresztą ukrywać dla nich liczy się tylko zysk … za dużo u mnie tego nie ma.

        Kiedyś tak się wk..łam bo jeden dziadzio z kampanią mi wyskoczył i jeszcze na Ty walił – nie znał mnie – a jak do koleżanki.(pewne dystans chciał skrócić co w jego wierze pewnie ułatwiło by manipulację mną i jeszcze tyle ochów i achów mi w e-mailach wypisywał nad moją osobą – jako to cudowną osobą jestem) Ja jestem osobą wszak otwartą ale wtedy to zapaliła mi się czerwona lampka.

        Najlepsze było to : 😀 😀 Naciskał na moją odpowiedź a kiedy się
        odniosłam się do jego propozycji, odpisał mi, że też się odniesie do mojej odpowiedzi ale wieczorem … bo musi odpocząć i się przygotować do rozmowy ze mną …. 😉 To był 4 lipca 2015 … do tej pory nie otrzymałam e-maila zwrotnego… przyznam się, że wszystkie foldery uczciwie przeszukałam wtedy – nawet zrobiłam w nich porządek 😉 … nawet Spam ;D :D… ale jakoś się tym faktem nie przejęłam 🙂

        Ech … znowu sobie popłynęłam .. 🙂 i już kończę z tym (obiecuję kontynuację na swoim blogu : D 😀 ) bo z Twojego posta o pomaganiu zrobił się post o blogowaniu 😉 😀

  2. runnerski.pl says: Odpowiedz

    Nie wiem jakie miałem o Tobie pierwsze wrażenie ale podejrzewałem, że Twoje miłe wpisy są tylko po to aby dostać kolejny głos w Krynicy albo like`a na FB (przepraszam za szczerość) tymczasem widzę, że jesteś naprawdę fajną dziewczyną i mam nadzieję na stałą możliwość wymieniania z Tobą poglądów na różne sprawy. Dziękuję.

    1. Malgorzata Wrzesinska says: Odpowiedz

      Szczera opinia zawsze w cenie 🙂 Powiem Ci w ten sposób – niezależnie czy dostaje się nominacje w plebiscytach czy nie – treść komunikacji z Czytelnikami czy przekaz bloga powinien być niezmienny a bloger sobą pozostać. W sumie tą nominację wspominam miło – dzięki niej właśnie mogłam dotrzeć z blogiem do nowych osób, odkurzyć stare „kontakty” i mieć okazję poznać bliżej inne osoby. I cieszę się też z tego powodu, że dzięki tej nominacji poznałam też prawdziwe oblicza innych osób – niektórzy się poodwracali – myślę jednak, że to nawet dobrze; na plus to wychodzi. Fajne przeżycie uczestniczyć w takim konkursie – jest to także okazja do wypromowania bloga – z czego bardzo się cieszę. Dane mi też było poznanie osób z którymi mogę porozmawiać o czymś więcej niż tylko – „Hejka, dzisiaj byłam na treningu a Wy ? :)” Takich osób piszących typu hejka jest dużo – nie powiem, że to źle – takie osoby motywują , wstawiają przeważnie uśmiechnięte zdjęcia i dają takiego energetycznego kopa. Jednak ja w treści blogów szukam czegoś więcej; szukam treści które zmuszają również do myślenia i cieszę się, że trafiłam właśnie na Twojego bloga a to dzięki Januszowi http://www.cojabiegam.pl/ bo mi go kiedyś polecił pod jednym z moich artykułów, gdzie pisałam o bieganiu tyłem 🙂

      A i dziękuję za „fajną dziewczynę” – to miłe 🙂

    2. Malgorzata Wrzesinska says: Odpowiedz

      Malgorzata Wrzesinska > Malgorzata Wrzesinska • rok temu

      Ano – jeszcze niech nie zapomnę podrzucić Ci linku do posta, którego kiedyś w maju napisałam – jak mnie już co niektórzy zdenerwowali za bardzo

      http://www.zakochanawbieganiu….

  3. Anna Choińska says: Odpowiedz

    Piszesz z sensem i może masz dużo racji, jednak taki wpis może działać później na niekorzyść chorych dzieci, bo ludzie przestaną biegać dla dzieci, czy innych ludzi. Swojego czasu pomagałam nieco w organizacji takiego biegu organizowanego przez fundację (sponsorzy też byli sporzy 😉 ). Jednak te środki faktycznie wspierały kogoś w trudnej sytuacji, kto gdyby nie ten bieg pewnie obył by się smakiem. Szczerzę wątpię, by biegacze czynili tak jak ty (biegali i wspierali), ale może ja nic nie wiem o świecie ;).

    Dobrze, że poruszyłeś ten temat w sumie warto to sobie przemyśleć. Pozdrawiam!

    1. Leon i Matylda says: Odpowiedz

      Co prawda komentarz nie był bezpośrednio do mnie, ale – ponieważ temat ciekawy – podepnę się pod dyskusję. Myślę, że nie przestaniemy biegać dla dzieci, czy innych celów? Dlaczego? Bo tak jak napisał Autor:

      „My nie biegamy dla potrzebujących, biegamy dla siebie, taka jest prawda. I tak biegniemy w maratonie więc nic nas to nie kosztuję, nawet wysiłek jest bez zmian, ewentualna kartka na plecach czy deklaracja wypełniona przed zawodami to żaden wysiłek. Z niczego nie rezygnujemy. A gdybyśmy mieli zrezygnować z biegu dla Martusi, albo zapłacić podwójne wpisowe…”

      Wydaje mi się, że to są koszty, z którymi trzeba się pogodzić. Chodzi o wszechobecną reklamę, sponsorów itp. Można się na to zżymać, lecz od tego nie uciekniemy. Mnie np. nie podobają się kobyły językowe w stylu: „8 Mazda Półmaraton Ślężański”, ale co zrobić – pewnie ta Mazda coś tam do imprezy dorzuciła, a czy to co dorzuciła warte jest mniej, czy więcej, niż setki biegających po całym kraju banerów z koszulką z napisem Mazda, to już inna sprawa. Całkiem możliwe, że podobnie wygląda sprawa z „pomocą” przez bieganie. Na pewno ta potrzebująca osoba coś tam otrzyma, a że dodatkowo robimy za słup reklamowy? Takie życie.

  4. Leon i Matylda says: Odpowiedz

    To oczywiste, że w warunkach kapitalizmu w neoliberalnym wydaniu nikt niczego nie robi za darmo. Jedynym i najważniejszym celem dla wszystkich firm i korporacji jest ZYSK. Tylko i wyłącznie. Cała reszta to tylko narzędzia pomagające ten zysk wypracować. A czy to będą biegacze, chore dzieci, trzęsienie ziemi, czy coś zupełnie innego, to nie ma żadnego znaczenia. Czasem trafi się oczywiście układ, czy sytuacja typu win-win, ale zazwyczaj ktoś zyskuje (finansowo, wizerunkowo itp), a ktoś do wypracowania tego zysku służy.

    Ciekawy tekst i rzadko brany pod uwagę punkt widzenia. No bo jakże to, przecież pobiegłem i pomogłem… tylko komu? Pozdrawiamy serdecznie!

Dodaj komentarz

four × 5 =