Życie po maratonie, wnioski, plany.

W ostatnich dniach zastanawiałem się, który maraton jest trudniejszy ten przebiegnięty czy ten pokonywany techniką nordic walking. Myślę, że da się to zestawić i porównać.

Na pewno fizycznie trudniejszy jest ten, który trzeba przebiec. Choć nie jest to duża różnica natomiast jest coś jeszcze… psychika. I tutaj stawiam na maraton nordic walking? To naprawdę jest trudne wyzwanie dla głowy. Podczas biegu możemy kawałek iść, maszerować np. przy punktach nawadniania lub w ogóle stosując metodę marszobiegu. Tutaj trzeba cały czas „machać” kijami. Na trasie rozstawieni sędziowie nie tylko obserwują i karają ale jeszcze swoimi uwagami o błędach w technice działają bynajmniej nie uspokajająco. No i sam wysiłek w maratonie to najczęściej około 4 godzin tutaj w nordicu zaczynamy od prawie 5h ostatni zawodnik kończy po 7h cały czas będąc w specyficznym ruchu.

Nabrałem wielkiego szacunku dla nordic walkingowców mierzących się z maratonem. I wcale nie dlatego, że chcę reklamować to czym zajmuję się ostatnio. Wyobraźcie sobie spacer 2 godzinny bez zatrzymywania albo taki 3 godzinny. Dla mnie to już koszmar a spacer 6 godzinny nawet bardzo wolny… nogi wchodzą w du… wszystko boli nie możesz się zatrzymać. Możesz zwolnić ale musisz brnąć przed siebie. Trzeba być bardzo zdeterminowanym, żeby iść… iść… i cały czas machać… e tam machać… tu się trzeba odpychać.

Tu znajdziecie opis mojego startu w MP w nordic walkingu w maratonie Jastrowie 2018. 

Wnioski na przyszłość po moim starcie w maratonie NW

Zdobyłem bardzo cenne doświadczenia. Kilka drobnych elementów dało mi też wiele do myślenia. Trzeba wzmocnić brzuch i plecy. Wydłużyć krok, popracować na techniką. Zwiększyć elementy siły (podbiegi choć tu raczej podchody) te elementy wyleciały mi przez chorobę. I wprawdzie przez 3 tygodnie cudów bym tu nie dokonał to jednak miałem w planie je kontynuować i nieco zabrakło. Właściwie są to wnioski przydatne dla każdego nordic walkera ale tym bardziej każdego biegacza.

Były też „plusy dodatnie”. Udało mi się zabezpieczyć ręce przed otarciami, podobnie jak nogi używając idealnie plastrów. Dobrze również wypadło minimalizowanie strat po obraniu złej strategii. Nie walczyłem ze swoim organizmem ponad swoje siły. Gdybym chciał utrzymać tempo z 15 km do 20 km lub 25 km skończyłoby się tragicznie. Pewnie uderzyłbym w ogromną ścianą i może nawet nie ukończył zawodów. Moje mięśnie miały dość na ostatnich kilometrach były zajechane, zero mocy. Dlatego kontrolowałem sytuacje, starałem się skupić na podłożu. Ktoś pomyśli szczegół ale ludzie potykali się o wystające korzenie. Po 3-4 marszu ciężko zachować koncentrację ale starałem się przywoływać siebie do zwiększonej uwagi. Zająć czymś myśli. Znowu do wykorzystania u nordic walkerów ale i biegaczy.

Jeszcze dwa słowa z trasy.

Przepiękne okoliczności przyrody 8 pętli wokół jeziora. Dwa punkty nawadniania na każdej pętli. Na jednym z nich na drugim okrążeniu przeszkoliłem obsługę słowami: proszę mnie zapamiętać wysoki i niebieski. Możecie mi lać wodę z jeziora ale DO PEŁNA a nie 1/3 kubeczka bo wyschnę tu na wiór. I lali nie wiem skąd ale mój kubeczek za każdym razem był pełny po brzegi dzięki nim nie dopadły mnie skurcze. I ciekawostka moje nerki filtrowały wypite płyny już 1,5 godziny po zawodach (wizyta w toalecie) co często nie jest oczywistą sprawą. Bywa, że długo nie chcą zacząć działać co jest niebezpieczne i powinno dać do myślenia przy następnym starcie (szczególnie biegaczom). Żele przyjmowałem co jedno okrążenie zaczynając od 3, czyli co ok. 35 minut i też nie było tu absolutnie, żadnych problemów żołądkowych.

Na trasie byli rozstawieni sędziowie, którzy przekazywali uwagi co do techniki. Niektórzy chowali się zza drzewami i to w różnych miejscach na każdym okrążeniu co nawet bardzo mi się to podobało. Podobnie jak ich uwagi, człowiek zorientowany na postępy weźmie sobie bez wątpienia takie uwagi do serca i wie nad czym powinien pracować dążąc do lepszej techniki.

Przed zawodami nie wyobrażałem sobie wysiłku trwającego 5h. Wręcz przerażało mnie to. Dlatego wymyśliłem sobie na trasie prostą strategię: nie interesuje mnie czas ile już idę, nie zerknę na niego w ogóle. Tylko muszę dotrzeć do najbliżej wody, potem do następnej a tam będzie nagroda słodki żel i znowu to wody. Jak tam dotrę to strzelę sobie w nagrodę żółty izo i dalej… Gdy przechodząc przez metę po którymś kolejnym okrążeniu zobaczyłem na zegarze godzinę 12:13:00 pomyślałem: O Boże co ja robię jeszcze prawie 2 h. I od razu: nieważne za 100 metrów jest woda… żółta może być… potem 2,5 i będzie nagroda… ŻEL!

Na mecie.

Spotkały mnie bardzo miłe zdarzenia. Podchodzili ludzie, których nie znałem i mówili: ale namieszałeś, tu jest czołówka, która patrzy na siebie a tu nagle zjawił się ktoś znikąd. To był dla mnie niesamowity komplement, bo chciałem tam pojechać z myślą żeby pokazać się i przestraszyć kilka osób. Oczywiście jak najbardziej w sportowym duchu rywalizacji. Dwie drużyny zaproponowały mi start w ich barwach na Pucharze Polski gdyż tam prowadzona jest też klasyfikacja klubowa to również niesamowita niespodzianka. A jedna pani chciała mnie swatać z córką. Myślała, że mam 32 lata, kolejny bezcenny wniosek warto nosić opaski zakrywające siwe włosy na skroniach. 😉 Kilka osób myślało podczas dekoracji, że wyjdę do podium przy M30 a tymczasem od kilku miesięcy jest nieco więcej.

Co dalej?

Nordic walking mnie pochłonął bez dwóch zdań. To wspaniały sport, świetni ludzie, dostrzegam tam mniej zawodników przekonanych o swojej nieomylności. Niestety u biegaczy widzę odwrotny trend. Jest chyba jeszcze mniej komercyjnie niż w bieganiu choć bez wątpienia profesjonalnie. Kusi mnie Puchar Polski choć wiąże się to ze sporym wyzwaniem logistycznym. W tym roku są jeszcze mistrzostwa Polski na dystansie 5 km, 10 km i 21 km rozgrywane w tym samym dniu i czasie więc idealny byłby dla mnie dystans 21 km.

Natomiast w październiku i listopadzie chciałbym nieco pobiegać po rocznej nadbudowie wytrzymałościowej nordic walkingu. Wierzę, że mogłaby to być wybuchowa mieszanka.

Zanim jednak zrobię cokolwiek z listy powyżej muszę odpocząć po 6 miesiącach trzeba zrobić roztrenowanie i dać odpocząć nie tylko mięśniom ale i głowie… co też czynię od 2 tygodni.

Zapraszam do polubienia mojego profilu na FB.