W roli debiutanta.

Sport mam we krwi i to już od czwartej klasy podstawówki. Wtedy miała miejsce moja przygoda z tenisem stołowym. Potem była koszykówka, dalej trzymiesięczny epizod z dziesięciobojem a nawet Aikido. Od dekady jest bieganie ale startując w niedzielę na pierwszych w życiu zawodach w nordic walkingu poczułem się w roli debiutanta.

Do czynnego „ruszania się” wróciłem pięć tygodni temu (szerzej pisałem o tym we wpisie Wracam).

Trudno powiedzieć żebym dysponował nawet średnią jak dla mnie kondycją. Ciągle wiem, że jeszcze długa droga przede mną. Niemniej zdecydowałem się wziąć udział w IX Otwartych Mistrzostwach Lubina w nordic walkingu na dystansie 8 km. Chciałem zobaczyć jak to wygląda i czy da mi jakąś frajdę.

Pogoda w postaci orkanu Grzegorz, wiatr, deszcz i temperatura 7C sprawdziły skutecznie moją determinację ale tutaj zwyciężyłem wychodząc w końcu z ciepłego samochodu i ustawiając się na starcie. W nagrodę po 10 minutach przestało padać. 🙂 Choć po wszystkim na grochówce byłem nieludzko zziębnięty. Pomógł tak naprawdę dopiero hambuger w Polkowicach i frytki. 😉

Pozornie przyjemna trasa w lubińskim parku okazała się miejscami bardzo trudnym crossem. Kałuże polubiłem przy drugim zamoczeniu buta zaraz po starcie. Pierwszą kałużę zaliczyłem na rozgrzewce siarczyście przypominając sobie podwórkową łacinę. 😉 

Czterokrotne forsowanie pokrytej mokrą trawą górki (zygazakiem góra dół) i dodatkowo robienie tego na czterech okrążeniach sprawiło, że obraz mojego tętna z tych zawodów oddaje, że były to niezłe interwały.

 

 To może jeszcze tradycyjnie kilka słów o tętnie.

Jeśli komuś wydaje się, że takie zawody to „tylko” szybki chód pragnę go wyprowadzić z błędu. Moje średnie tętno wyniosło 150 uderzeń serca na minutę i to tylko dlatego, że już po drugim kilometrze postanowiłem się oszczędzać ze względu na powszechną… śliskość podłoża. 😉 Dla porównania mając hrmax na poziomie 171: „dychy” biegałem najczęściej na średnim tętnie 158-160, „połówki” w okolicach 153-156 a maratony 142-146. Zatem średnie tętno z Lubina w „spokojnym” nordic walkingu na poziomie 150 uderzeń oddaje nieco skalę wysiłku. Do tego nie jestem w formie. Wniosek nasuwa się jeden – wysiłek mierzony tętnem w tego rodzaju zawodach może być taki sam jak podczas biegu a biorąc zaangażowanie mięśni od pasa w górę, szczególnie rąk czy barków daje naprawdę zacne zmęczenie dnia następnego.

Czy jestem zadowolony? Bardzo dużo nauczyłem się a takie było założenie przedstartowe. Upewniłem się, że potrafię chodzić z kijami nawet chyba nie najgorzej technicznie, szczególnie na równym terenie i pod górę. Jednak zdecydowanie słabiej wychodziło mi schodzenie, bałem się puścić hamulce ze względu na moje obuwie. No właśnie… buty startowe na asfalt słabo sprawdzają się na śliskiej trawie na crossie ale przeżyłem. Choć raz było blisko połamania nie tylko kijków. Mając doświadczenie z biegowych tras bez trudu poradziłem sobie z rozłożeniem sił i z nie poniosło mnie na starcie kiedy dużym sił towarzyszy adrenalina.

Obserwowałem najlepszych, szczególnie zwycięzcę na rozgrzewce, w czasie „biegu” ale i po nim. To zawsze warte podpatrzenia a profesjonalizm zwycięzcy bardzo mnie ujął.

Organizacja samych zawodów przypomniała mi to co działo się na zawodach biegowych 10-7 lat temu. Natomiast zaangażowanie organizatorów mimo warunków pogodowych budzi moje najwyższe uznanie. Wrażenie zrobiło to, że na mecie był spory telewizor, na którym od razu można było zobaczyć wyniki i klasyfikacje to bardzo fajne rozwiązanie.

Frekwencja 35 osób nie powala nawet przy uwzględnieniu wiatru. Podobna ilość zawodników wystartowała na dystansie 4 km. Zająłem 8 miejsce w kategorii open i 2 w kategorii wiekowej uzyskując czas nieco ponad 1h. Trasa okazała się o ponad pół km dłuższa niż zapewnienia organizatorów ale nie miało to większego znaczenia. Średnie tempo wyniosło 6:59 min/km. Bez szału ale dało mi to do myślenia i rozbudziło moją motywację do dalszych treningów.

Szczególnie zmotywowały mnie słowa kolegi, który był przede mną i podziękował mi za fajną walkę gdyż deptałem mu po piętach niemal od startu. Powiedziałem mu, że trenuję dopiero 5 tygodni on stwierdził,  że jeśli tak jest to wróży mi ciekawą karierę jeśli będę dalej to robił… kto wie może sprawdzę ile było prawdy w tej wróżbie.

Ps Czyli jednym słowem dalej robię swoje bawiąc się kijami, no chyba, że dostanę jakieś fajne zaproszenie na trening biegowy 😉

Zapraszam do polubienia mojego artykułu i profilu na fb

Inne osoby czytały również:

Maraton Poznań w roli trenera.

2015-10-12 13:42:40
runnerski-pl

18

Historia pewnego wyprzedzania

2017-11-14 17:34:36
runnerski-pl

8

Aby biegać szybciej wiosną trzeba najpierw…

2017-11-08 18:47:12
runnerski-pl

8

Wracam

2017-10-24 17:37:49
runnerski-pl

8

To chyba już starość co?

2017-06-29 19:40:37
runnerski-pl

8

Rekordy, życiówki i taka tam moja codzienność.

2017-06-20 20:21:52
runnerski-pl

8

Wyniki konkursu „Z biegiem marzeń”

2017-06-17 16:20:12
runnerski-pl

8

Mała zabawa biegowa (MZB).

2017-06-14 18:57:52
runnerski-pl

8