Dziennik Moje bieganie – SEZON 2017 – 1 faza

Dziennik Moje bieganie – SEZON 2017 – 1 faza to kontynuacja moich miesięcznych relacji treningowych.

Rozpoczynam sezon 2017 i swoją drogę do zdobycia nowego celu biegowego. Idąc za wzorem Jacka Danielsa dzielę swój sezon a właściwie moje kolejne treningowe tygodnie na fazy. Będą to okresy 4-5 tygodniowe, w których będę realizował poszczególne bloki treningowe. Poniżej możecie śledzić moje treningi w pierwszej fazie.

W ostatnich latach każdy sezon rozpoczynałem od budowy bazy wytrzymałości podstawowej. Dopiero w fazie drugiej i trzeciej przechodziłem do treningów siłowych. Teraz w związku ze zmianą mojego sposobu biegania na tzw. bieganie naturalne na razie nie czuje się na siłach stosować wybiegania kilkunastokilometrowe i dlatego postanowiłem zaaplikować sobie mały eksperyment polegający na rozpoczęciu przygotowań od… podbiegów.

Na koniec każdej fazy czyli za 4-5 tygodni podsumuję wykonaną pracę a póki co zapraszam do śledzenia moich treningów dzień po dniu.

Jeszcze krótka legenda:

G 4:00/1:00 to 4 minuty biegu i po nich 1 minuta marszu (ten rodzaj przeplatanki stosuję na każdym swoim treningu od kilku lat).

SBx5 to siła biegowa w postaci 5 podbiegów 25 sekundowych na 90-95 % mocy po czym marsz w dół.

 

20 grudnia 2016 r.

1. SBx5 + BS – 45 min.; średnie tętno 131; średnie tempo 5:39; 7,97 km; G 4:00/1:00.

Dzisiaj uczyniłem pierwszy malutki krok w całym maratonie kroków pod hasłem „Operacja Mistrzostwa Świata w półmaratonie w Walencji”.

Znowu mam zamiar realizować swój własny plan treningowy, oparty na minimalnym kilometrażu ale co równie ważne będę biegał metodą Gallowaya co uwzględniłem powyżej. Tak więc dzisiaj przez 45 minut pierwszego treningu sporo chodziłem. 😉

Na szczęście nieco też biegałem i tu dobre wiadomości biegam naturalnie czyli lądując na śródstopiu. Jeszcze odczuwam pewien dyskomfort ale jest o niebo lepiej niż na pierwszych moich próbach. A tak wyglądał mój pierwszy trening.

22 grudnia 2016 r.

2. SBx5 + BS – 45 min.; średnie tętno 132; średnie tempo 5:36 8,07 km; G 4:00/1:00.

Naprawdę niesamowite jest to jak szybko mój organizm przyzwyczaja się do nowego sposobu biegania. Z treningu na trening jest lepiej. I co ważne to moje bieganie nie tylko zmieniło się poprzez sposób lądowania z pięty na śródstopie. Dodatkowo w moich butach nie ma praktycznie żadnej amortyzacji.

I kolejna rzecz, która bardzo mnie zaskakuje ale oczywiście pozytywnie – nic mnie nie boli. W ostatnich tygodniach miałem notoryczne problemy z kręgosłupem oraz ścięgnami podkolanowymi. Tymczasem od miesiąca nic mnie nie boli. Jeszcze nie popadam w hura optymizm, bo może to po prostu kwestia roztrenowania i mniejszych obciążeń. Jedno jest pewne. NIE WRÓCĘ DO STAREGO SPOSOBU BIEGANIA. To bieganie naturalne jest niesamowite.

24 grudnia 2016 r.

3. BS – 60 min.; średnie tętno 131; średnie tempo 5:12, 11,55 km; G 4:00/1:00.

No i jeszcze przed światami udało się potruchtać. Choć słowo truchtać jest tu niedomówieniem. Nie wiem co się stało ale tak szybko to dawno nie biegałem. Oczywiście uwzględniając to, że był to bieg na 77% mojego tętna maksymalnego czyli wypisz wymaluj pierwszy zakres.

Liczyłem, że na takim tętnie to mogę biegać co najwyżej w tempie 5:30 a tymczasem dzisiaj było 5:12. Tylko skakać z radości lub zjeść nieco wigilijnych potraw…

25 grudnia 2016 r.

Biegam co drugi dzień więc dzisiaj tylko rodzina i… uszka, makowce, ryby oraz inne delicje. Smacznego kto co lubi.

26 grudnia 2016 r.

Dzisiaj miałem biegać ale…

…ledwo zacząłem nowy sezon i już wszystko się wysypało. W wigilię cieszyłem się, że jestem w rewelacyjnej formie jak na grudzień a tymczasem teraz wyprawa do łazienki jest niczym ukończenie maratonu. Piszę te słowa 27 grudnia kiedy po zbiciu temperatury mogę jako tako funkcjonować.

Pewnie to jakiś wirus, bo oprócz lekkiego bólu gardła i ogólnego bólu mięśni i stawów nie mam innych objawów. Brak kaszlu na szczęście eliminuje grypę.

Jest jeden plus mojego stanu zdrowia, gdy temperatura puszcza mogę spokojnie poczytać i tu znalazłem coś naprawdę ciekawego „Metoda Pose. Bieganie techniką dr Romanowa” dr. N. Romanow, J. Robson a ponieważ ten rodzaj biegania autor opiera na tzw. bieganiu naturalnym na co z kolei ja usiłuje namówić moje ciało. Jest to dla mnie bardzo ciekawa i aktualna lektura.

27-28 grudnia 2016 r.

Choroba z diagnozą lekarza: „chyba rozwinie się z tego angina ale poczekajmy do jutra” 🙁

29 grudnia 2016 r.

4. SBx5 + BS – 30 min.; średnie tętno 133; średnie tempo 5:57 5,05 km; G 4:00/1:00.

Mam dość czekania na anginę a profilaktycznie antybiotyku nie wezmę. Klucha w gardle i lekki ból, a ponieważ temperatura 36C do tego jestem głupi poszedłem pobiegać.

To nie był dobry pomysł co widać po tętnie i tempie w porównaniu np. z treningiem nr 2 ale… przecież jestem głupi.

30 grudnia 2016 r.

Ciągle nie wiem czy bliżej mi do anginy czy do wyzdrowienia trzeci dzień czuje się podobnie niby tylko 36,8C a gardło boli lub nie boli i 37,2C.

31 grudnia 2016 r.

5. BS 60 min.; średnie tętno 133; średnie tempo 5:27, 11,05 km; G 4:00/1:00.

Nie byłem przekonany czy w moim stanie niekończonego się stanu pomiędzy wyzdrowieniem a rozchorowaniem się powinien biegać ale gdy pobiegłem było całkiem dobrze.

Pod koniec treningu ok. 16.00 miałem taką przygodę sylwestrową:

Dwóch chłopaków stało pod bramą garażową i popijali alkohol, zaczepili mnie gdy przebiegałem obok nich jak Struś Pędziwiatr:

– Proszę Pana ale dzisiaj jest Sylwester, Pan biega? – już ich minąłem ale odkrzyknałem

– No właśnie dzisiaj Sylwester k…a* a Wy piwo już pijecie zamiast wieczorem jak ludzie na imprezie.

– Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku – usłyszałem jeszcze pod swoim adresem i szybko odpowiedziałem

– Wam również

* dodałem tylko dla uwiarygodnienia przekazu. 😉

2 stycznia 2017 r.

6. SBx5 + BS – 30 min.; średnie tętno 134; średnie tempo 6:00; 5,01 km; G 4:00/1:00.

Szybko tu nie było ale zaczął się śnieg. Poza tym przyznam szczerze, że średnia prędkość słabo mnie interesuje liczy się wykonane zadanie.

4 stycznia 2017 r.

7. SBx6 + BS – 32 min.; średnie tętno 137; średnie tempo 5:41; 5,63 km; G 4:00/1:00.

Znowu boli mnie gardło to już chyba jakieś fatum. Właściwie od Świąt mam cały czas stan podgorączkowy i problemy z gardłem. Co zrobić? Najlepszym lekarstwem jest czas.

Pozytywne jest w tym wszystkim to, że właściwie nie odczuwam już łydek w związku ze zmianą stylu biegania.

Natomiast to nie oznacza, że proces transformacji został zakończony. Ciągle nie dałbym rady przebiec w ten sposób półmaratonu a pewnie nawet 15 km ale jestem cierpliwy ponieważ czuję, że zmiana poszła w dobrym kierunku.

6 stycznia 2017 r.

8. BS 62 min; średnie tętno 135; średnio tempo 5:40; 10,96 km; G 4:00/1:00.

Chyba nigdy tak bardzo nie chciało mi się biegać jak dzisiaj i to zarówno przed, w trakcie i prawie do końca ale zrobiłem to co zaplanowałem.

8 stycznia 2017 r.

Nie chce mi się biegać, brakuje mi motywacji i mam to gdzieś…

9 stycznia 2017 r.

9. SBx6 + BS – 32 min.; średnie tętno 130; średnie tempo 5:37; 5,69 km; G 4:00/1:00.

Dzisiaj było lepiej jeśli chodzi motywacje może dlatego, że od początku biegło mi się zdecydowanie szybciej. Mam problem z prawą stopą ale póki ból jest minimalny nie nazywam tego kontuzją natomiast nie jestem pewny, w którą stronę rozwinie się ten problem.

11 stycznia 2017 r.

10. SBx6 + BS – 32 min.; średnie tętno 130; średnie tempo 5:30; 5,82 km; G 4:00/1:00.

Chyba wyzdrowiałem.

13, 14 stycznia 2017 r.

Przez te moje studia wszystko się sypie w moim bieganiu. Musiałem 13.01 jechać do Poznania, bo w sobotę 14.01 rano miał spaść śnieg. W Poznaniu 14.01 sypnął i nie było jak pobiegać. ALE ZROBIŁEM TABATĘ wrócę do tego tematu jak wgram dane z zegarka.

15 stycznia 2017 r.

Znowu bez biegania, śnieg.

16 stycznia 2017 r.

MAASSAA ŚNIEGU bieganie w miejscu, w którym mieszkam byłoby wariactwem. Poza tym od 2 dni kaszle, zaczynam się załamywać. Strzelę sobie dzisiaj znowu TABATĘ albo rozchoruję się na maksa albo przeżuję ten śnieg.

20 stycznia 2017 r.

Nawet to już nie jest chyba załamanie tylko rezygnacja. 19.01 i 17.01 podobnie jak 15.01 zrobiłem Tabatę,bo biegać mi się nie chcę, nie mam kiedy i gdzie wszędzie ślisko. Odbieram tylko kolejne telefony od ludzi, którzy „podkręcają” sobie kostki. Do tego mam kaszel od tygodnia w sumie łagodny ale coś jest nie tak. Do lekarza kolejka na kilka dni. Nie do końca wiem co robić a jutro znowu wyjazd na studia do Poznania. Zajefajnie.

21 stycznia- 2 lutego 2017 r.

Próbuję zachować formę bawiąc się w Tabatę ale tak naprawdę problem jest głębszy. Więcej o nim napisałem tutaj.

Tutaj znajdziecie archiwalne relacje z moich treningów oraz moich biegowych lub poza biegowych przemyśleń: sierpień 2016 r., wrzesień 2016 r., październik 2016 r., listopad 2016 r., grudzień 2016 r.

Inne osoby czytały również:

Dziennik moje bieganie – Sezon 2017 luty.

2017-02-15 16:31:49
runnerski-pl

18

Mój plan treningowy na sezon 2016 r.

2015-11-26 13:01:39
runnerski-pl

18

SEZON 2015

2015-10-30 11:54:41
runnerski-pl

18

Mój plan treningowy sezon 2015 r. cz. II.

2015-07-22 13:21:27
runnerski-pl

18

Mój plan treningowy sezon 2015 cz. I.

2015-07-15 13:23:53
runnerski-pl

18

Rekordy, życiówki i taka tam moja codzienność.

2017-06-20 20:21:52
runnerski-pl

8

Wyniki konkursu „Z biegiem marzeń”

2017-06-17 16:20:12
runnerski-pl

8

  • Syrio Forel

    Bardzo się cieszę, że widzisz pozytywne efekty zmiany sposobu biegania. W sumie nie byłem w 100% pewien, czy moje doświadczenia przeniosą się 1 do 1 na innych 🙂
    Życzę w Nowym Roku tysięcy kilometrów bez żadnych bólów oraz samych kolejnych życiówek na wszystkich dystansach – btw: wiesz, że w 2017 Półmaraton Wrocławski gości mistrzostwa Europy w półmaratonie w klasie Masters? Ja się już będę do tej klasy zaliczał chyba (od 40-ki?)

    • Coś mi się wydaje że Ci tzn. MY mastersi to już od 35 roku życia. Wybieram się do Wrocławia.

      Bieganie naturalne jest o niebo lepsze choć łatwo nie jest ale „udoskonaliłem” Twoje rady przez co miałem nieco prościej. Po pierwsze marsze którymi przerywam bieg bardzo mi pomagają ponieważ nie ma takich napięć w łydce. Po kilku minutach biegu podczas marszu noga rozluźnia się. A po drugie nieco z przypadku biegałem po tartanie i tutaj również jest o wiele lepiej niż po asfalcie przynajmniej na początku.

      Mam tylko jeden problem – zbiegi. O ile pod górę wbiegam jak kozica górska o tyle w dół biegnąc na śródstopiu to jednak mała porażka. Mam tu na myśli naprawdę strome zbiegi. Próbuje kombinować ale na razie nic nie znalazłem.
      Wszystkiego dobrego.

    • Coś mi się wydaje że Ci tzn. MY mastersi to już od 35 roku życia. Wybieram się do Wrocławia.

      Bieganie naturalne jest o niebo lepsze choć łatwo nie jest ale „udoskonaliłem” Twoje rady przez co miałem nieco prościej. Po pierwsze marsze którymi przerywam bieg bardzo mi pomagają ponieważ nie ma takich napięć w łydce. Po kilku minutach biegu podczas marszu noga rozluźnia się. A po drugie nieco z przypadku biegałem po tartanie i tutaj również jest o wiele lepiej niż po asfalcie przynajmniej na początku.

      Mam tylko jeden problem – zbiegi. O ile pod górę wbiegam jak kozica górska o tyle w dół biegnąc na śródstopiu to jednak mała porażka. Mam tu na myśli naprawdę strome zbiegi. Próbuje kombinować ale na razie nic nie znalazłem.
      Wszystkiego dobrego.