Rekordy, życiówki i taka tam moja codzienność.

Ledwo dojechali z Wrocławia do Zielonej Góry po Nocnym półmaratonie i już „Prezes” grupy napisał „Jak żyć dalej… Trenerze Marcinie? Co robić w tym tygodniu i następnych? Plan nam się skończył?” Tak to jest kiedy znowu niechcący to samo… rekordy, życiówki i taka tam moja codzienność. 😉

O grupie biegowej z mojego miasta, której pomagam w treningach, wspominałem już wcześniej we wpisie Grupa rekordzistów. Pojechali na półmaraton w Poznaniu i… wszyscy poprawili swoje życiówki. Co przeszło nie tylko moje najśmielsze marzenia ale chyba większości z nich również. A cel był jasny przebiec tylko pięć półmaratonów na zaliczenie aby zdobyć Koronę Polskich Półmaratonów.

Dalej nastąpiło roztrenowanie i nowy cykl treningowy. Drugi z pięciu start w Grodzisku miał być typowo na zaliczenie ponieważ było gorąco a 6 dni później czekał ich kolejny start… we Wrocławiu. Niestety kalendarz wymusił na nas takie wariactwo. Ten start w Grodzisku był jednak o tyle ciekawy, że po uwzględnieniu pogody pozwolił mi i chyba im także pomarzyć o czymś więcej… .

Przeliczyłem, ustaliłem taktykę i… no właśnie to grupa biegająca Gallowayem czyli przerywają bieg marszem. Dlatego tutaj dobór odpowiednich proporcji w połączeniu z tempem był szczególnie istotny. Plan był prosty Asia i Rysiu biegną na 2 godziny reszta znowu na… zaliczenie ale… nie oznacza to, że jeśli będą czuć się na trasie dobrze nie mogą spróbować zawalczyć o więcej. Raczej po wcześniejszym roztrenowaniu ciężko było oczekiwać cudów ale nie mogłem im odbierać nadziei.

To co zrobili Asia 1:58:50 i Rysiu 1:59:12 to mistrzostwo świata oni pobiegli sobie BNP (bieg z narastającą prędkością) na zawodach (jak wyżej). Druga połowa dystansu szybciej niż pierwsza, nawet poszczególne kilometry były coraz szybsze. Idealne rozłożenie sił. Idealnie podkreślam w 110% zrealizowanie założeń i nawet minimalny niedosyt co akurat jako trener uwielbiam. Wtedy pośród ogromnej radości jest jeszcze większa motywacja do pracy, prawie nic nie boli i… JEST BEZPIECZNIE a to dla mnie bezwzględnie priorytet. Poniżej bohaterowie z ręką Asi, na mecie miała rezultat 1:58:50 KTOŚ Z WAS TAK POTRAFI.

Idźmy dalej: Ewa zrobiła doskonałą robotę z Renią pomagając jej znowu poprawić swój wynik. Za to Wiola zachowała się jak najwspanialsza żona pomagając mężowi Tomkowi w kolejnej życiówce. To jest kwintesencja… dobra, bo będzie za różowo i za słodko a jakoś mi to nie pasuje 😉 tzn. do nich tak… 😉 wystarczy nie brnijmy w to idźmy, tzn. biegnijmy dalej. U Damiana coś nie zagrało ale wydaje mi się, że wiem gdzie tkwiły drobne błędy i wyeliminujemy je. Poza tym półmaraton po półmaratonie w ciągu 6 dni usprawiedliwia wszystko.

Są świetni, lubią się, trenują razem i jeszcze pokażą niejednokrotnie, że bariery można pokonywać tylko trzeba być cierpliwym i systematycznym. Biegają 3 dni w tygodniu, nie przesadzają z kilometrażem, wręcz biegają minimum…  (jak każdy u mnie) i mają swoje wielkie chwile. Bawią się również w inne aktywności. Nic nadzwyczajnego taka nasza rekordowa codzienność. 😉

Mirek!

Znaliśmy się słabo.

Powiedział tak: zrób mi plan na maraton chcę pobiec 3:20.

Opowiedziałem: Chyba Cię… nie ma mowy. Mam ile? 14 tygodni wcześniej biegałeś jakieś byle co przez 4 czy 6 tygodni nie wiem czy miałeś dobre roztrenowanie i teraz mam to ratować? Do tego z rekordu 3:33 litości i chyba od 2 czy 3 lat masz brak postępów?

On skontrował: Tak, zrób mi plan.

Warunki wstępne brzmiały: bezwzględna dyscyplina w realizacji treningów, biegasz mniej!!! Żadnych 30 km wybiegań i na maratonie biegniesz ściśle według moich zaleceń tętna co do joty. Pasuje?

Dobrze – odpowiedział no to stało się, zrobił swoje i poprawił życiówkę na czas 3:26:47. Normalka, szara codzienność 😉

Potem roztrenowanie i „będąc bez formy” pobiegł w Nocnym Wrocławiu poprawił życiówkę „tylko” o ponad 3 minuty co tam 1:35 z kawałkiem. Tutaj nie ukrywam zaskoczył nawet mnie.

Grzesiek!

Wszystko szło dobrze debiut w maratonie z wynikiem 4:07:57. Ja czułem niedosyt on być może trochę również miało być 4h ale dopadł go stres. Ogólnie uznałem ten występ za pozytywny. Przeżył, na mecie nic go nie bolało, został maratończykiem i zaproponowałem mu, żeby wykorzystał formę i pobiegł jeszcze półmaraton. Bez cienia wątpliwości wierzyłem w wynik poniżej 1:50 ale było ponad 6 minut wolniej. Pierwszy raz się załamałem, bo na treningach nawet kilka dni po maratonie był szybki i w dobrej formie a tu takie coś… Nie mogłem zrozumieć czemu… zaraz po starcie miał tętno wyższe o minimum 10 uderzeń niż normalnie, był wypoczęty, zdrowy itd. a jednak.

Trzy dni później przypomniało mu się, że od tygodnia bierze tabletki na alergie. W ulotce wyczytaliśmy, że skutkiem ubocznym jest podwyższone tętno!!! Odstawił leki i pobiegł chyba 5 dni później 10 km. Zabrakło mu kilka sekund do życiówki mimo, że miał w nogach maraton i półmaraton i trenował do maratonu.

Sylwester!

Gdy on się do mnie zgłosił i zobaczyłem kilometraż miesięczny 340 km, 240 km, 300 km, 275 km itd. Pomyślałem „Boże widzisz i nie grzmisz” a celem miało być poprawienie 1:31 na półmaratonie oczywiście celując w 1:29:59. Warunek wstępny biegasz duużooo mniej…

Kontuzja w zimie w wyniku złego postawienia stopy popsuła nam cały plan treningowy. Musieliśmy zacząć od nowa i po 12 tygodniach trenowania wynik w okolicach 1:34 nie był zaskoczeniem ale rozczarowywał. Zatem poszliśmy dalej i znowu idealne treningi, pełna systematyczność. Chciał pobiec zawody po górach na dystansie 30 km i trochę mi popsuł plany ale próbowaliśmy to przekuć w progres… i przyszło rozczarowanie na półmaratonie. Górki na trasie tym razem jeszcze większe, upał i wynik jeszcze gorszy 1:35:28. Miałem naprawdę złe samopoczucie, bo wiedziałem, że chłopak (chłopak 45 lat 😉 ) jest w bardzo dobrej formie według mnie w przedziale 1:30-1:31 a tymczasem brak na to dowodów.

Chwilę potem pobiegł jeszcze dychę wynik 40:51 to na półmaratonie oznaczałoby wynik 1:30:28. A na deser 5 kilometrów czas 19:14 !!! Odpowiednikiem na półmaratonie jest wynik 1:28:21 !!! Wiedziałem, że jest dobrze a więcej dowodów będzie jesienią.

Prawdopodobnie Sylwek potrzebował odpoczynku i dobrej pogody, następnym razem nie zgodzę się na 30 km po górach nawet jeśli będzie bardzo chciał.

 

Dla mnie te historie to kolejne potwierdzenie mojej dewizy: biegaj mniej by biegać szybciej ale… systematycznie, według odpowiedniego planu i bądź cierpliwy.

 

P.s. Dostałem też ostatnio kilka informacji od czytelników o ich/Waszych rekordach dodatkowo, że to z moją małą pomocą po tym co przeczytali na stronie. Nie przyznaję się do tego to Wasze sukcesy.

To jest najlepsza nagroda i bardzo Wam dziękuję.

Zapraszam do polubienia mojego profilu na FB. Jestem również na googlach+ i instagramie do zobaczenia.

Inne osoby czytały również:

Jeśli moja teoria byłaby prawdziwa.

2016-07-13 09:04:22
runnerski-pl

18

Jak tam ślimaczku ile było kilometrów.

2015-07-27 13:18:38
runnerski-pl

18

Twój pierwszy trening „butami” arcymistrza.

2015-05-25 15:08:15
runnerski-pl

18

Historia pewnego wyprzedzania

2017-11-14 17:34:36
runnerski-pl

8

Aby biegać szybciej wiosną trzeba najpierw…

2017-11-08 18:47:12
runnerski-pl

8

W roli debiutanta.

2017-10-30 19:31:27
runnerski-pl

8