Podobno kto biega dla przyjemności ten…

…nigdy nie jest zmęczony ale gdy zaczynasz biegać dla wyniku bywa, że zmęczenie jest coraz większe i większe. Po półmaratonie, maratonie czy w jego trakcie nawet krytycznie wysokie a mimo to wielu z nas nie wystarcza samo bieganie potrzebujemy jeszcze rywalizacji (do tego tekstu natchnął mnie wczorajszy ciężki i wyczerpujący trening).

Znam tylko jedną osobę – Jacka, który biega i nie startował nigdy w zawodach. Zaczynam się o niego martwić musi być z nim coś nie tak, 😉 przecież w zawodach startują wszyscy a może on biega właśnie dla przyjemności?

Ostatnio koleżanka słuchając chyba z lekkim politowaniem (sama biega) mojej dyskusji z jej mężem o bieganiu w pewnym momencie spytała czy skoro my mamy plany treningowe i ambicje poprawiania rekordów to dla niej też jest biegowe miejsce w tym świecie. Przecież ona nie ma planów treningowych i biega tylko wtedy gdy ma ochotę i czas lub raczej odwrotnie czas a potem ochotę.

Zastanowiłem się wtedy nad pewną prawidłowością chyba ogromna większość mężczyzn (poza Jackiem) biega na zawodach dla wyniku, najlepsi dla wysokiego miejsca, nieco wolniejsi z nas dla poprawienia swoich rekordów życiowych. I nawet jeśli w pierwszych startach jest nam to obojętne to potem gdy pojawiamy się na tej samej trasie czy dystansie chcemy aby było lepiej to znaczy szybciej. Chyba  nie ma w tym w tym złego tymczasem u kobiet proporcje te są odwrotne. Oczywiście istnieją panie, którym zależy na wyniku ale jest też ogromna ich ilość (moim zdaniem większość), które czerpią z takiego biegania „jedynie” przyjemność.

Uspokajam zarówno mężczyzn jak i kobiety czyli wszystkich biegających dla przyjemności bez planów i bez fiksacji jaką często ja sam przejawiam na tym punkcie (choć i tak są gorsi ode mnie) – dla każdej biegaczki i biegacza jest miejsce w tym sporcie, jeżeli sprawia Wam takie bieganie przyjemność nie czujcie presji zmiany.

Natomiast druga strona medalu wygląda tak, że aby biegać szybciej w tym roku niż ubiegłym trzeba trenować bardziej tzn. nieco mocniej niż tylko w komfortowej przyjemności, trzeba mieć lepszy lub gorszy plan i nieraz przedkładać trening nad porządki w domu czy ogródku.

Lubię osoby biegające tylko dla zdrowia, zgubienia kilku kilogramów bez presji wyników mam dla Was ogromny szacunek i podziw. Mnie napędza wynik ale przyznam się, że bardziej podziwiam w bieganiu amatorskim kogoś kto biegnie dając z siebie wszystko i pokonuje półmaraton czy nawet tylko trening w dwie godziny niż „zająca” dla którego wystarczy 1:20. Dlaczego?

Ponieważ jeśli jeden i drugi biegnie na swoim maksimum to trwanie w wysiłku przez 120 minut jest ekstremalnie cięższe niż w 80 minut. Często wydaje nam się, że Ci Kenijczycy to biegają na luzie ale oni aby wygrać w półmaratonie w Pścimiu Dolnym muszą biec na maksa podobnie jak ja biegłem na czas 1:31 lub ktoś inny na czas 1:51.

Po ukończeniu półmaratonu w 80 minut wielu szybszych kolegów za dwa dni może biegać znowu jak młodzi bogowie a zakwaszony amator po 120 minutowym biegu cierpi przez tydzień, po maratonie nie może chodzić po schodach a przez 3 tygodnie jest osłabiony i wyczerpany po krótkim nawet podbiegu do autobusu.

Bez względu na to co Nas motywuję i jak podchodzimy do rywalizacji życzę każdemu aby czuł to co opisał Dean Karnazas w swojej książce „ 50 maratonów w 50 dni” str. 176:

„Przez minione piętnaście lat wychodziłem na trening ponad pięć tysięcy razy. I nigdy nie czułem się po biegu gorzej niż przed nim. Bieg zawsze poprawia mi samopoczucie. Świadomość tego faktu jest dla mnie doskonałą zachętą. Za każdym razem, gdy czuję pokusę odpuszczenia sobie biegu z różnych wątpliwych powodów – na przykład kiepskiej pogody – przypominam sobie wspaniałe samopoczucie po treningu i chwilę później jestem już za drzwiami.”

I może jeszcze strona 267:

„W miarę postępów w bieganiu staraj się nigdy nie zapominać o tym, że biegasz przede wszystkim dla przyjemności”

i…rekordów.

PS. Jeśli jakieś Panie poczuły się urażone moją oceną ich podejścia do rywalizacji to jest to tylko prowokacja z mojej strony możecie udowadniać, że to nam facetom brakuje zacięcia i chęci rywalizacji. 🙂

Inne osoby czytały również:

Dlaczego bieganie jest…

2016-12-05 17:49:19
runnerski-pl

18

Rekordy, życiówki i taka tam moja codzienność.

2017-06-20 20:21:52
runnerski-pl

8

Wyniki konkursu „Z biegiem marzeń”

2017-06-17 16:20:12
runnerski-pl

8

Mała zabawa biegowa (MZB).

2017-06-14 18:57:52
runnerski-pl

8

Konkurs – Z biegiem marzeń.

2017-06-11 19:56:33
runnerski-pl

8

Metoda Jeffa Gallowaya.

2017-06-09 14:33:15
runnerski-pl

8

  • Malgorzata Wrzesinska

    Dla mnie bieganie to taka dyscyplina – w której wiele się mieści. Wiele się zmienia – jednak pewne wartości są w nim dla mnie stałe – poczucie wolności, spokój ducha, radość, szczęście – i te uczucia towarzyszą mi przez cały okres biegania (odczuwalne w mniejszym bądź większym stopniu – to zależy od rodzaju treningu, samopoczucia w danym dniu itd. itd.) a reszta zmienia się wraz z celami i motywacjami . Czasami gonię wynik : gdy widzę, że na zawodach biegnę na pograniczu życiówki to czemu nie przycisnąć a jeśli nie zrobię tej życiówki to trudno, potrafię się na tych zawodach dobrze bawić i poznawać nowych ludzi.

    I powiem jeszcze taką prawdę : nigdy nie mówię nigdy, To,że dzisiaj może nie zależeć mi na wyniku – nie oznacza to, że nie będzie mi zależeć np, za pół roku. Im więcej biegam – tym bardziej widzę, że cele moje nie są stałe, ustalone na sztywno a biegaczowi który zmęczony jest nieraz tłuczeniem kilometrówek na długich wybieganiach bardzo smakuje kolejny(np, za 2 dni) po wybieganiu krótki trening z ożywczymi przebieżkami 🙂
    To powiem z doświadczenia 🙂

    I w osobie, która będzie się zapierać, że nie chce wyników – w pewnym momencie odpali się takie coś, że pomyśli : chcę się ścigać. Czasami tak mam ,serio – znienacka na którymś treningu odpali się takie „coś”.

    Jakoś specjalnie nie przepadam za rywalizacją jednak … kiedy czuję, że „ocieram się” o cel – potrafię wycisnąć z siebie maksa i zaskoczyć samą siebie. Tak było też na zawodach w Szczepanowie w 2014 -gdzie zajęłam pierwsze miejsce wśród Pan 🙂 Najpierw biegłam na luzie a nawet przez pierwszą połowę jako ostatnia zawodniczka mamrotałam pod nosem (nie jest fajnie być ostatnim) no ale …ale kiedy wyszłam na prowadzenie (wyprzedziłam jednego chłopaka po drodze i wszystkie dziewczyny) i zobaczyłam, że mam szansę na pierwsze miejsce – to – to poczułam co to znaczy prawdziwa rywalizacja – gdy biegniesz czasami już resztkiem sil i oglądasz się co jakiś czas czy przypadkiem przeciwnik się do Ciebie nie zbliża, w jakiej jest odległości za Tobą, czy Twoje pierwsze miejsce nie jest zagrożone, W takiej sytuacji daje się z siebie wszystko 🙂

    • Przygoda Yvette

      +Malgorzata zawarła w swoim komentarzu to, co i mnie jest bliskie. Dla przykładu w sobotę pobiegłam w parkrunie mocno, żeby po raz kolejny sprawdzić się na tej samej trasie – i nie miałam z tego żadnej przyjemności, bo było za gorąco a dzień później, w niedzielę pobiegłam dyszkę w upale patrząc nie na zegarek, tylko wsłuchując się w swoje samopoczucie i oglądając krajobraz. Finalnie – z obu biegów jestem tak samo zadowolona – w parkrunie poprawiłam swój wynik ze stycznia o 1,5 minuty a na dyszce pobiegłam 1,5 wolniej niż życiówka, ale z dużą przyjemnością 😀

      • runnerski.pl

        Jak widzę ilu biegaczy/biegaczek tyle recept żadna nie jest uniwersalna dla wszystkich ale wiele z nich jest godnych polecenia, dziewczyny biegajcie tak dalej. 🙂

  • Przygoda Yvette

    Będziemy, będziemy 🙂

  • Zgadzam się 😀 ja myślę że Panowie w naturze mają rywalizację 😉 a Panie (większość) po prostu nie czuje potrzeby udowadniania sobie i innym swojej zajefajnosci 😀 😛

    • runnerski.pl

      I tak sobie dalej kombinuję, że w bieganiu to jeszcze małe piwo ale np. ZA KIEROWNICĄ 😉

  • Przygoda Yvette

    nawet nie zaczynaj tego tematu, hahaha 😀

    • runnerski

      🙂