Nie liczy się wynik.

Zauważyłem, że podczas zawodów a szczególnie podczas półmaratonów, najbardziej zadowolone z siebie są nie tylko osoby, które pobiegły szybko poprawiając swoje rekordy tras, czy ustanawiając tzw. życiówki. Ogromnym optymizmem na mecie tryskają ci dla których nie liczy się wynik tylko… dobra zabawa czyli sam udział w „rywalizacji”.

Kolejny mój półmaraton przeszedł do historii. Chyba był to już 25 start na tym dystansie (jeśli dobrze policzyłem). Zapomniałem… przecież to JUBILEUSZOWY bieg ale chwila w sumie to uczciłem go godnie, bawiąc się doskonale.

Trasa była trudna, miało być ekstremalnie gorąco (a było „tylko” ciepło 23-25C) więc postanowiłem potraktować go turystycznie, zabawowo i treningowo zarazem.

Może jeszcze dwa słowa o trasie, niby 80% było z górki ale tam gdzie się zbiega, po pierwsze trzeba potem podbiegać a po drugie biegnąc w dół nogi męczą się wcale nie mniej. Z tą tylko różnicą, że nie czujemy tego od razu. Warto o tym pamiętać.

V półmaraton zielonogórski kończył dni Zielonej Góry nazywane Winobraniem i chyba w tym roku bóg wina Bachus zlitował się nad uczestnikami, bo słońce zaszło właściwie tylko na czas samego biegu, po południu było już upalnie. Mieliśmy niebywałe szczęście, bo pomimo wszystkich przeciwności wielu startującym udało się pobić swoje najlepsze wyniki. W końcu mamy jesień za pasem i dla nas biegaczy powinien to być szczyt formy.

Razem z moim przyjacielem Wojtkiem, z którym zaplanowaliśmy przebiec ten półmaraton wspólnie, długo ustalaliśmy najlepszą strategię. Jednak doszliśmy do wniosku, że planowanie czasów na poszczególnych kilometrach jest mało realne biorąc pod uwagę, że czekały nas odcinki blisko kilometrowego zbiegów a potem równie ciekawych podbiegów. Z Wojtkiem przebiegłem także swój 23 półmaraton.

Aby zobrazować trudność trasy niech zaświadczy jeden przykład. Na 11 kilometrze biegliśmy w tempie 5:32 było tam bardzo duże wzniesienie a będąc już nieco zmęczonymi na kilometrze 17 lecieliśmy na luzie 4:37, bo trasa prowadziła nas w dół i za chwilę na 18 km znowu z lekkim trudem utrzymywaliśmy tempo grubo ponad 5:00 wspinając się pod górki. Ktoś powie: szarpaliście. Wcale nie, cały czas mieliśmy równe tempo lub raczej tętno natomiast tak wygląda bieg po wzniesieniach.

W czasie biegu trochę pogadaliśmy, szczególnie miło gaworzyło mi się z jeszcze jednym kolegą, który debiutował nie tylko w półmaratonie ale w zawodach w ogóle. Mimo, że biegał już 2,5 roku postanowił się sprawdzić od razu na dystansie 21 km. Kolega biegł z nami do 14 km potem niestety zwolnił ale i tak na mecie był niedaleko za nami. W czasie biegu narzekał, że będzie ostatni. Obiecałem mu na trasie, że jeśli utrzyma swoje tempo to będzie na miejscach w przedziale 450-550 osób był chyba w okolicach miejsca… 520 (no bo zwolnił 😉 ). Ma się tego nosa, no i jeszcze prawie 1000 biegaczy było za nim więc ostatni nie był. 😉

Chciałem aby oprócz dobrej zabawy i pozdrawiania znajomych, których tym razem dostrzegłem na trasie naprawdę sporo, wykonać pewne założenia treningowe. Chciałem aby ten bieg był biegiem z narastającą prędkością BNP, oczywiście bardziej bazując na tętnie ze względu na górki. Jednocześnie aby końcówka tego biegu była z kolei klasycznym biegiem progowym.

I wszystko się udało. Było coraz szybciej, zaczęliśmy w tempie 5:10 a na końcu mój zegarek wskazywał średnie tempo 4:59. Choć moje przyspieszenie lepiej widać na „połówkach” półmaratonu. Pierwsze 10,60 km przebiegłem w czasie 54:22 za to drugą połówkę w 50:58. Średnie tętno uwaga 142!!! Gdzie półmaratony biegam na średnim tętnie 156!!!  Ostatnie 3 km pobiegliśmy swoim tempem ja pozwoliłem sobie na mocniejszą końcówkę. Rezerwa była zatem ogromna. Stąd turystyczny czas na mecie 1:45:20 ale ogromna satysfakcja no i srebrny medal za 422 miejsce. Pierwszych 200 zawodników dostawało złote, potem do miejsca 500 były srebrne i kolejny tysiąc otrzymywał brązowe.

Jestem bardzo zadowolony z biegu. Jednocześnie jestem zupełnie spokojny o swoją formę ponieważ sprawdzian miałem dokładnie tydzień wcześniej. Wtedy podczas biegu Bachusa również w Zielonej Górze na równie trudnej trasie osiągnąłem wynik 42:36 mimo temperatury 28C. Tam byłem 42 na 347 osób.

Polecam bieganie zawodów dla przyjemności a nie zawsze na wynik. Oczywiście jeśli wiemy, że jesteśmy w formie a pogoda i trasa temu sprzyja jeszcze lepiej jest przycisnąć ale nic na siłę.

Coś jest na rzeczy, że osoby które pobiegły poniżej swoich oczekiwań są na mecie smutne a my biegnący dla przyjemności byliśmy niezmiernie szczęśliwi. Jednak do takiej zmiany podejścia do zawodów ja potrzebowałem wielu lat biegania kiedyś byłem zdania, że jeśli zawody to tylko na maksa.

Dzisiaj nie muszę nikomu także sobie niczego udowadniać.

Jeszcze jedna bardzo luźna refleksja. Półmaraton zielonogórski to także Mistrzostwa Polski wojskowych i co ciekawe pierwszych 10 zawodników to szeregowi lub starsi szeregowi. BRAWO SZEREGOWI DLA MNIE JESTEŚCIE WIELCY.

No i czas zwycięzcy szer. Adama Nowickiego 1:07:08, KENIJCZYCY startujący w Polsce nie mieliby z nim szans… Rosjanie też. Takie wojsko to ja rozumiem.

PS. Wojtek miał rekord trasy w Zielonej Górze 2:06 przez 3 lata poprawił się o 20 MINUT !!!!! IDŹCIE JEGO ŚLADEM. Nawet biegając dla przyjemności lepiej jest biec nieco krócej: mniej się męczycie i jest więcej czasu na mecie aby wymienić się wrażeniami z innymi. 😉

PS2. Dzięki dla organizatorów znowu pokazaliście jak to powinno wyglądać.

Zapraszam do polubienia mojego profilu na facebooku dzięki czemu będziesz na bieżąco otrzymywał informacje o nowych wpisach. Szukaj mnie również na google +.

20160911_132258-g-744x558

 

Inne osoby czytały również: