Nie być jak Lance czyli bohater negatywny.

Kiedyś popełniłem tekst O bohaterze pozytywnym teraz nadszedł czas na bohatera negatywnego. Możecie być po tym wpisie nie tylko zmieszani ale i wstrząśnięci. Właśnie trwa Tour de France do tego zbliżają się kolejne Igrzyska Olimpijskie, które już zostały naznaczone dopingiem rosyjskich lekkoatletów czy wielu biegaczy długodystansowych. Jednak największym łotrem dopingowego świata pozostanie moim zdaniem na zawsze Lance Armstrong.

Miesiąc temu mój kuzyn zapytał mnie: startujesz teraz? Odpowiedziałem: tak 18 czerwca mam zamiar pobiec we Wrocławiu a ponieważ nie rozmawialiśmy kilka miesięcy szybko uzupełniłem: to mój najważniejszy start w tym sezonie, przygotowuję się specjalnie do tego jednego wyścigu i prowokacyjnie dodałem: jak kiedyś Lance do Tour de France. On skontrował cenną uwagą: ale chyba nic nie bierzesz?

Oczywiście, że nie tylko nie biorę ale do tego potępiam doping, w tej kwestii odsyłam również do wcześniejszego mojego wpisu Doping zawodowców oraz nas amatorów.

Natomiast wspomniany Lance Armstrong przygotowywał się przez siedem sezonów tylko do jednego wyścigu po to aby go za każdym razem wygrywać. Pozostałe starty były dla niego treningiem lub sprawdzeniem dyspozycji. Wyglądał na nieziemskiego bohatera ale bohaterowie przynajmniej Ci pozytywni nie robią takich rzeczy:

„Jeden z lekarzy zapytał Armstronga, czy brał kiedykolwiek środki dopingujące. (…) (Armstrong) Rzucił okiem na salę i zdecydował, że może im zaufać. Z jedną ręką na kroplówce odpowiedział na pytanie tak spokojnie, jakby czytał listę zakupów: Hormon wzrostu, kortyzon, EPO, sterydy i testosteron” – „Wyścig kłamstw – upadek Lance`a Armstronga” J. Macur – str. 93, 94

Przed siedmioma zwycięskimi wyścigami Tour de France kiedy u Lance zdiagnozowano raka jąder najwyższe miejsce jakie zajął w tym wyścigu to 36 lokata!!! Potem cud medyczny i sportowy. Wyzdrowiał i zaczął wygrywać przy tym budował przez lata legendę największego powrotu do sportu. Po wyjściu ze śmiertelnej choroby, pisał książki, założył fundację pomagającym chorym na raka, był nadzieją dla chorych i sportowcem bohaterem dla zdrowych.

Gdy pojawiało się słowo doping zawsze zaprzeczał, wspierał finansowo walkę z dopingiem, pozywał do sądów każdego kto kładł na nim choćby cień podejrzeń. I w końcu gdy suma oskarżeń osiągnęła poziom krytyczny, po latach w programie telewizyjnym u Oprah Winfrey był szczery:

„- Opowiedz: tak lub nie. Czy kiedykolwiek stosowałeś zakazane substancje, by poprawić swoje kolarskie wyniki? (…)

– Tak.

– Czy jedną z zakazanych substancji było EPO?

– Tak.

– Czy kiedykolwiek stosowałeś doping krwią lub transfuzje krwi, by poprawić swoje kolarskie wyniki?

– Tak.

– Czy kiedykolwiek stosowałeś inne zakazane substancje, takie jak testosteron, kortyzon czy ludzki hormon wzrostu?

– Tak.

– Czy podczas siedmiu zwycięskich edycji Tour de France przyjmowałeś zakazane substancje lub stosowałeś doping krwią?

– Tak.

– Czy wygranie Tour de France siedem razy bez dopingu leżało w granicach ludzkich możliwości?

– Moim zdaniem nie.” – str. 392

Armstrong nie był pierwszy. Doping to tylko brudniejsza strona medalu tj. zawodów sportowych gdzie nagrodą bywają pieniądze lub sława:

(…) w Europie w późnych latach osiemdziesiątych kupczenie zwycięstwami było powszechnie stosowaną i przyjętą praktyką. Zawodnik startujący w wyścigu w swoim rodzinnym mieście płacił za zwycięstwo nawet kilka tysięcy dolarów, a przegrani otrzymywali gwarancję łatwego zarobku. Wszyscy odchodzili zadowoleni, z kieszeniami pełnymi pieniędzmi.” – str. 53

Mało kto wie, że w roku 1993 Armstrong zgarnął specjalną milionową nagrodę za zwycięstwo w trzech wielkich amerykańskich wyścigach w ciągu jednego roku, według wielu z pomocą…dolarów. Bez komentarza.

„Wszyscy w kolarskim świecie wiedzieli o tym środku (EPO) i jego powszechnym stosowaniu. Vaughters nazywał to „najgorzej strzeżoną tajemnicą”. Powiedział mi, że przy braku testu wykrywającego EPO kolarze praktycznie „chodzili z EPO przyklejonym do czoła”. Usłyszał kiedyś jak hiszpańscy kolarze rozmawiają o EPO podczas wyścigu tak swobodnie, jakby rozmawiali o obiedzie:

– Ile jednostek wziąłeś? Naprawdę? Było dobrze? Może i ja spróbuję?

Rety, oni wszyscy chyba biorą. Pomyślał Vaughters. W   t a k i m   r a z i e   t o   c h y b a   n i e   t a k a   w i e l k a   s p r a w a.” – str. 125

Uczciwie trzeba powiedzieć, że Armstrong nie był jedyny on tylko zrobił to na skalę przemysłową. Inni robili to amatorsko przez co z nim… przegrywali. Jedni brali, żeby wygrywać, inni „tylko” po to aby być w składzie swojej drużyny na wielkie wyścigi, często nie mając wyboru przez brak wykształcenia stawali przed alternatywą albo będziesz w składzie na koksie albo Twój kontrakt skończy się i trafisz na budowę. Nie usprawiedliwiam ich tylko pokazuję mechanizm.

Niektórzy kolarze nawet nie wiedzieli lub nie chcieli wiedzieć co zawierają rzekome strzykawki pełne witamin:

„Ekipa B otrzymywała swoje strzykawki owinięte w folię aluminiową i del Moral robił zastrzyk każdemu zawodnikowi, nie mówiąc, jaką substancję wstrzykuje. Chociaż niektórzy kolarze o tym nie wiedzieli, jednym z leków stosowanych przez całą drużynę był Actovegin, wyciąg z krwi cieląt, który podawano pacjentom po udarach, ponieważ wspomagał krążenie krwi. Był to tylko jeden z wielu specyfików w szafce z lekami zespołu Postal Service.” –  str. 148

Tylko sporadycznie, ktoś zdradzał „swoich” i decydował się opowiadać o wszystkim, częściej zmowa milczenia trwała w najlepsze, kryjąc bądź co bądź niezły interes wszystkich:

„Wiosną 2010 roku Austriak Bernhard Kohl przyznał się do stosowania dopingu przez całe sportowe życie, mówiąc, że „wygrana bez dopingu jest niemożliwa”. Ukończył Tour de France w 2008 roku na trzecim miejscu, został go jednak pozbawiony z powodu pozytywnego wyniku badania antydopingowego. Stwierdził, że łatwo jest oszukać testy.

– Przeszedłem w karierze dwieście badań antydopingowych i podczas stu z nich miałem w organizmie zabronione substancje – powiedział mi w 2010 roku – Zostałem złapany, ale w pozostałych dziewięćdziesięciu dziewięciu przypadkach tak się nie stało.” – str. 315

W cytowanej książce dostrzegłem również drugą a nawet i trzecią stronę tego medalu: poznając środowisko kolarzy w niej ukazane myślę, że wielu kolarzy zrobiłoby równie dużo co Lance gdyby ktoś obiecał im 7 wygranych wyścigów Tour de France, co znowu nie jest usprawiedliwieniem tylko bardzo smutnym wnioskiem.

A ponadto jak ocenić to ile dobra uczynił Lance Armstrong mniej lub bardziej świadomie może z wyrachowania poprzez fundację Livestrong. Naprawdę tysiące ludzi walczyło na świecie z rakiem stawiając sobie tego gościa za wzór. Tysiące ludzi straciło szacunek do sportowców i pasję oglądania tego rodzaju dyscyplin a setki ludzi w tym samym czasie wygrywało życie dzięki temu, że nie poddali się w walce z rakiem.

Jak to ocenić?

 

Polecam lekturę „Wyścigu kłamstw – upadek Lance`a Armstronga” Juliet Macur osobiście po jej przeczytaniu jestem wstrząśnięty i bardzo, bardzo smutny ale przynajmniej świadomy rzeczywistości wokół. Książka nie tylko dla „fanów” Armstronga lub kolarstwa rzekłbym książka dla prawdziwych kibiców. Nigdy nie widziałem tak doskonale udokumentowej książki o sporcie. Źródła liczą 605 pozycji (wywiady, artykuły, książki). Ogromna i rzetelna praca autorki, której rodzice byli Polakami.

TYLKO KTOŚ BARDZO NAIWNY MOŻE WIERZYĆ W TO, ŻE DZISIAJ W CZASACH LEPSZEJ TECHNIKI I MEDYCYNY JEST INACZEJ TZN. CZYŚCIEJ. A KOLARSTWO I BIEGANIE ŁĄCZY WSPÓLNY MIANOWNIK WYTRZYMAŁOŚĆ.

Może ku pokrzepieniu serc przeczytajcie teraz Bohatera pozytywnego – pozytywna motywacja.