Moje najgłupsze pomysły związane z bieganiem.

Napisać o tym nie jest łatwo, bo… zostanę zapewne obśmiany ale postanowiłem, że zrobię to dla przestrogi abyście wiedzieli, że skrajności bywają głupimi eksperymentami. Młodszy byłem może to dlatego…

Numer jeden na mojej liście to stosowanie treningu BwM co to jest? Wpierw opiszę kontekst. Przez rok mojego życia miałem ograniczoną możliwość trenowania. Żona nieraz pracowała w godzinach, których ja byłem po pracy a mając pod opieką małego syna nie przyszło mi wtedy do głowy biegać z wózkiem może na szczęście, bo gdy wspomnę nasz pierwszy wózek to dla młodego mogłoby to się skończyć tragicznie.

Szybko stałem się uzależniony od biegania i pogoni za wynikiem (teraz mam do tego dystans) nie chciałem pod żadnym powodem opuszczać treningu. Jak zatem zrobić trening wytrzymałościowy w domu?

Naczytałem się historii o „czeskiej lokomotywie” Emilu Zatopku, który kiedy nie mogąc biegać na dworze potrafił biegać w miejscu do tego w wodzie i w wannie. Miałem tylko prysznic a dzisiejsze plastikowe wanny pewnie nie wytrzymałyby mojego obciążenia więc prawie jak Emil… złożyłem buty rozścieliłam koc dla lepszej amortyzacji i zrobiłem bieg w miejscu czyli BwM. Gdybym tego nie przeżył powiedziałbym, że taki trening jest niemożliwy. Obserwujący mnie malec nawet był zaciekawiony jak ojciec robił z siebie wariata. Co ciekawe bez trudu (to chyba żart) można zrobić takie coś np. w pierwszym zakresie a po kilku minutach jest się na tyle zmęczonym, że nie trzeba szczególnie mocno przebierać nogami.

Po godzinie biegu w miejscu… właściwie to już na początku po kilkunastu minutach łydki i Achillesy a szczególnie stopy są zmasakrowane ale miałem wtedy około 30 lat i najwyraźniej mój organizm dał radę z każdym następnym treningiem było lepiej. Przez rok odbyłem około 25-30 takich treningów. Z jednej strony nie było tu nic świadczącego o kompletnym wariactwie ale z drugiej strony ryzyko kontuzji no i chore uzależnienie zasługuje na najwyższą krytykę. Najlepsze w tej historii jest to, że moja żona wracała o 20-21.00 do domu i w sumie mogłem iść na trening wieczorny jak zdarza mi się robić to dzisiaj ale nie mogę sobie przypomnieć czemu wtedy nie odważyłem się na tak proste rozwiązanie. Gdy rodzice opowiadają dzieciom o swoim dzieciństwie widząc rozdziawione buźki dzieciaków często mówią: to były inne czasy.

Pamiętam, że wtedy bieganie po chodnikach po zmroku wydawało mi się głupie. Wtedy w ogóle spotkać biegacza było wielkim wydarzeniem, gdy jechałem przez miasto samochodem i widziałem biegacza zawsze zwalniałem, bo to na pewno był znajomy, teraz wypatrzeć znajomego w masie biegaczy jest nie lada wyzwaniem ale to już są inne czasy.

Jeszcze 8-6 lat temu osoba biegająca wieczorem po chodniku bardziej przypominała uciekającego przestępcę niż sportowca amatora, sam biegałem prawie tylko po lesie ale czemu wykluczyłem możliwość biegania po chodniku nie wiem. Emil Zatopek był ze mnie raczej słaby, bo nowy trening nie wpłynął zauważalnie ani na wzrost ani na spadek mojej formy.

Kolejnym moim pomysłem była abstynencja do tego całkowita. Nigdy picie alkoholu nie sprawiało mi nadmiernej radochy ale nigdy też nie byłem abstynentem, tymczasem miałem około 1,5 roczny okres w czasie swojego biegania, w którym uwierzyłem, że zdrowy tryb życia objawiający się całkowitym odstawieniem nawet małego jasnego piwa sprawi, że będę szybki jak nigdy wcześniej. Zdrowy tryb życia czy rezygnacja z alkoholu zasługuje na pochwałę ale dzisiaj wiem, że pomiędzy nadgorliwością gorszą od faszyzmu a zdrowym rozsądkiem jest bardzo dużo miejsca. Dzisiaj nie mam problemu z używaniem alkoholu ale wiem też, że w rozsądnych ilościach tak samo mi nie szkodzi jak kiedyś jego brak nie pomagał.

Nie piłem kawy przez kolejnych kilka miesięcy wierząc, że obniży mi to tętno. Nie zauważyłem żadnej różnicy poza tym do dzisiaj nie wiem czy kawa pomaga w regeneracji, pobudza czy tylko szkodzi. Dlatego 2 dziennie raczej są codziennością natomiast jej brak w żaden sposób nie jest przeze mnie odczuwalny ale tu sprawa jest bardzo indywidualna niektórzy z nas nie potrafią żyć i funkcjonować bez porannej dawki kofeiny.

Moim zdaniem nie potrafią bo nie próbowali nigdy dłużej niż przez np. 2 tygodnie. Organizm przyzwyczai się bez trudu, jedynym przeciwnikiem jest nasza głowa, która krzyczy „potrzebuje kawy”. Swoją drogą ten krzyk to uzależnienie może każdy musi jakieś mieć.

Potem przeczytałem gdzieś, że Ci którzy biegają najszybciej odbijają się z przedniej części stopy ale i lądują nie na pięcie tylko właśnie niemal na palcach. Dzisiaj są do tego specjalne buty a i wtedy mało komu udaje się biegać tak sprawnie. Ja tłukłem systematycznie coraz większe ilości kilometrów na palcach. Znowu moje nogi okazały się niezwykle mocne ponieważ obok notorycznych bólów wszystkiego od kolan w dół nie miałem żadnej kontuzji (może dzięki wcześniejszym BwM 😉 ). Rzekomy efekt krótszego kontaktu stopy z ziemią mający przełożyć się na większą prędkość nie zadziałał, bo po 1,5 miesiąca miałem dość. Męczyło mnie to, że cały czas musiałem się kontrolować i czułem wysoki dyskomfort biegu choć rzeczywiście sam kontakt stopy z podłożem radykalnie się skrócił, co z tego skoro moje mięśnie w łydce nie wytrzymałyby tak bieganego półmaratonu. Pewnie to kwestia wytrenowania ale bałem się, że zakończy się to kontuzją.

Kolejnymi eksperymentami był orbitrek i skakanka. To już nie nosi znamion głupich pomysłów ale moja wiara w skuteczność tych treningów była bardzo duża. Orbitrek to urządzenie pozwalające iść lub biec niemal w powietrzu przy użyciu nóg ale i rąk. Fajne ale tylko na poziomie budowy początkującej wytrzymałości. Potem musiałem używać bardzo dużych obciążeń aby utrzymywać pierwszy lub drugi zakres swojego tętna, przez co obok wytrzymałości rosły mi niepotrzebne mięśnie. Na szczęście urządzenie to wykorzystywałem głównie w czasie zimy kiedy nadmiar śniegu i temperatura poniżej -20C raczej nie pomagała w bieganiu. Urządzenie odsprzedałem a dziś śnieg i niska temperatura nie stanowiłaby już problemu znowu coś bym wymyślił 😉 W tamtych dawnych czasach (5 lat temu) bieżnie w klubach fitness przynajmniej w mojej miejscowości to był rarytas lub pochłaniacz kurzu.

Skakanka. Skakałem na niej z pulsometrem aby sprawdzać obciążenia i potrafiłem robić to z przerwami przez bardzo długi okres czasu. Efekt? Znowu w żaden sposób nie przełożyło się to na wyniki uzyskiwane w czasie sezonu to znaczy może pomogło ale nie na tyle abym mógł mówić o przełomie. Skakanka to ciekawy przyrząd ale dzisiaj radziłbym tylko zaczynać od małej ilości powtórzeń, bo korzystanie z niej mocno obciąża stawy, kolana i stopy.

Kiedy już myślałem, że wraz z wiekiem skończą mi się głupie pomysły w głowie zakupiłem trampolinę. Oczywiście nie dla siebie tylko dzieciaków ale… po tygodniu wpadłem na pomysł żeby założyć pulsometr i sprawdzić czy nie dałoby się z tego zrobić alternatywnego treningu. Na razie testuje ku ogólnemu zdziwieniu wśród sąsiadów, bo osobnik o wzroście 194 cm wylatujący w górę na wysokość drutów wysokiego napięcia wzbudza przerażenie nawet jeśli przesadzam co do wysokości moich „wysokich lotów”. Relacja o skutkach tego wariactwa wkrótce.

Inne osoby czytały również:

To chyba już starość co?

2017-06-29 19:40:37
runnerski-pl

8

Rekordy, życiówki i taka tam moja codzienność.

2017-06-20 20:21:52
runnerski-pl

8

Wyniki konkursu „Z biegiem marzeń”

2017-06-17 16:20:12
runnerski-pl

8

Mała zabawa biegowa (MZB).

2017-06-14 18:57:52
runnerski-pl

8

Konkurs – Z biegiem marzeń.

2017-06-11 19:56:33
runnerski-pl

8

Metoda Jeffa Gallowaya.

2017-06-09 14:33:15
runnerski-pl

8

Metoda Jeffa Gallowaya strategia biegu.

2017-06-09 12:42:03
runnerski-pl

8

Warto mieć zasady.

2017-06-06 15:21:37
runnerski-pl

8

  • Malgorzata Wrzesinska

    Fajne pomysły miałeś – ja zamiast biegania w miejscu miałam pomysł aby biegać po domu – zwłaszcza zimą mi chodził po głowie – jeszcze nie wypróbowałam ale wszystko prze de mną 🙂 Koleżanka znowu mówiła, że tłucze kilometry wkoło stołu -to też jakieś rozwiązanie 🙂

    • runnerski.pl

      Przepraszam, że wcześniej nie zauważyłem Twojego wpisu ale dopiero ogarniam powiadamianie o Waszych wpisach i najwyraźniej dalej coś szwankuje,

      bieganie wokół stołu… no cóż dodałaś mi otuchy widać nie ja jeden. Dzisiaj wiem że nie ma złej pogody jak mawiają mieszkańcy Norwegii jest tylko złe ubranie, coś w tym jest choć najzimniej chyba było kiedy biegałem w okolicach -10C i dało się przeżyć.

      • Malgorzata Wrzesinska

        Nie szkodzi – Ty też motywujesz swoimi wpisami 🙂 Fajny blog i kawał dobrej roboty 🙂

        • runnerski.pl

          Dziękuję za miłe słowo po każdym takim komentarzu chce mi się znowu coś napisać mimo chwil zwątpienia, szczerze dziękuję.

  • Janusz Przytocki cojabiegam.pl

    BwM to dla mnie Hicior. Przy odrobinie szaleństwa sam to wypróbuje 😉

  • runnerski.pl

    Próbuje sprawić aby komentarze zamiast białych były widoczne i zaraz ogarnie mnie uczucie porażki nie wiem czy to wina Discusa czy mojej strony,

    co do BwM szkoda gadać z perspektywy czasu tylko mnie to śmieszy ale mój kolega biega fragmenty treningów tyłem więc… nie ja jeden, nie próbuj tego…

    • runnerski.pl

      a jednak.. nie poddałem się i pojawiło się

      • Janusz Przytocki cojabiegam.pl

        Cha cha … no i świetnie. Bo faktycznie tych białych nie było widać.