Mój najwolniejszy półmaraton.

Mój najwolniejszy półmaraton od 2 lat a mimo to jeden z najlepszych. Zanim o biegu jedna refleksja – polecam każdemu, absolutnie każdemu z Was przebiec raz w roku półmaraton zdecydowanie poniżej Waszych możliwości najlepiej w miłym towarzystwie. To niezwykłe doświadczenie pozwalające nabrać dystansu do biegania, mniejsze zmęczenie na trasie pozwoli Wam cieszyć się radością biegania zobaczycie co dzieje się wokół a dzieje się zawsze dużo ciekawego co tym razem dostrzegłem i ja.

Gdybym w ocenie tego startu kierował się tylko swoim wynikiem to było kiepsko 1:41:06 i 128 miejsce na 508 mężczyzn jak dla mnie to rezultat poniżej oczekiwań… tylko, że tym razem ja dokładnie tyle po tym starcie oczekiwałem.

Mój start miał być wstępem do tego co powinno wydarzyć się za 3 tygodnie w Nocnym Półmaratonie we Wrocławiu aby tamto wydarzenie przeszło do mojej biegowej historii teraz miało być treningowo. Dodatkowo już od kilku dni wiedziałem, że chłodno to raczej w Nowej Soli nie będzie a bieganie w upale na wynik nie ma większego sensu. Miało być ciepło tak wskazywały prognozy a było… bardzo ciepło. W cieniu temperatura nie była niższa niż 27-28C a na rozgrzanym asfalcie i w słońcu… nawet nie chcę wiedzieć.

Postanowiliśmy wspólnie z moim przyjacielem Wojtkiem, że uwzględniając aurę biegniemy treningowo z tym, że on przy okazji poprawi swoją życiówkę wynoszącą ponad 1:52 biorąc pod uwagę jego formę (niedawne 10 km w 43:43) nawet w nowosolskim skwarze musieliśmy sprostać temu zadaniu, pytaniem pozostawał czas na mecie.

 

Na starcie powoli i...za dziewczynami.

Na starcie powoli i…za dziewczynami.

Ustaliliśmy tempo na 5 min/km jednak mało brakowało i kolega biegłby sam. Pod domem popsuł mi się samochód dojechałem prawie w ostatniej chwili zastępczym transportem, przez to zapominałem wody jaką miałem przygotowaną na zawody a właściwie wody z miodem, cytryną i solą chciałem przy okazji tego startu przetestować to „małe co nieco” domowej roboty. W ostatniej chwili zakupiłem na stacji izotonik (ulubiony smak obowiązkowo w kolorze blue) może chociaż on pomoże pomyślałem, ponieważ zdanie się tylko na organizatorów, którzy obiecali nam zaledwie 3 punkty z wodą byłoby dalece nierozsądne.

Nie chcę kopać leżącego ale powinni oni cieszyć się, że tym razem skończyło się tylko na odwiedzinach kilku osób w szpitalu. Gdy poruszyłem ten temat na ich profilu tłumaczyli się, że przecież spiker ostrzegał przed warunkami i prosił o rozsądek (to ma być lepsze niż woda!). Debiutanci a nawet starzy wyjadacze zapłacili w najlepszym razie odwodnieniem i brakiem udanego startu ale jeśli wszyscy wyciągniemy wnioski z biegania w taką pogodę to następnym razem będzie bezpieczniej i przyjemniej. Krokiem do zrozumienia swoich błędów jest zawsze pokora…

Czując co nas czeka zarządziłem autorytarnie, że pijemy co kilometr z naszych plastikowych butelek, które zabieramy ze sobą pokaźnego łyka a na wodopojach dolewamy do butelki. Piliśmy jak wielbłądy a kiedy zapomniałem o łyku na 4 kilometrze to Wojtek przypominał mi, że nadszedł czas na kolejny haust.

Nie do końca wiem co działo się z moim organizmem, bo miałem niezwykły dzień nie wiem czy to efekt tego, że przez 48 godzin przed startem piłem szklankę wody (od rana do wieczora) aby perfekcyjnie się nawodnić. Czy może to ten izotonik lub tempo dla mnie wolniejsze niż możliwości (pewnie wszystko razem) ale spójrzcie sami na wykres mojego tempa i tętna.

 

 

Przez pierwszą godzinę biegliśmy w średnim tempie 5:00 przyspieszając nawet do 4:57 tymczasem moje tętno było idealnie równe nic nie przyrastało nigdy tak nie miałem a już na pewno nie przy takim tempie. To oznaka znakomitego wytrenowania ale przecież biegliśmy w ekstremalnych warunkach.

Po godzinie Wojtek zasugerował abyśmy nieco przystopowali i przez 15 minut biegliśmy wolniej niż 5:00 (to też widać na wykresie mojego tętna). Dalej jednak lecieliśmy zgodnie z optymistycznym scenariuszem na wynik 1:45 ale potem w okolicach 14 km Wojtkowi „strzeliło coś”w pachwinie zatrzymaliśmy się na 30 sekund i szybka decyzja. On nie był pewny czy za chwile da radę ukończyć bieg więc powiedział mi abym próbował sam, ja korzystając z dobrej dyspozycji niewiele się zastanawiając pognałem przed siebie. Stwierdziłem pod nosem no to zobaczymy na ile mnie dzisiaj stać w takich „okolicznościach przyrody”.

Pognałem tempem 4:15-4:16 do mety pokonując ostatnie 7 kilometrów z dosyć fajną lekkością. Już wcześniej z Wojtkiem minęliśmy ponad setkę biegaczy ponieważ na starcie ustawiliśmy się w drugiej połowie uczestników ale teraz miałem istny slalom gigant. Poruszając się tempem 4:15 wśród zawodników biegnących w  tempie 5:00-5:15 lub nawet idących musiałem nieźle ich drażnić swoim bezczelnym tempem ale co zrobić kiedy miałem ochotę przewietrzyć płuca. Było świetnie.

Na metę wpadłem z czasem 1:41:06 oparłem się o barierkę, szybko doszedłem do siebie po ostrzejszym finiszu (3:40 na km) i… pognałem z wodą… z powrotem na trasę, ludzie komentowali mój bieg w drugą stronę, że jakiś wariat biegnie z powrotem najwyraźniej mu mało. Jakieś 600 metrów od mety spotkałem Wojtka, skorzystał z wody resztkę oddał koledze za plecami, który wyraźnie cierpiał jeszcze bardziej a my pobiegliśmy do przed siebie na 21 kilometr. Wtedy uświadomiłem sobie, że oddałem im wodę samemu nie biorąc nawet kropli do ust ale co tam znowu było świetnie. Towarzyszyłem Wojtkowi do mety schodząc na chodnik przed ostatnimi metrami ja już dzisiaj swój finisz miałem teraz on zasłużył na swoje „5 minut” chwały.

Wojtek poprawił życiówkę mimo kontuzji schodząc poniżej 1:49 sprawiał wrażenie załamanego z powodu kontuzji ale… jak to Wojtek następnego dnia z rana wybiegł na trening i okazało się, że owa kontuzja to raczej skurcz jakiegoś mięśnia, to samo dokuczało mu w jego 2 maratonach i moim zdaniem może mieć na to wpływ odwodnienie, którego on także doświadczył na trasie. Wprawdzie pił ale po pierwsze mniej ode mnie a po drugie była to woda a nie izotonik, jest jeszcze po trzecie: w piątek dzień przed startem miał grilla i nie jadł tam tylko mięsa 😉 Przynajmniej teraz już wie, że dzień przed startem należy się nawadniać a nie odwadniać.

Dobrze kończę, bo znowu wyszło tego za dużo. Na trasie i obok niej spotkałem wielu super ludzi zarówno znajomych jak i zupełnie obcych z którymi udało się wymienić kilka zdań. Kibice rozdając wodę w „dzikich” punktach uratowali honor nowosolan. No i jeszcze Radek (rundecki.pl)

Przed nawrotem na 15 kilometrze gdy biegliśmy w przeciwne strony mając do niego stratę około 2-3 minut powiedział mu „oglądaj się za siebie zaraz tam będę”.  Doszedłem go chyba nieco na kilometr przed metą i biegnąc za jego plecami zobaczyłem niecodzienną sytuacje:

ZMĘCZONY RADEK, na ostatnich kilometrach przybijał piątki dzieciakom stojącym wzdłuż trasy to wspaniałe ale było coś jeszcze, podkreślam był bardzo zmęczony ale gdy dostał od kibica kubeczek z wodą, na który ja też miałem chrapkę biegnąc za nim wypił zbawienną wodę potem UWAGA ZGNIÓTŁ GO I INACZEJ NIŻ KAŻDY ZMĘCZONY BIEGACZ NIE WYRZUCIŁ GO NA ULICE TYLKO WRZUCIŁ DO ŚMIETNIKA CELUJĄC W MALEŃKI OTWÓR I ZWALNIAJĄC NA KILKA KROKÓW.

Biegam 9 lat, nigdy podkreślam nigdy nie widziałem aby ktoś wyrzucał kubeczek do kosza na śmieci w czasie biegu (szczególnie w końcówce półmaratonu), sam kilometr wcześniej wyrzuciłem na chodnik plastikową butelkę uznając, że tak mogę, bo jestem zmęczony… jest mi wstyd. BRAWO Radek mała rzecz a proszę można.

JAK PRZEBIEC PÓŁMARATON W UPALE. Odpowiedź ukryłem już wyżej ale powtórzę się:

– wolniej niż podpowiadają możliwości i ambicja,

– z wodą (izotonikiem) w ręku – pijąc na trasie dwa razy tyle niż zawsze,

– z odpowiednim nawodnieniem przed startem.

Teraz pozostaje mi jedno odpocząć po półmaratonie potrenować jeszcze przez 2 tygodnie najuczciwiej jak umiem i potem Welcome to the jungle czyli Nocny Półmaraton Wrocław.

 

PS. Nie będę wspominał, że od tygodnia boli mnie kręgosłup co może przekreślić mój start we Wrocku i dalej walczę z zatokami w efekcie, których na zawodach a nawet dzisiaj dalej mam stan zapalny na szczęście bez objawów podwyższonej temperatury. Niemniej trzymajcie za mnie kciuki może mi się uda…

 

Inne osoby czytały również:

Mój negative split.

2016-11-09 18:34:32
runnerski-pl

18

Mój największy biegowy sukces: ja trener.

2016-09-06 06:29:28
runnerski-pl

18

Bez medalu ani rusz, mój ranking 2015 r.

2016-01-08 08:42:50
runnerski-pl

18

Mój plan treningowy na sezon 2016 r.

2015-11-26 13:01:39
runnerski-pl

18

Trening i życie po maratonie, półmaratonie.

2015-09-16 14:31:08
runnerski-pl

18

Mój plan treningowy sezon 2015 r. cz. II.

2015-07-22 13:21:27
runnerski-pl

18

Mój plan treningowy sezon 2015 cz. I.

2015-07-15 13:23:53
runnerski-pl

18

  • Przygoda Yvette

    Ja wczoraj pobiegłam dyszkę w samo najgorętsze południe i jeszcze czując na sobie to palące słońce – szacun za bieg i trzymam kciuki za następny!

    • runnerski.pl

      Dzięki, niesamowite jest to jak szybko człowiek słabnie w upale a właściwie od początku jest wolny, choć z drugiej strony kilka takich biegów i można nieco przyzwyczaić organizm to temperatury za to i tak dla mnie najskuteczniejsze jest pić łyk wody co około 5 minut a przy naprawdę gorącym dniu nawet dwa wtedy jest w miarę komfortowo. Polecam, Aha ale pić trzeba od samego początku.

  • Malgorzata Wrzesinska

    Odpowiednie nawodnienie to bardzo ważna rzecz w upale i nie powinno tego zabraknąć na trasie zarówno ze strony organizatorów jak i nas biegaczy. Z reguły pamiętamy o tym aby wziąć napój na drogę ale też oczekujemy tego na trasie. Ja np, nie lubię za długo biec z buteleczką w ręce bo zaczyna mi ciążyc z każdym kilometrem (ostatnio zaopatrzyłam się w pas – czeka na wypróbowanie 😉 a poza tym napój w pewnym momencie staje się już ciepły nawet bardzo i ….ble 🙁 Odnośnie picia w dzień przed upalnym startem – potwierdzam. Też to zastosowałam w ubiegłym roku przed upalnym startem w Jarosławcu – zadziałało (a gdzieś to nawet wyczytałam wcześniej, że to sprawdzona metoda )(Jak się goni wynik to umyka nam wiele szczegółow 😉 Pamiętam jak po Nocnym w Bydgoszczy zapytałam koleżankę w drodze powrotnej ; tędy biegliśmy ? 😉 Bo już nie pamiętałam tego fragmentu trasy a Kolega kiedyś do mnie zadzwonił zapytaniem : Ty, a jak biegniesz, to pamiętasz co było po drodze, bo mnie ostatnio jeden pytał jaki czas miałem pod mostem. Pod jakim mostem ? – zapytałem, No i najważniejsze gratuluję Ci – i zawodów i podejścia 🙂

    A odnośnie Nocnego we Wrocławiu – trzymam kciuki za zdrowie i decyzje- pamiętaj najważniejsze 🙂

    • runnerski.pl

      Wygrywanie czy nawet poprawianie to rzeczywiście sztuka dokonywania wybory czy inaczej podejmowania decyzji… ale tych trafnych.

  • Bookworm

    Świetna relacja! Ano właśnie, brak odpowiedniego nawodnienia może zepsuć każdy plan, do tego swoje dokłada wysoka wilgotność, no i problemy gotowe. Do dziś się cieszę, że doczłapałem do mety BMW Praskiego, do dziś widzę pełne ręce roboty ratowników… Ale ja nie o tym – z tym wyrzucaniem śmieci do kosza to pamiętam na jednej połówce, że gdy zboczyłem z trasy na chodnik, żeby „wyrzucić śmieci” (opakowanie po żelu) to policjant ruszył z wyraźną chęcią ratowania słabnącego biegacza 😉

    • runnerski.pl

      Dzięki za miłe słowa.
      Na mnie zrobił wrażenie w Nowej Soli pan policjant, który bił brawo uczestnikom zazwyczaj mundurowi stoją sztywni i może zdenerwowani, że mają dodatkowe obowiązki polegające na staniu w słońcu tymczasem ten pan zachowywał się jak człowiek lub raczej jak kibic mimo, że był w pracy.

      http://a.disquscdn.com/uploads/mediaembed/images/3742/6443/original.jpg

      • Bookworm

        Faktycznie rarytas. Ze 2 razy probowałem pomachać do któregoś z „panów władzów” ale te zimne spojrzenia i kamienne twarze… Chwała wyjątkom!

        • mgr inż. Anioł

          A mnie na WingsForLife miła policjantka przybiła piątkę 🙂 wygladała na zaskoczoną ze ktoś spróbował 🙂

          • runnerski.pl

            o proszę czyli rzeczywiście można.

  • metricrunner

    Widzę że jesteś w formie. Lekkość z jaką przebiegłeś tą połówkę w takim upale napawa optymizmem przed Wrocławiem. Będę trzymał kciuki!
    Postawa Twojego kolegi Radka jest jak najbardziej godna pochwały. Też staram się nie śmiecić podczas biegu. Z reguły chowam zgnieciony kubeczek do kieszeni i biegnę z nim do następnego punktu z wodą.
    Nie startuje w wielu zawodach, więc jak biegnę to na maksa swoich możliwości. Myślę jednak że Tobie spodobała by się rola pacemakera. Z tego co słyszę to daje ona dużo satysfakcji.
    Pozdrawiam

    • runnerski.pl

      Kiedyś nawet marzyło mi się pacemakerowanie ale jakoś tak… zapomniałem o tym na rzecz bicia tych głupich rekordów; zaintrygowałeś mnie może warto byłoby do tego wrócić to fakt, że daje mi to sporo satysfakcji… kurczę muszę to przemyśleć, fajne, dzięki.

  • Pingback: Dziennik "moje bieganie" - Bieganie dla każdego()

  • Pingback: Nie liczy się wynik. - Bieganie dla każdego()

  • Pingback: Dziennik "moje bieganie" IX 2016 r. - Bieganie dla każdego()