Mój 21 start na 21 km czyli 3. Nocny Wrocław Półmaraton 20.06.2015r. godz. 21.00.

STARTUJĘ… przede mną GORĄCZKA SOBOTNIEJ ZIMNEJ NOCY w towarzystwie 7 500 biegaczy !!!

Będzie! Będzie się zabawa! Będzie się działo! I znowu nocy będzie mało. Będzie głośno, będzie radośnie. Znów p r z e b i e g n i e m y razem całą noc…

bo to w końcu to mój 21 półmaraton do tego NOCNY we Wrocławiu dlatego raczej będzie… pot, krew i łzy (mam nadzieje, że łzy szczęścia na mecie).

Mój IV epizod startowy w tym sezonie rodzi oprócz oczekiwań pozasportowych, o których pisałem wcześniej we wpisie Pobiec przez miasto nocą – również pewne oczekiwania dotyczące wyniku. Moja podrażniona ostatnim półmaratonem w Nowej Soli ambicja podsunęła mi ostatnio pomysł aby pobiec na treningu 10 km na maksymalnych obrotach i skończyło się przyzwoitym czasem 42’02’’ minut. Zatem jest moc ale jeszcze bardziej mój wewnętrzny trener krzyczy poleć na maksa we Wrocławiu.

Czwarty start w tym roku i znowu półmaraton wcześniej biegałem Półmaraton Przytok 1:38’58’’ – 10.04.2015r. potem półmaraton Pszczew 1:32’18’’ (rekord życiowy) 10.05.2015r. i półmaraton Solan 1:37’02’’ 30.05.2015r. (który wypadł poniżej oczekiwań) jak będzie teraz?

Marzeniem jest niezmiennie pobiec szybciej niż 1:32’18’’ ale z drugiej strony wiem, że w moim przypadku ta cześć sezonu trwa już za długo. Rozpocząłem treningi 1 listopada 2014 r. szykując kulminacje formy na wiosnę (przełom kwietnia i maja) tymczasem do dnia dzisiejszego upłynęły już 33 tygodnie.

Wszyscy eksperci od treningów twierdzą, że maksymalny możliwy do utrzymania progres formy to około 24 nieraz 30 tygodni a ja przegiąłem wydłużając sezon ponad miarę. Rezultat w przedziale 1:32’-35’ będzie więc satysfakcjonujący chyba, że pogoda, dyspozycja dnia lub ta nadmierna… ambicja poniesie mnie znowu…

Może niektórzy uważają, że moje przemyślenia na temat długości sezonu są tu dosyć dziwne, szukam tylko dziury w całym, bo sami biegają przez pełny rok i jakoś to wychodzi bez narzekania jakie ja tu prezentuje. Warto jednak pamiętać, że biegać na równym obciążeniu można rzeczywiście przez cały rok.

Minusem jest jednak to, że po kilku miesiącach nie robi się już postępów i w ten sposób masz wtedy taką samą formę w lipcu, sierpniu jak we wrześniu. Czyli im dalej „w las” tym organizm mniej reaguję na taki sam trening i nie masz już takich postępów jak w poprzednich miesiącach.

Wtedy łatwiej też o mniejszą motywację lub kontuzję. Jeśli chcesz być coraz szybszy lub bardziej wytrzymały musisz zwiększać obciążenia a tego z kolei nie można robić w nieskończoność.

Po 25 tygodniach moje treningi stały się dokładnie 2 razy cięższe niż w okresie listopada czy grudnia na tym polega stosowanie wzrostu obciążenia. Nie chodzi tu o kilometraż czyli o to, że kiedyś biegałem 12 kilometrów a teraz 24 km. O trudności treningu świadczy również jego charakter np. tempo, długie wybieganie może być lżejsze niż porządne interwały. I faktycznie z każdym miesiącem biegam więcej ale i szybciej. Wprawdzie jestem bardziej wytrenowany niż pół roku temu ale obiektywnie robię dwa razy cięższą robotę inaczej mój organizm przestałby reagować na trening, na tym to polega.

Zawsze po okresie treningu musi przyjść okres odpoczynku sama regeneracja pomiędzy treningami w pewnym momencie, właśnie po 24-30 tygodniach to za mało. Pewnie dlatego nawet największe gwiazdy sportu w końcu jadą na wakacje i przez 2-4 tygodnie nie robią nic. Nie każdemu dane jest leżeć na plażach Dominikany ale każdy powinien odpoczywać nie tylko w zimie ale również w lecie jeśli stosuje tak jak ja 2 sezony zimowo-wiosenny oraz letnio-jesienny.

Jeśli natomiast zaczynasz biegać wiosną możesz hasać do jesieni wtedy masz jeden szczyt formy właśnie w okresie „spadających liści”.

Zrobiłem błąd ten sezon trwa za długo powinienem zrobić przerwę i rozpocząć budowę formy na późną jesień ale postanowiłem pobiegać jeszcze 2 tygodnie na maksymalnych obrotach i dopiero potem zanurzyć się w upragnionych „wakacjach” od biegania. Największym zagrożeniem w balansie jaki realizuję jest ryzyko kontuzji i choroby, o ile przeziębienia raczej można uniknąć o tyle kwestie przeciążeniowe to inna historia. Kontuzje najczęściej rodzą właśnie przeciążenia wystarczy dłuższy lub szybszy trening i coś boli, kłuje, uciska bardziej niż zawsze. Do tego kwestia regeneracji przed snem mięśnie pulsują rano czuję się jak po maratonie potem w dzień puszcza ale nieraz kilkanaście schodków i oddech zmienia rytm.

Postanowiłem więc po raz kolejny zrobić eksperyment i sprawdzić na sobie czy teorie trenerów są prawdziwe. Na razie wiem, że po 24-30 tygodniu robi się ciężko. Jestem przemęczony, zmniejsza się moja motywacja do biegania (coraz bardziej mi się nie chce), pojawiają się kłopoty ze snem choć może to tylko kwestia temperatur w nocy. Do tego muszę uważać na ryzyko kontuzji coraz częściej coś pobolewa i niepokoi, staram się to wszystko kontrolować i „przeginać” bardzo rozsądnie ale wiem, że stąpam po cienkim lodzie. Dlatego rozpocząłem łykać witaminy, magnez i potas, dbać o należyty sen do tego nie szaleję z ilością treningów, wróciłem do biegania co drugi dzień, w ostatnim miesiącu zdarzały się treningi dzień po dniu. Zrobiłem raz 2 dni przerwy i… po kolejnych 7-10 dniach jest o wiele lepiej co nie zmienia faktu, że zbliżyłem się do końca tej części sezonu i efekt startu we Wrocławiu interesuje mnie z każdym dniem coraz bardziej …może się uda.

Koleżanki i Koledzy z Brubeck Teamu mogą na mnie liczyć, będę na starcie zmotywowany i wypoczęty, pogonimy z czołówką do przodu… a pozostali będą nas gonić i tylko nieliczni zawodnicy obejrzą mój numer startowy na piersi. Reszta powinna oglądać moje plecy… w końcu pomarzyć wolno każdemu. 