Mistrzostwa Polski w nordic walkingu Barlinek.

Dwa starty jednego dnia?

Przyznaję jest to wyzwanie i… wariactwo totalne. Dlatego relacje muszą być dwie. Na początek „zabawa” poranna czyli otwarte VI Mistrzostwa Polski na 5 km w nordic walkingu.

Już w zapowiedziach tego startu wspominałem, że to nie mój dystans i sam w sobie jest dla mnie wielką niewiadomą. Zdecydowanie bardziej wolę 21 km. Zawsze wydawało mi się, że tam jest jakaś taktyka, strategia walki i więcej zależy od idealnego rozłożenia sił czy mocnej psychiki. Po tym weekendzie zmieniam zdanie. Na „piątkę” też dużo można spiep…. a i dużo zyskać odpowiednim przygotowaniem i rozegraniem dystansu oraz mocną głową.

Start był ściśle sformalizowany, mieliśmy ustawić się trójkami, pierwsze 20 osób mieli stanowić najlepsi zawodnicy cyklu zawodów Korony Polski a dalej następne osoby według kategorii wiekowych. Trójki startowały co około 5 sekund. A o kolejności na mecie miały decydować czasy netto.

Nie brałem udziału w zawodach Korony Polski w tym roku a z racji mojej kategorii wiekowej M40, byłem dosyć daleko w stawce. Finalnie miałem liderów tej klasyfikacji i wszystkich młodszych zawodników przed sobą. Czyli zero kontroli nad tym co się dzieje przede mną. W założeniu musiałem gonić rywali co mi akurat bardzo pasowało. Przynajmniej tak próbowałem sobie wmówić.

Niestety nie znałem trasy. Przed startem wszyscy straszyli jakimiś dwoma górami ale to również mi odpowiadało. Choć jak rozłożyć siły pozostawało zagadką.

Startowałem 2-3 minuty po pierwszej trójce, poza tym start opóźnił się o kilkanaście minut i zamiast zaplanowanej rozgrzewki 20-25 minutowej, wyszła mi porządna ponad 40 minutowa. Dodatkowo byłem jedyną osobą truchtającą i maszerującą na zmianę prawie do samego momentu startu. Inni zawodnicy ustawili się grzecznie na kilka może nawet kilkanaście minut przed startem i czekali.

Dlaczego o tym wspominam? 5 km to krótki dystans i tutaj od razu maszeruje się (w biegach biegnie) na bardzo wysokiej intensywności. Zatem rozgrzewka jest bez porównania najważniejszym momentem bezpośredniego przygotowania startowego i zakończona zbyt wcześniej może nie tylko nie pomóc ale nawet wręcz zaszkodzić. No cóż wieloletnie doświadczenie trzeba przekuwać na swoją korzyść.

Na trasie mijałem niemal od startu kolejnych zawodników. Początkowo piękna murawa stadionu miejskiego w Barlinku, kawałek utwardzony i w końcu ruszyliśmy w las. Dodatkowo szybko musiałem zacząć wyprzedzać także osoby startujące na 10 km, które maszerowały wolniej a ich start zakończył się niemal tuż przed naszym. Do tego wystające korzenie i slalom. Dwie osoby przede mną upadły, cztery potknęły się. Uważałem jak nigdy starając się unosić nogi, co przekładało się na utratę szybkości.

Nie miałem pojęcia jak idzie konkurencja. Pozostawało tylko wyglądać ich z przodu. Dodatkowo nie dać się wyprzedzić przez nikogo za mną. I liczyć, że w klasyfikacji końcowej opierającej się na czasie netto będę blisko najlepszych. Faworytem był tegoroczny Mistrz Świata na 5 km Dmitriy Yankovskiy oraz Mistrz Polski z Osielska na 5 km Artur Wołoszka. Przyznacie zacne towarzystwo, czułem respekt aczkolwiek liczyłem, że działa to w dwie strony coś tam jednak w tym roku już wygrałem. 😉

Dmitriya nawet nie znałem z wyglądu, mignął mi tylko na MŚ więc nie wiedziałem kogo mam wypatrywać aczkolwiek liczyłem, że rozpoznam go po szybkości. Nawet nie wiedziałem czy wystartował przede mną czy za mną. Oczywiście zrobiłem drobny błąd i nie sprawdziłem jego kategorii wiekowej.

To, że dojdę Artura było raczej niemożliwe, startował w najmłodszej kategorii wiekowej. Dlatego zdziwienie i przypływ adrenaliny był ogromny gdy doszedłem go na około 3 km. Oznaczało to, że mam nad nim kilkanaście sekund przewagi zatem strategia była prosta. Wyprzedzić żeby mnie zauważył i stracił motywacje a potem utrzymać miejsce przed nim do mety. Licząc na to, że Dmitriy nie będzie w tym dniu szybszy od nas obu.

Pojawiły się górki ale tam czułem moc. Tętno wskazywało, że moje mięśnie zalewa kwas mlekowy. Dlatego na każdym szczycie minimalnie zwalniałem uspokajając rytm bicia serca. Zależało mi na jak najlepszym wyniku ale pozostawała druga strona medalu. Za 4 godziny mieliśmy kolejny wyścig w Mistrzostwach Europy. Wprawdzie tam miało wystartować 20 najlepszych zawodników i wszyscy powinniśmy być zmęczeni po tych eliminacjach zatem najrozsądniej byłoby zachować jak najwięcej sił. Jednak mnie interesował równie mocno ten start i medal Mistrzostw Polski. Nie mogło być kunktatorstwa i oszczędzania, tym bardziej, że nie miałem pojęcia gdzie jest Dmitriy.

Artur trzymał się dzielnie choć przed metą minimalnie powiększyłem przewagę nad nim co miało okazać się kluczowe w kolejnym naszym starciu.

Wpadłem na metę. Czułem, że mogłem więcej i mocniej ale wiedziałem, że było idealnie w pespektywie kolejnego startu. Tylko który jestem????? Czy wystarczy????? Ludzie podchodzą gratulują ale czego?????

Normalnie padłbym na mecie i czekał. Ale doświadczenie i wiedzę trzeba było znowu przekuć na swoja korzyść. Zacisnąłem zęby  do roboty. Wykonałem blisko 20 minutowe schłodzenie organizmu i myślę, że była to jedna z najlepszych decyzji tego dnia. Na pewno dzięki temu byłem mniej zmęczony w kolejnym starciu.

Na wyniki miałem czekać blisko pół godziny zanim zawody ukończyli wszyscy zawodnicy w stawce. Byłem spokojny, czułem tylko lekki strach żeby nie przegrać z kimś o kilka sekund. Mój czas to 29:53. Tymczasem rok wcześniej zwycięzca uzyskał wynik 29:06. Jednak w tym roku organizatorzy podobno minimalnie zmienili trasę jednocześnie dokładając brakujący dystans. Wiedziałem, że porównanie nie miało większej wartości. Poza tym, że czas był i tak bardzo, bardzo dobry wobec urealnienia długości trasy.

W końcu doczekałem się wyników:

  1. Marcin Rosak 29:53
  2. Dmitriy Yankovskiy 30:08
  3. Artur Wołoszko 30:52

No wooow!!! Łezka zakręciła się w oku. Ja i takie tempo na 5 km (średnie 5:59) i jakich mistrzów udało się pokonać? Przy jakim profilu trasy?

Dla mnie szok. Co innego o czymś marzyć, po cichu na to liczyć, że może się uda ale co innego zrobić to i to w jakim stylu.

Ale o euforii nie mogło być mowy trzeba było myśleć o tym co dalej. Od razu nawadnianie, uzupełnianie węglowodanów w odpowiednich oknach o czym pisałem już w innym miejscu (polecam ten tekst). Leżenie z nogami do góry, lekki auto masaż i dylemat… ruszać się czy leżeć? Próbowałem znaleźć odpowiedni balans.

Odpuściłem posiłek regeneracyjny, korzystając z opcji zabrania go na później ponieważ nie chciałem jeść nic ciężkostrawnego przed kolejnym startem. A było to klasyczne 2-gie danie na stołówce z dwoma gotowanymi pulpetami, ziemniakami i surówkami. Żołądek krzyczał „chcę spróbować” ale dostawał tylko żele i łatwo strawne tosty z dżemem oraz izotoniki.

Skorzystałem z okazji i udało mi się załapać na wspólne zdjęcie ze wspaniałą polska sportsmenką Sofia Ennaoui. Małą wzrostem ale WIELKA mistrzyni, wicemistrzyni Europy w biegu na 1 500 metrów.

Do tego wiele wspólnych zdjęć z innymi zawodnikami, dyskusje, dzielenie się wrażeniami i cały czas tylko jedno w głowie: regeneruj się!!!!

W końcu minęły ponad 3 godziny i wszystko zaczęło się od nowa…

O tym w kolejnej relacji.

Zapraszam do polubienia mojego profilu na FB oraz śledzenia mojego profilu runnerski.pl na Instagramie i endomondo (Marcin Rosak runnerski.pl).

Inne osoby czytały również:

Mistrzostwa Europy w nordic walkingu Barlinek.

2018-09-20 17:45:43
runnerski-pl

18

Z motyką na… Barlinek.

2018-09-13 14:44:26
runnerski-pl

18

Mistrzostwa Polski w nordic walkingu Osielsko.

2018-09-05 11:08:10
runnerski-pl

18

Puchar Polski w nordic walkingu ZDOBYTY!!!

2018-08-19 17:35:32
runnerski-pl

18

Mistrzostwa Świata w nordic walkingu POLSKA 2018

2018-07-02 14:19:17
runnerski-pl

18

III Puchar Polski w nordic walkingu Kolbuszowa.

2018-06-11 14:52:49
runnerski-pl

18

IV Sztafetowy Maraton Miast i Gmin w Radzionkowie

2018-10-16 13:33:03
runnerski-pl

8