Mistrzostwa Europy w nordic walkingu Barlinek.

Dwa słowa dla tych, którym umknęła cz. I relacji z Mistrzostw Polski i Europy w Barlinku. Jest sobota 15 września 2018 r. O 10:30 wystartowałem w Mistrzostwach Polski w nordic walkingu na 5 km i zająłem 1 miejsce ale zawody te były zaledwie przystawką do dania głównego. Cztery godziny później dwudziestu najlepszych z nas miało zmierzyć się jeszcze raz w Mistrzostwach Europy na dystansie 5 km. Tyle tylko, że tym razem na stadionowym tartanie lekkoatletycznym pokonując dokładnie 12,5 okrążenia.

Rywalizacja miała być tego dnia wyjątkowo uczciwa i emocjonująca. Sędziowie rozmieszczeni co 50 metrów, relacja online w mediach społecznościowych, całkiem sporo kibiców na trybunie głównej i murawie stadionu w Barlinku.

Ustawiliśmy się w kilku liniach na starcie w połowie przeciwległej do mety prostej. Kolejność wyznaczały czasy z porannych mistrzostw. Przypadł mi najlepszy, pierwszy, wewnętrzny tor a wicemistrzom kolejne miejsca po mojej prawej stronie. Oczywiście od razu mogliśmy schodzić do tzw. środka bieżni. Chciałem prowadzić od startu, taką przynajmniej miałem strategię na ten wyścig.

Ogólnie wolę gonić i siedzieć komuś na „ogonie” ale tu chciałem od startu pokazać moc i zgubić konkurentów przy najmniejszym ich błędzie choćby już na początku rywalizacji. Wiedziałem, że każdy metr przewagi będzie tu bezcenny. Przed nami walczyły w identyczny sposób kobiety. Podczas swojej rozgrzewki bardzo starannie obserwowałem to co dzieje się podczas ich wyścigu. Wierzyłem, że u nas może być podobnie.

Szybko zauważałem, że każda z nich szła na maksimum przez co wyprzedzanie było bardzo trudno, właściwie możliwe tylko gdy któraś z nich wyraźnie słabła. Co ważne przy takim tempie marszu na łuku było to niezwykle trudne a każdy krok po torze innym niż wewnętrzny to dodatkowy dystans do pokonania.

Stąd moja strategia marszu po torze pierwszym od startu do… mety. Jeśli się uda.

Poza tym rzecz niemniej ważna. To ja będę dyktował tempo i kontrolował… tętno. Tutaj wprawdzie bałem się, że kłopotem będzie zerkanie na zegarek ze względu na wszystko widzących sędziów. Przy takim spojrzeniu trzeba wtedy unieść dłoń rezygnując z ruchu ręką, nie wiedziałem jak zostałoby to potraktowane.

W całych zawodach udało mi się zerknąć 2 razy nie gubiąc techniki i było tam dokładnie takie tętno jak je oceniałem. Wtedy stwierdziłem, że nie muszę tego obserwować, bo ja i tak prawie zawsze wyczuwam jego wysokość. A mylę się co najwyżej o 2, 3 uderzenia. Jednak lata obserwacji tego elementu na treningach i zawodach nareszcie miały zaprocentować.

Pierwsze okrążenia pokazały moc trójki zawodników. Równo krok w krok szli za mną Dmitryi Yankovskiy i Artur Wołoszka. Liczyłem, że zgubię ich na kilka metrów ale nie miało być tak łatwo. Analizowałem czy nie idziemy za szybko oraz co mogą czuć moi konkurenci, jak się zregenerowali? Dymitr starszy ale szybki w pierwszych zawodach, Artur najmłodsza kategoria wiekowa i wydaje się, że rano nie poszedł na maksimum. Nikt nie odpuszczał, z każdym okrążeniem traciłem pewność siebie.

Pamiętałem jednak, że wcześniej w wyścigu kobiet, panie też szły równo i nagle prowadząca trójka zaczęła się rwać. Miałem tylko ogromną niepewność czy ja to wytrzymam, tempo było piekielne po 2 lub 3 okrążeniu zerkając na tętno zauważyłem tempo 5:38!!!

To kosmos biorąc pod uwagę, że najlepsi na tym dystansie chodzą w tempie zbliżonym do 6:00. Jednak tartan zrobił swoje i chyba nie mieliśmy świadomości jak szybko idziemy, bo wtedy na pewno każdy z nas stwierdziłby, że to niemożliwe.

W końcu w połowie dystansu poczułem, że moi najgroźniejsi rywale zostają w tyle.

Wszystko się zmieniało z okrążenia na okrążenie. Najbardziej bałem się Artura (czarna koszulka) ten wyprzedził Dmitriya i czułem go na plecach. Myślałem, że on już się nie liczy tymczasem…

Nie wiem co się wydarzyło za moimi plecami ale Artur zbliżył się szybko i miałem wrażenie, że chce mnie wyprzedzać. Mina zrzedła mi bardzo szybko. A siły opadały coraz wyraźniej wraz z motywacją. Miałem absolutnie dość i mrugającą rezerwę… sił. A do mety pozostały chyba 4 okrążenia.

Musiałem walczyć. Pojawiły się komentarze „życzliwych” kibiców z murawy: „pierwszy słabnie” – też mi odkrycie!!! Ja walczyłem o życie!!! Próbowałem podkręcić tempo szczególnie na prostych, bo wiedziałem, że na łukach raczej mnie nie zaatakuje. Miałem plan postawić wszystko na jedną kartę i zaatakować ruszając na maksimum na początku przedostatniej prostej czyli jakieś 250 metrów przed metą.

Pot lał mi się do oczu, które szczypały i utrudniały widoczność. Do tego sięgnąłem do najgłębszych rezerw, cały czas myśląc tylko o tym, że za chwilę to się skończy, że skoro cierpię od kilkunastu minut to mogę jeszcze dwie… jedną. Nie mogę przegrać po takim ekstremalnym wysiłku. Może więcej nie będę miał takiej szansy, może to tylko jeden raz tu i teraz. Padnę a nie poddam się. Zaczynamy ostatnie okrążenie a on jest tuż za mną. Nie widziałem w jakim stanie. Tylko zbliżał się.

Ostatnie okrążenie to myśli: nie dam się, najwyżej padnę, kiedy w końcu on zaatakuje? Meta coraz bliżej a ja idę, nogi z waty, ambicja ze skały i krok za krokiem… . Kątem oka widzę, że są 3 metry przewagi ale Artur zbliża się, nie dam, nie tu i nie dziś…

I wygrałem… na mecie miałem 2 sekundy przewagi to w sumie nic.

  1. Marcin Rosak 28:38
  2. Artur Wołoszka 28:40
  3. Dmitriy Yankovskiy 29:55

Ktoś pytał mnie z mikrofonem o coś ale ledwo połykałem powietrze coś powiedziałem o daniu z siebie ponad 100% możliwości. Nie pamiętam. Potem ktoś inny powiedział mi, że jak organizm mówi nie masz siły to jeszcze sporo jej masz. Odpowiedziałem, że mi mówił już w połowie dystansu a ja wyczyściłem rezerwy te zwykłe i te na czarną godzinę.

Dowód?

Tętno. Na testach wydolnościowych osiągnąłem 1,5 roku temu maksymalny odczyt 171 i było to przy biegu gdzie łatwiej jest wejść na swoje maksimum. Tymczasem tutaj było 172!!!! I nie był to przypadkowy odczyt. Tętno od początku było wysokie i rosło z każdym metrem. Na finiszu osiągnąłem swój HRmax to naprawdę był maks.

„Co cieszy mnie szczególnie nie zwalniałem od początku do końca, na trasie była kontrola tego co się działo”. Tak myślałem na chłodno. Po czym już w domu sprawdziłem jeszcze raz i… wcale nie było tak super jak mi się wydawało. Zobaczcie:

l km 5:37,3

2 km 5:41,5

3 km 5:38,7

4 km 5:47,9

5 km 5:45,4

Kontrola była do 4 km dalej zwolniłem, szedłem balansując bardzo niebezpiecznie nad przepaścią. Dlaczego? Co się dzieje z organizmem gdy źle oszacuje się swoje możliwości, gdy „odcina prąd” może zobrazować wynik Dmitriya stracił do mnie 1 minutę 17 sekund na odcinku około 2 km. Dlatego szybkie tempo to bardzo niebezpieczna zabawka tym razem udało się.

Poza tym to był nokaut. Nie chodzi mi tu o przeciwników, bo Ci walczyli fenomenalnie ale był to nokaut zdrowego rozsądku w sensie uzyskanego czasu. Rok temu zwycięzca na tej samej trasie uzyskał czas 30:35 a jest to doskonały zawodnik, który w tym roku wygrał Mistrzostwa Polski na 10 km. Zestawiając mój czas 28:38 i Artura 28:40 obaj dokonaliśmy rzeczy niewiarygodnej jakkolwiek brzmi to nieskromnie.

Nigdy nie zmęczyłem się tak na kijach a i w bieganiu bywało dużo lżej.

Jednak tym razem… wszystko poszło zgodnie z moim planem. WYGRAŁEM.

Zapraszam do polubienia mojego profilu na FB oraz śledzenia mojego profilu runnerski.pl na Instagramie i endomondo (Marcin Rosak runnerski.pl).

Inne osoby czytały również:

Mistrzostwa Polski w nordic walkingu Barlinek.

2018-09-18 14:58:26
runnerski-pl

18

Z motyką na… Barlinek.

2018-09-13 14:44:26
runnerski-pl

18

Mistrzostwa Polski w nordic walkingu Osielsko.

2018-09-05 11:08:10
runnerski-pl

18

Puchar Polski w nordic walkingu ZDOBYTY!!!

2018-08-19 17:35:32
runnerski-pl

18

Mistrzostwa Świata w nordic walkingu POLSKA 2018

2018-07-02 14:19:17
runnerski-pl

18

III Puchar Polski w nordic walkingu Kolbuszowa.

2018-06-11 14:52:49
runnerski-pl

18

IV Sztafetowy Maraton Miast i Gmin w Radzionkowie

2018-10-16 13:33:03
runnerski-pl

8