Maraton Toruń, etiopskie śniadanie, zmęczenie Krzyżakami oraz łzy 600 metrów przed metą i 20 sekund kary.

Maraton Toruń, etiopskie śniadanie, zmęczenie Krzyżakami oraz łzy 600 metrów przed metą i 20 sekund kary. 😉

W porównaniu z półmaratonami dalej pozostanę przy swoim, że nie lubię maratonów ale po wczorajszym starcie straciłem główny argument przemawiający za tym, że maratony są niezdrowe i niegodne polecania. Wczorajszy maraton nie bolał i nie zmęczył mnie jak poprzednie. Nawet po wielu półmaratonach byłem w gorszej kondycji fizycznej i psychicznej.

Zupełnie szczerze to muszę Wam wyznać, że wplotłem w mój tegoroczny kalendarz biegowy maratony z trzech powodów. Pierwszy uznałem, że prezentując bardzo kontrowersyjne tezy jak w artykule Mityczna ściana w maratonie podejście racjonalne i świadome mając jednocześnie wtedy przebiegnięte tylko 2 maratony jestem mało wiarygodny i trzeba to zmienić. Po drugie chciałem udowodnić, że wielu trenerów myli się wskazując nam ogromny kilometraż niezbędny do maratonu. Chciałem pokazać, że 60-80 km tygodniowo to za dużo wystarczy średnio około 40 km. Nie muszę biegać 5 razy w tygodniu, bo dla wyniku 3:30 wystarczą 3 treningi. A po trzecie mogę pobiec szybko stosując metodę marszobiegu, która zapobiega kontuzjom i czyni bieg maratoński o wiele łatwiejszym.

Weekend w Toruniu z żoną to prezent na moje urodziny, które były dokładnie w dniu biegu ale również spełnienie mojego marzenia na turystykę biegową czyli 1-2 dni zwiedzania miasta a potem maraton. Ze zwiedzaniem lekko przegiąłem, bo razem z panią przewodnik nachodziliśmy się po Toruniu tak bardzo, że wieczorem o mało nie zasnąłem już o 17.00 a mięśnie wołały, że przegiąłem i maraton następnego dnia to zły pomysł.

Natomiast Toruń jest przepięknym miastem i bez wahania może równać się z Krakowem. No i Krzyżacy mój ulubiony temat z historii Polski. Było rewelacyjnie i dla mnie bardzo edukacyjnie.

W nocy przed startem przestawienie zegarków i dodatkowa godzina na odpoczynek. Wstałem rano punkt 7.00 schodzę na śniadanie i jestem tylko ja i Kenijczycy, którzy okazali się Etiopczykami. Pomogłem znaleźć im „hot water” tych dwóch panów miało ochotę na herbatę z torebki, kręcąc głowami na widok kawy a że wybrali mój stolik choć pozostałych kilkanaście było wolnych widziałem co jedzą na śniadanie oprócz herbaty z cukrem!!!

Ciekawe na co stawiacie? Odpowiedź brzmi pieczywo a dokładniej 4 sztuki: 3 kromki chleba każda inna i bułeczka. Wszystko suche nawet bez masła. Pomogłem im zrozumieć to, że cofamy godzinę na zegarku, życzyliśmy sobie powodzenia a oni nie chcieli powiedzieć mi, który z nich wygra, mieli rację tym razem w Toruniu wygrał „biały” człowiek.

Przed startem było zimno 5 C potem na mecie było 10 C ubrałem się na krótko (koszulka i 2-ga siateczkowa podkoszulka) oraz chusta (Buff) na głowę i to był dobry wybór. Na trasie momentami wiało ale najważniejsze były rękawiczki. Możecie w takiej temperaturze ubrać jedną koszulkę za mało ale rękawiczki muszą być. Ciepłe dłonie to nie tylko komfort biegu, organizm nie traci energii na ich ogrzanie to bardzo ważny drobiazg. Krótkie spodenki i kompresy na łydki to również gwarancja tego, że w nogi jest stosunkowo ciepło.

1,5 godziny przed startem łyknąłem shot magnezowy bałem się efektu „wcześniejszego zwiedzania Torunia”, więc trzeba było zadbać o mięśnie i ewentualne skurcze. Dużo osób opowiadało mi, że i tak mimo wspomnianego shota mają skurcze na trasie. Zacząłem niedawno kombinować, że może bierzemy je za późno dlatego przyjąłem jeden przed biegiem a drugi rozłożyłem na dwie części, pierwsza dawka po 12 km biegu druga po 24 km. W maratonie we Wrocławiu wziąłem jeden magnez dopiero na 25 km i na 34 km miałem skurcze, nic nie pomógł za to po biegu było ok moim zdaniem wtedy zadziałał on zbyt późno.

Wiedziałem, że skoro jest zimno mniejszym problemem będzie utrata wody ale dla mnie płyny co 5 km jak zaproponował nam organizator na punktach nawadniania to za mało. Dlatego miałem bidon na pasku 0,7 litra wypełniony tylko w połowie aby nie przeszkadzał podczas biegu i piłem z niego dokładnie co 6 minut i 30 sekund solidnego łyka wody a na punktach odświeżania uzupełniałem 3-4 kubeczki dolewając je do bidonu.

Dlaczego piłem co 6:30 ponieważ po tym czasie biegu aplikowałem sobie 30 sekund marszu czyli zastosowałem metodę Gallowaya. Na trasie było z tym sporo śmiechu. Jak zawsze już przy pierwszym marszu koledzy biegacze podtrzymywali mnie na duchu, że dam radę albo pytali czy już po 2 km przegiąłem i mam dość, kibice zachęcali do walki z politowaniem w oczach widząc mnie w czasie chodu.

Powiem Wam, że aby biegać Gallowayem trzeba być nieco asertywnym i obojętnym, bo nie sposób każdemu wytłumaczyć, że to zaplanowana taktyka. Pomiędzy 500 metrem biegu a 5 km wyprzedziło mnie grubo ponad 100 zawodników, szczególnie wtedy gdy szedłem. Chyba prawie wszystkim zrewanżowałem się, wyprzedzając ich potem kiedy to oni szli lub umierali ze zmęczenia a nic nie dodaje tak dobrze sił jak wyprzedzanie innych na naprawdę dużo większej szybkości. To jest siła ponad każde inne źródło.

Z grupą 6 osób biegłem od 15 do 30 km. Wyglądało to tak: chwilę z nimi potem maszerowałem swoje 30 sekund, traciłem dystans i znowu dochodziłem do nich, chwila z nimi i znowu to samo. Oni byli przekonani, że szarpię tempo i z sympatią śmiali się z tego co robię. Za każdy razem myśleli, że widzimy się ostatni raz potem dziwili się, że znowu ich dochodzę.

Ja tłumaczyłem im najpoważniej jak umiałem, że nie lubię się męczyć a to bieganie bardzo mnie wyczerpuję i muszę trochę odpocząć idąc. Moje żarty chyba podnosiły morale grupy nawet jeśli mieli mnie za wariata.

W okolicach 30 km 3 chłopaków zwolniło, mieli najwyraźniej dość mimo, że chwilę wcześniej wyglądali lepiej ode mnie, kolejnych 3 uciekło mi do przodu. Niestety dla nich 5 kilometrów później byli bez sił. Gdy mijałem jednego z nich nawet dopytywał o mój marszobieg. Inny na mecie kiwał głową z uznaniem. Na trasie również wyglądał na dużo lepszego ode mnie ale… nie odpoczywał. 😉

Podczas maratonu pochłonąłem 3 żele. We Wrocławiu zasugerowałem się radami bardziej doświadczonego kolegi i zrobiłem to tak: po połowie każdego żelu na 20, 25 km potem na 30, 34 km i na 38 km. Pół mi zostało więc oddałem go na 39 km innemu koledze. Wtedy na 23 kilometrze miałem mały kryzys dlatego teraz wyciągnąłem wnioski i żele zadecydowałem spożywać inaczej tj. rozpocząć ich smakowanie 5 km wcześniej.

W  Toruniu również przyjmowałem po połowie szaszetki ale teraz od 15 km potem na 20, 25, 30, 34 km a ostatnie pół rozłożyłem jeszcze na 38 i 40 km. Zawsze popijałem je wodą (dwa spore łyki) w innym razie jest ryzyko, że żołądek będzie potrzebował wody z organizmu do ich trawienia a ta bardziej jest potrzebna do ochrony przed skurczami.

Reasumując woda, magnez plus marszobieg ochroniły mnie przed skurczami mimo, że moje mięśnie były przeciążone kilometrami toruńskiej starówki. Natomiast idealnie przyjmowane żele pokazały, że ściana to tylko brak węglowodanów a nie żadna kwestia psychiki czy braku długich wybiegań. Znowu ten mój wniosek, że maraton to czysta matematyka.

Jednak wszystko to co zrobiłem powyżej byłoby dalece niewystarczające gdyby nie… właściwe tętno.

Na treningu 2 tygodnie przed maratonem przebiegłem 21 km w czasie 1:39:00 (część po lesie) i na tętnie jakie planowałem na maraton. Wniosek był taki 3:20 w maratonie nie powinno być zbyt wybujałym marzeniem ponad moje siły ale to teoria, praktykę weryfikuję… tętno.

Zacząłem biec maraton zamiast tempa 4:45 tempem 4:55 za chwilę było już 4:58 ale tętno zgodnie z planem w przedziale 136-139 nawet momentami 141 co robić? Biec na tempo 4:45 czyli przyspieszyć czy trzymać się tętna, bo taka jest moja aktualna dyspozycja? Gdybym przyspieszył nie wiem czy na mecie osiągnąłbym wynik 3:35 a bóle, skurcze i kolejna porażka stałyby się bardzo realne.

Staram się nie robić dwa razy tych samych błędów dlatego tak jak obiecałem sobie po Wrocławiu nie pobiegnę drugi raz za szybko pierwszych 21 km. Po 10 km miałem idealne tętno i średnią prędkość 4:58 to prognozowało wynik 3:30-3:35 ale trudno co zrobić i nagle a właściwie po 10 km nie wiem co się dzieje średnie tempo wzrasta 4:57, 4:55 i nawet osiąga 4:53 a tętno jest… takie samo 136-140 uderzeń serca na minutę to niemożliwe nie wiedziałem o co chodzi.

Miałem drugą dziesiątkę biec na tętnie 140-143 a tymczasem serce bije wolniej a ja przyspieszam. Jedyne wytłumaczenie organizm musiał się rozgrzać… błąd. Na szczęście założyłem sobie, że dopóki przyspieszam nie ma co wchodzić na szybsze tętno a więc pomyślałem do półmetka jadę dalej tak samo potem zobaczymy.

Dlaczego tętno i tempo zachowało się tak jak nigdy przedtem? Odpowiedzią był profil trasy byłem przekonany, że biegniemy więcej z górki tymczasem na pierwszych 10 km było odwrotnie teren był pofałdowany i raczej pod górkę zobaczyłem to dopiero gdy po 30 km wracaliśmy tym samym odcinkiem wtedy było… z górki. Dlatego gdy po 10 km wypłaszczyło się tętno spadało a prędkość rosła. Oczywiście rozgrzanie mięśni też mogło przynieść pozytywny efekt, szczególnie w zestawieniu z cały czas uzupełnianą wodą i mega pozytywnym nastawieniem jakie towarzyszyło mi w tym dniu.

Miałem taką frajdę z biegu, że pozdrawiałem kibiców (nielicznych na trasie), śląc im pozdrowienia z Zielonej Góry, żartowałem z innymi biegaczami, wiedziałem, że dzisiaj mi się uda, bo nic nie muszę tylko mogę.

Nie było jednak tak beztrosko. Już po 6 km byłem bardzo zaniepokojony faktem, że mój prawy mięsień dwugłowy nie wytrzyma do końca i obstawiałem jego zmęczenie dniem poprzednim ale co robić? Mogłem jedynie zachować ostrożny krótki krok i ostateczne oddalić pokusę przyspieszenia oraz stosować marszobieg do 36 km inaczej pewnie po 30 km porzuciłbym marsz na rzecz czystego i jeszcze szybszego biegu a tak trzeba było „liczyć” każdy krok.

Żaden skurcz mnie nie złapał zarówno w czasie biegu jak później pomimo, że spędziłem blisko 5 godzin w samochodzie wracając do domu nawet żartowałem, że bardziej boli mnie pupa niż mięśnie.

Dzisiaj dzień po maratonie…mógłbym chyba iść na trening lekko bolą ścięgna w kolanach a poza tym czuję się nad wyraz dobrze mimo, że siedziałem do późna oglądając wieczór wyborczy. Profilaktycznie wziąłem dzisiaj urlop więc mogę spokojnie napisać relację z biegu.

Jeszcze jedno ważne zdarzenie podczas biegu poznał mnie jeden z moich czytelników Artur, wspaniały chłopak, który w debiucie przybiegł na metę tuż za moimi plecami a po 34 km doszedł mnie i wymienialiśmy kilka zdań na trasie biegu. Wielkie Gratulacje Artur byłeś naprawdę w dobrej formie!!!

Muszę napisać dwa słowa o matematyce. Na mecie po biegu zakładałem średnie tętno 142, 143 tymczasem miałem 140 moim zdaniem ten fakt plus negative splite i zmęczenie zwiedzaniem świadczy o pewnej rezerwie. Pierwsze 21 km pobiegłem w czasie 1:43:14 a drugą „połówkę” 1:41:56. W sumie na mecie był czas 3:25:08.

Co ciekawe Artur miał 1:44:38 a drugą część 1:40:32 on dopiero miał rezerwę jakieś 2-3 minuty lepszy wynik był Arturze w tym dniu jak najbardziej w Twoim zasięgu. Moim zdaniem idealnie jest pobiec 2 część niemal w identycznym czasie z lekkim wskazaniem na szybszą 2-gą połówkę. U Ciebie szybsza pierwsza część biegu o 2 minuty np. 1:42:30 mogła pozwolić Ci spokojnie złamać 3:23-24, bo na mecie wyglądałeś bardzo dobrze.

Jeszcze jedna ciekawostka za naszymi plecami byli zawodnicy biegnący pierwszą połowę w czasie 1:36, 1:34 a nawet 1:33 Ci dopiero przecenili swoje możliwości.

Ostatnia ciekawostka tylko 3 osoby były na półmetku za mną i to minimalnie potem wyprzedzałem tylko ja na półmetku byłem 150 a na mecie 101.

Żelazna dyscyplina taktyczna, ani jednego błędu na trasie i ogromna satysfakcja z biegu właściwie euforia na mecie, tak moim zdaniem wygląda bieganie świadome. 600 metrów przed metą łzy napłynęły do oczu i miałem „radość maratończyka” ale ludzie przy trasie sprawili, że nie rozkleiłem się w tym momencie.

Na ostatnich kilometrach planowałem złamać 3:25 finalnie miałem wynik 3:25:08 ale na 2 km przed metą piłem ostatni raz i wtedy… wypadł mi bidon na asfalt musiałem się zatrzymać, cofnąć z trudem zgiąć się, podnieść go i od nowa wejść w rytm straciłem około 20 sekund. 3:24:48? Czyli jednak popełniłem jakiś błąd chwila rozkojarzenia i kara 20 sekund.

Weekend w Toruniu był wspaniałym tortem urodzinowym a wisienką na tym torcie był najlepszy taktycznie start i najlepszy maraton czego chcieć więcej… powtórki i 3 tygodni odpoczynku po sezonie co niniejszym rozpoczynam ale pisać będę dalej, odpoczywam tylko od biegania…

Inne osoby czytały również:

Jedzenie przed, w trakcie i po treningu.

2017-01-26 15:12:44
runnerski-pl

18

Strach przed maratonem.

2016-11-23 19:03:58
runnerski-pl

18

Czego nie robić przed zawodami.

2016-10-05 19:48:09
runnerski-pl

18

Co robić przed startem?

2016-09-26 20:51:37
runnerski-pl

18

Wybiegaj się przed maratonem.

2015-08-20 14:18:40
runnerski-pl

18

Jak tam ślimaczku ile było kilometrów.

2015-07-27 13:18:38
runnerski-pl

18

  • Artur Żeliszczak

    Gratuluję Marcin bardzo dobrego wyniku i stylu w jakim to zrobiłeś. U mnie było odrobinę inaczej (ze względu na czasy brutto/netto). Połówka w 1.44.15 a druga część 1.40.55 – awans ze 170 na 102/103 miejsce. Wszystko poszło zgodnie z planem, choć faktycznie mogłem zacząć nieco szybciej (5km ok 26.00, 10km ok 50.40). Też wystartowałem, bo chciałem coś udowodnić, a mianowicie że po 6 miesiącach truchtania 2-3 razy w tygodniu (max. 15km jednorazowo, brak długich wybiegań, tylko 1 półmaraton w lipcu) da się przebiec maraton poniżej 3.30 :). A z tym bidonem (byłem kilkadziesiąt metrów z tyłu), to do dziś nie mogę w to uwierzyć jak to się stało:). Jeszcze raz gratuluję i obyś miał nadal motywację do dalszej pracy przy bieganiu jak i pisaniu bloga!:)

    • runnerski.pl

      Poniżej Radek z którym biegłem chwilę napisał, że on dobiegł na 3:24:26 a nie biegliśmy razem do końca właśnie przez ten bidon… Szkoda ale uśmiecham się do siebie wspominając tę chwilę i tak sobie tłumaczę, że następnym razem łatwiej będzie mi poprawić życiówkę. Co do Twoich treningów rozmawialiśmy chwilę na trasie i w necie i Twoim największym plusem jest to, że jesteś czy też byłeś w jakimś stopniu w czynnym ruchu choćby sędziując mecze to wielki plus oczywiście Ci, którzy zaczynają od zera i mają do tego nadwagę mają o wiele trudniej niż my ale to dodatkowo jest argument za tym aby na początku nie porywać się na zbyt ciężkie treningi.
      Artur tak jak napisałem Ci wcześniej, dla mnie to było nowe i super doświadczenie móc poznać kogoś kogo znałem tylko ze zdjęcia przy komentarzach a że biegamy podobnie (póki nie zaczniesz zostawiać takich emerytów jak ja za plecami) kto wiem może strzelimy kiedyś jakąś życiówkę wspólnie. Operacja Dębno?

      • Artur Żeliszczak

        Najpierw chciałbym połamać 18.00 na 5km i 39.00 na 10km. Maraton 3 kwietnia chyba za bardzo by mnie wyeksploatował, dlatego w grę wchodzi maraton na jesieni:). Tak jakby to powiedział były prezydent, może jakaś połówka? 🙂 W ogóle zauważmy, jak ważna była końcówka. Ostatnie 4.695km pokonałeś w 22.08 (ja 2s wolniej). Ale zadziwili mnie Etiopczycy: pierwszy z nich 24.11, a drugi… 27.57 szokujące:). To jakieś farbowane lisy musiały być :).

        • runnerski.pl

          Na śniadaniu nie byli farbowani zaświadczam ale na serio to chyba rzeczywiście „amatorzy”, choć może jak zobaczyli, że nie przywiozą kasy do domu pobiegli wolniej, bo jakoś do Torunia wrócić musieli a dodatkowe zmęczenie nic im nie daje, na trasie po mieście zeszliby z trasy a tu musieli dotrzeć do hotelu.
          Teraz po maratonie zrób sobie przerwę 2-3 tygodnie i potem zacznij realizować jakiś plan na wiosnę to jest chyba dobre rozwiązanie a to, że celujesz najpierw w 5 i 10 km jest bardzo rozsądną strategią, brawo.

  • Arek

    Jest to mój pierwszy wpis na Twoim blogu. Czytam go od kilku miesięcy od kiedy ‚poważniej’ wziąłem się za bieganie. Po pierwsze chciałem Tobie podziękować za masę ciekawych wpisów i cennych rad!!

    Po drugie: miło przeczytać relację z zawodów, w których sam wziąłem udział. Był to mój pierwszy maraton. Wybrałem Toruń, ponieważ stąd jestem – chociaż początkowo planowałem pierwszy raz z ‚maratonem’ pokonać dopiero na wiosnę 2016 ale z przyczyn naturalnych (planowany poród córki:)) przesunąłem go na wczoraj. Czas jaki zaplanowałem to złamanie 3:30, a wyszło…3:21:23 🙂 Trochę się przeliczyłem, ale chyba lepiej w tę stronę, niż w drugą:) Ogólnie maraton pobiegłem negativ splitem, tyle że różnica wyniosła ok 6,5min: 1:43:58 (i) i 1:37:25(ii) i wychodzi na to, że jestem jedną z tych 3 osób, która Ciebie za półmetkiem wyprzedziła:) Przebiegając połowę spiker krzyczał, że jestem ok 160 miejsca, więc byłem niedaleko. Szkoda, że na trasie Ciebie nie rozpoznałem, ale czasem spod daszka czapki nic nie widzę:) i nie zawsze się rozglądam mijając zawodników. Co do Twojej taktyki – zauważyłem, że trochę biegaczy tak robiło, było słychać jak zegarki im odliczają czasy interwałów:)

    A co do magicznej ‚ściany’. Mój najdłuższy bieg przed tym maratonem wynosił…27km. Średnia w ostatnich tygodniach to 50-60km (3-4x w tygodniu). Przed zawodami zastosowałem dietę carbo loading, na trasie 3 żele (przed 10, 20 i 30km). Obawiałem się 30km, ale go mijając – myślę: ‚Gdzie ta ściana?’ i tak co 1km do końca i … nic:) Skurczy też 0 (codziennie łykam magnez – może to pomogło?:)), jedynie na 39km uda zaczęły mi ciążyć (wiem, że zimą trochę na siłowni będę musiał popracować) i na ok 2km trochę zwolniłem, by na ostatnich 800 metrach jeszcze pójść na maksa i wyprzedzić 1 zawodnika:)

    Jeszcze raz dziękuję Tobie za Twój czas, który poświęcasz dla tego bloga i życzę kolejnych sukcesów – foto wyraża wszystko:)

    • runnerski.pl

      Normalnie wzruszyłem się, b a r d z o dziękuję. Nieraz zastanawiałem się czy warto pisać a potem pojawia się jedno miło zdanie i znowu wiem że warto przez najbliższy miesiąc. No i wiem, że ktoś to czyta 🙂
      Jesteś mistrzem bez dwóch zdań pobiegłeś rewelacyjnie nie będę się powtarzał, że również u Ciebie 3:20 było realne i to bez wysiłku jeśli masz dane z pulsometru, bo widzę, że miałeś taki na dłoni to wyciągnij z nich wnioski na przyszłość, bo minimalnie podkręcając pierwsze 21 km masz wzór na swój maraton idealny. Zapamiętaj też a najlepiej zapisz wszystko co robiłeś przed tym startem oraz podczas niego ponieważ to przyniosło rewelacyjny efekt i dlatego warto to powtarzać w przyszłości, to jest doskonała lekcja, super doświadczenia. Jestem spokojny o Twoje bieganie w przyszłości będziesz biegał jeszcze dużo szybciej, zwróć tylko uwagę, na to że w przypadku większej temperatury trzeba zachować większą ostrożność np. w sprawie picia, tempa itp.
      Przepraszam najmocniej, że udzielam Ci rad tym bardziej, że to ja powinienem uczyć się od Ciebie ale ogromnie lubię gdy ktoś biega świadomie i chciałbym (idealistycznie) aby ludzie biegali rozsądniej, bo to jest wtedy ogromnie przyjemne i bezpieczne. GRATULACJE !!!

      • Arek

        To Tobie się należą GRATULACJE za bloga!! Wychodzę z założenia by czerpać wiedzę od bardziej doświadczonych i ją jak najlepiej wykorzystać oraz lepiej uczyć się na błędach innych niż swoich:) Co do pulsometru to niestety drugi raz (wcześniej na 30sto stopniowym półmaratonie) w trakcie biegu zaczął wariować = nagle wskazywał coraz niższe tętno (do 70)… Wtedy myślałem, że za dużo wody nabrał od polewania + temperatura, ale w niedzielę nie wiem co się z nim stało. Chyba będę musiał go do Garmina na gwarancji oddać.

        • runnerski.pl

          One często tak robią i prawie zawsze jest to awaria paska sam swój reklamowałem, na szczęście wystarczy zadzwonić do serwisu i odesłać na ich adres w ciągu 3 dni miałem nowy pasek. Pod względem gwarancji ta firma działa wzorowo.

          • Arek

            To dobrze wiedzieć. Dzięki za info!

  • runnerski.pl

    Dzięki wklejenie swojego zdjęcia to był super pomysł.

    • Radoslaw Łuczak

      No to przy okazji masz i mnie na zdjęciu :). Ten pod chmurką.

      • runnerski.pl

        Rzeczywiście 🙂 super, że mam Was na pamiątkę.

        • Arek

          Z Radkiem (z tego co kojarzę) też dosyć długi dystans razem biegliśmy/mijaliśmy:)

  • Radoslaw Łuczak

    Podłączyłeś się do mnie jakieś 5 – 6 km przed metą i razem biegliśmy do momentu gdy wypadł Ci bidon :). Ja dobiegłem w czasie 3:24:26, myślę że ta opcja była możliwa również w twoim przypadku. Pozdrawiam

    • runnerski.pl

      Cześć Radek nie wiedziałem czy mnie zauważyłeś, bo miałeś słuchawki na uszach, biegłem za Tobą a potem obok Ciebie, biegło mi się rewelacyjnie i rzeczywiście ten głupi bidon. Miałem Cię na wyciągnięcie ręki ale bałem się o te skurcze w prawym dwugłowym więc nie przyspieszałem uznałem, że lepiej stracić sekundy niż ewentualnie minuty. Potem Twoja przewaga minimalnie wzrosła. Jestem pewny że dotarłbym z Tobą lub zaraz za Tobą trochę szkoda ale i tak jestem zadowolony dla mnie to cenna nauczka. Bardzo dziękuję za towarzystwo. No i uwiarygodniłeś moją opowieść nigdy nie napisałbym nieprawdy ale mam potwierdzenie historii z bidonem 😉

  • Malgorzata Wrzesinska

    Tak więc po Twoim przykładzie widać, że Gallowayowi należy zwrócić honor, biec nią to nie wstyd i nie jest to profanacja maratonu – jak ogólnie się zwykło mówić i wezmę na serio tą metodę w trakcie przygotowań maratońskich.

    I gratuluję Ci po raz który ? 😉 nie pamiętam 🙂 ale gratulacje się należą 🙂 Pozdrawiam

    Aaa i już Cię widzę, jak przechodzisz do pierwszego – marszobiegu hahaha 😀 i spojrzenia tych ludzi, tak samo się na mnie patrzyli w Bydgoszczy podczas pierwszego przejścia do marszu – gdzie początkową część zawodów (Bydgoszcz na Start) też zaczęłam Gallowayem 😀 Myśleli, że już osłabłam na samym początku 😀

    • Bookworm

      Dzięki za przekierowanie mnie tu, no to mam dzięki Tobie a przede wszystkim autorowi wieczór pełen ciekawej lektury. Kurcze, jak to historia lubi się powtarzać, mój pierwszy półmaraton był nieśmiało przebiegnięty (?) Gallowayem, może i pierwszy maraton też tak się uda? Dzięki za inspirację!

      • runnerski.pl

        Przy bieganiu Gallowayem polecam jego proporcje marszu i biegu, osobiście próbowałem różnych i jednak te jego są chyba najlepsze. Dodatkowo polecam trenowanie tą metodą a nie tylko bieganie w dłuższych zawodach (sam tak robię i mój trening nie traci na jakości).

    • runnerski.pl

      Oj tak prawda pierwszy marsz po 6 minutach jest najlepszy, wzbudzam wtedy politowanie innych i nawet śmieszność „jak mogłeś człowieku porwać się na maraton i masz dość po 1,5 km” ale trudno, mi to nie przeszkadza jak jestem odbierany, bo wiem, że warto ale mam kolegów, którzy wykluczają marsz, bo to nie jest według nich maraton przebiegnięty (mimo że potem po 35 km to oni idą do mety) ale może też ciężko im udźwignąć te spojrzenia na początku a maszerować trzeba od początku potem to nie działa.

      • Malgorzata Wrzesinska

        Tak, te marsze należy robić w założonych przez siebie czasach i nie patrzeć na innych czy się śmieją . Tak patrzę na Twoje zdjęcia to Ty wcale nie wyglądasz na zmęczonego 🙂 Długo po dotarciu do mety były robione ?

        • runnerski.pl

          Minęło 10-13 minut ale naprawdę nie byłem zmęczony tak bardzo, przekroczyłem linię mety, wziąłem wodę i poszedłem zjeść żurek, wyszedłem na zdjęcie a po 15-20 minutach normalnym krokiem poszedłem do hotelu, zapomniałem odpiąć chipa wróciłem się i bałem się, że nie dam rady odczepić go od sznurówek bo to nieraz jest ciężkie a tymczasem poszło gładko, oczywiście bolało tu i tam ale nie kulałem i prawdą jest to co napisałem na wstępie tego wpisu, że po półmaratonach było gorzej a dzisiaj wieczorem leciutko czuję uda reszta jest ok pod domem przetruchtałem 10 metrów i jestem zdziwiony, że jedyne czułem lekkie zakwasy w mięśniach… brzucha. 🙂

          • Małgorzata Wrzesińska

            🙂

  • Pingback: Dziennik "moje bieganie" IX 2016 r. - Bieganie dla każdego()

  • Pingback: Dziennik Moje bieganie X 2016 r. - Bieganie dla każdego()

  • Pingback: Samotność maratończyka. - Bieganie dla każdego()