Maraton Poznań w roli trenera.

Kiedy mój przyjaciel z ławy szkolnej, przyszedł do mnie po maratonie w Warszawie pod koniec kwietnia tego roku rozmawialiśmy długo o mojej pomocy w jego treningu. On chciał coś zmienić ja wierzyłem, że mogę mu pomóc.

Powiedziałem mu tak: Łukasz zrobię Ci plan treningowy dostosowany do Ciebie najlepiej jak umiem, mogę obiecać Ci lepszy wynik niż uzyskałeś ostatnio (4:21) i „o niebo” lepszy wynik niż miałeś na tej trasie w analogicznym okresie czyli rok temu (4:39) a jeśli ominą nas kontuzję i będzie dobra pogoda do biegania w październiku granica 4 h jest do zrobienia.

Na koniec uścisnęliśmy sobie dłonie i ustaliliśmy, że Łukasz wraca do treningu po 3 tygodniach odpoczynku po maratonie warszawskim. Rzeczywiście wrócił i znowu zaczął trenować a ja podsyłałem mu co 4 tygodnie swoje plany obserwując na bieżąco wyniki treningów w internecie nieraz wprowadzając pewne modyfikacje.

Trenował dokładniej i sumienniej niż ja co moim zdaniem nie jest łatwe. 😉

Założenia treningowe były takie aby za wszelką cenę sprawić by nie odniósł kontuzji, nie przetrenował się i biegał jak najmniej z racji wymagającej pracy jaką wykonuję. Dlatego zastosowaliśmy trening tylko 3 razy w tygodniu. Z kilometrażem zaczynającym się od 30-35 km tygodniowo a potem niewiele przekraczającym 40 km poza dwoma tygodniami gdzie suma wyszła w okolicach 50 km.

Po 16 tygodniach treningu poprawił życiówkę na 10 km, podobnie po kolejnym tygodniu uzyskał doskonały wynik na 21 km mimo, iż to nie były jego najważniejsze starty i zostały zrobione niemal „z biegu” a właściwie należałoby napisać „z ciężkiego treningu”. Cel był jednak jeden maraton i coraz bardziej realna życiówka w maratonie.

Widząc wykonaną pracę zarówno Łukasz jak i ja wierzyliśmy, że 4 godziny nie stanowią granicy nie do złamania a wręcz odwrotnie to jest jak najbardziej możliwe. Ustaliliśmy taktykę dokładnie zaplanowałem mu zakresy tętna, które miały być gwarancją bezpiecznego biegu.

W niedzielę 11.10.2015 r. w Poznaniu Łukasz zrobił życiówkę poprawiając kwietniowy rezultat z wyniku 4:21 na wynik 4:12 zeszłoroczny maraton zdeklasował wynikiem „o niebo” lepszym (wtedy 4:39).

W tym miejscu powinienem zakończyć relacje i wyszlibyśmy razem z moim kolegą Łukaszem na zgrany team i małych „bohaterów”. Problem w tym, że czujemy niedosyt on po biegu był złamany a ja byłem załamany.

Byłoby szybciej „o niebo” lepiej ale wykończyły go skurcze a właściwie jak mi opowiadał skurcz wszystkiego na raz. Magnez na trasie, picie, jedzenie wszystko było w porządku. Mimo, że cele zostały spełnione ale sportowo wiedzieliśmy, że nie tak to miało wyglądać. Co zawiodło?

Temperatura, strój, ambicja a wszystko razem przez brak doświadczenia. W maratonie nie ma miejsca na błędy. Błędy w maratonie bolą a błędy duże bolą dużo. Łukasz powiedział mi bardzo mądre zdanie: moda na bieganie, ładne stroje i gadżety są do 25 kilometra później jest prawdziwe bieganie.

Wiedząc na co go stać pobiegł tempem a nie tętnem i rezultat był bolesny na 33 km. Bolesny wynik 4:12 mógł odpowiadać wynikowi 4:05 w komfortowym stanie na mecie przy zachowaniu dyscypliny taktycznej ale obaj oczekiwaliśmy 4 godzin tymczasem teraz wiem, że na więcej w niedzielę nie powinniśmy liczyć, tylko mądry człowiek po biegu.

Dlaczego napisałem, że to było maksimum a wcześniej z taką pewnością wskazywałem na wynik 4 godzin? Pogoda była kamyczkiem, który uruchomił lawinę. Wiem, że najłatwiej zrzucić wszystko na pogodę ale 2C rano na linii startu to nie jest optymalne 12-14C.

Zimne mięśnie na starcie rozgrzałyby się po kilku minutach biegu tymczasem w takiej temperaturze były mniej wydajne od początku. Łukasz biegł wolniej mimo założonego tętna ale czuł się bardzo dobrze więc zaryzykował dyscyplinę taktyczną przez co pomiędzy 10 a 31 km pobiegł tempem i tętnem na miarę swoich możliwości w półmaratonie. Gdy zobaczyłem po biegu jego tętno stwierdziłem pod nosem: to się musiało tak skończyć

To było o wiele za szybko. Bieganie maratonów jak półmaratonów czy półmaratonów jak 10 kilometrów jest ogromnym ryzykiem i moim zdaniem błędem.

Naszym założeniem było średnie tętno 146 tymczasem na 33 km przed pierwszym skurczem było to 152-153 potem na skutek marszu spadło do 151 na mecie. Pomiędzy 146 a 152-153 jest ogromna różnica. Dla przykładu podam, że najszybszy swój półmaraton Łukasz pobiegł właśnie na tętnie 153.

Po biegu widziałem jeden komentarz na jego stronie: „trzeba niestety więcej trenować”. Trenując 2 razy tyle i łamiąc pewne reguły efekt byłby taki sam o ile wcześniej w ciężkim treningu nie złapalibyśmy kontuzji. To nie jest dobra droga. Kluczem w maratonie oczywiście oprócz dobrego przygotowania jest dyscyplina i brak nawet najmniejszych błędów, bo przysłowiowy kamyczek w bucie na trasie 42 km powoduję ogromny odcisk, tu nie można zlekceważyć kłucia w bucie.

I żeby było jasne jeśli komuś wydaje się, że podejmowanie decyzji np. w maratonie jest proste i chciałbym zwalić winę na Łukasza to jest w błędzie. Sam zaryzykowałem w swoim maratonie we Wrocławiu wiedziałem, że jestem w życiowej formie ale zamiast planowanego tętna 143 pobiegłem na 146 wystarczyło do tego aby na mecie zameldować się kilka minut później też ze skurczami nie tak poważnymi jak u mojego kolegi ale bardzo bolesnymi. Dlatego rozumiem takie odważne decyzje.

Do tego dochodzi mój słaby tegoroczny półmaraton w Nowej Soli tyle lat doświadczenia i poleciałem za szybko to się zdarza i ja to rozumiem ale ważne jest nie popełniać podobnych błędów w przyszłości, nauka na błędach jest najbardziej wartościową lekcją.

Miałem nie opisywać biegu mojego druha, bo nie wiem czy powinienem ale mam nadzieję, że jeśli biegacie maratony lub półmaratony to poddacie ten tekst refleksji. Biegać świadomie nie znaczy trenować ryzykując kontuzję, nie znaczy biegać na zawodach tak aby medycy mieli pełne ręce roboty.

Łukasz opowiadał mi, że im dalej z tyłu tym na trasie działy się coraz bardziej dantejskie sceny, ludzie zataczali się w bólu, często poważnie cierpiąc, tymczasem bieganie ma dawać radość. Ktoś powie może im to daje radość ja muszę odpowiedzieć daje im radość, bo nie wiedzą, że można zrobić to lepiej.

Nie jestem zły na mojego kolegę natomiast jestem wściekły na to, że nie było tym razem sprawiedliwości. Uczciwy i momentami bardzo ciężki trening nie został nagrodzony na miarę wykonanej pracy.

Musimy to pomścić w sportowej złości.

Inne osoby czytały również:

Rekordy, życiówki i taka tam moja codzienność.

2017-06-20 20:21:52
runnerski-pl

8

Wyniki konkursu „Z biegiem marzeń”

2017-06-17 16:20:12
runnerski-pl

8

Mała zabawa biegowa (MZB).

2017-06-14 18:57:52
runnerski-pl

8

Konkurs – Z biegiem marzeń.

2017-06-11 19:56:33
runnerski-pl

8

Metoda Jeffa Gallowaya.

2017-06-09 14:33:15
runnerski-pl

8

Metoda Jeffa Gallowaya strategia biegu.

2017-06-09 12:42:03
runnerski-pl

8

Warto mieć zasady.

2017-06-06 15:21:37
runnerski-pl

8

Przepis na sukces.

2017-05-30 17:56:05
runnerski-pl

8

  • Piotr Stanek

    Marcin
    tak jak piszesz kluczem w maratonie jest odpowiednie przygotowanie i
    brak błędów – bo maraton prawie nie wybacza. Plus łut szczęścia jak np.
    dobra pogoda także się przyda.

    Co do komentarza „trzeba niestety więcej
    trenować” to raczej nie pochodził od osoby mogącej doradzać w takich tematach.

    „Łukasz
    opowiadał mi, że im dalej z tyłu tym na trasie działy się coraz
    bardziej dantejskie sceny, ludzie zataczali się w bólu, często poważnie
    cierpiąc, tymczasem bieganie ma dawać radość.”
    zgadzam się z Tobą.
    Jak to ja mówię – po co robić coś na dłuższą metę, co nie daje nam
    przyjemności.Owszem, są różne źródła tej radości, i dla mnie to jest np.
    skatowanie się mocnym
    treningiem, ale słanianie się na upragnionym maratonie na pewno nie.

    pozdrawiam serdecznie, Piotr

    • runnerski.pl

      Dla mnie jedno ze wspanialszych wspomnień sportowych to te kiedy miałem 14-18 lat i uczucie jak po treningu koszykówki siedziałem w szatni albo na parkiecie pot lał się ze mnie hektolitrami a ja nie miałem siły się ruszyć… więc rozumiem Twoje „skatowanie się mocnym treningiem” mi też to pozostało do dzisiaj. Natomiast gdy opowiadam to osobom, które nie trenowały lub nie trenują patrzą na mnie jak na wariata.

      • Piotr Stanek

        To jak opisywać seks, komuś kto go nigdy nie miał.
        Albo bycie rodzicem, komuś, kto nie ma dzieci.

  • Syrio Forel

    Szkoda, że się nie udało, ale głowa do góry – na pewno wyciągniecie wnioski i następnym razem będzie sukces.

    Mi się nasuwa jeden: gdy biegam rzadko, to tracę z czasem „czucie” tempa i tętna. Muszę ciągle sprawdzać na zegarku, bo inaczej ciągle jest coś nie tak. Może warto zwiększyć częstotliwość treningów? Nie zaraz kilometraż, ale samą ilość biegów w tygodniu.

    • runnerski.pl

      „Czucie tempa” przychodzi po tygodniach, miesiącach lub nawet latach treningów w zależności od indywidualnych predyspozycji biegowych.

      Dzisiaj po tylu latach biegania nawet bez spoglądania na zegarek wiem jakie mam tętno (mylę się co najwyżej o 2 uderzenia!!!) podobnie wiem jakie mam tempo (tu pomyłka może być o jakieś 5 sekund na km). U osoby bardziej wytrenowanej łatwiej jest utrzymać stały poziom to prawda.

      Ja stawiam na systematyczność możesz biegać częściej i mniej lub rzadziej a więcej lub bardziej intensywnie, ważne żeby w kolejnych miesiącach tych treningów nie było mniej i nie były one słabsze więc gdy zaczniesz sezon w listopadzie czy grudniu zbyt ambitnie potem w kwietniu zabraknie Ci siły, motywacji lub będziesz przetrenowany. Trzeba to mądrze poukładać.
      Jeszcze co do częstotliwości moim zdaniem na poziomie amatorskim mądre bieganie co drugi dzień (3,5 razy w tygodniu) lub nawet tylko 3 razy tygodniu w zupełności wystarczy, mniej niż 3 razy to niestety za mało chyba że masz inny rodzaj wysiłku, rower, basen, cross fit itp.

      Jeden z moich następnych wpisów będzie o pulsometrze cz. II przeczytaj go koniecznie, może dam radę wykończyć go na pt lub pn. myślę że będzie pomocny.