Kara za nie bieganie.

Grzesiek napisał do mnie pół roku temu. Swoje biegowe sukcesy przedstawił mi tak:  Pierwsza „połówka” październik 2015 czas 2.02.08 i chyba moment w którym się uzależniłem, drugi półmaraton marzec tego roku 1,56,24 h. I potoczyło się to jakoś tak, że po wymianie uprzejmości i wielu wiadomości doszliśmy do planu treningowego a w nim kary za nie bieganie.

Przedstawiłem mu plan na kilkanaście kolejnych dni jakie powinien zacząć biegać. Od początku ustaliliśmy, że najlepiej byłoby w jego przypadku przeznaczyć na bieganie 3 dni w. Taki schemat uzgodniliśmy ze względu na jego obowiązki zawodowe oraz na dotychczasowe treningi. Wystartowaliśmy z przygotowaniami 23 maja 2016 r.

Zauważyłem, że u Grześka największym problemem była systematyczność (choć on twierdził, że biega 4 razy w tygodniu) więc wymyśliłem następujący podstęp: dałem mu plan na 4 tygodnie i powiedziałem tak: masz do zrealizowania 12 treningów jeśli któryś opuścisz wracasz do treningu poprzedniego. To miała być pewnego rodzaju kara za nie bieganie.

W praktyce wyglądało to tak, że opuszczenie jednego dnia treningowego cofało go o dwa dni a opuszczenie 2 dni cofało go o 4 dni w realizacji planu treningowego itd.

Na koniec zażartowałem: żeby tylko realizacja tych 4 tygodni nie zajęła Ci 6 tygodni. Napisał do mnie równo po 4 tygodniach z dumą oznajmiając: minęły 4 tygodnie zrobiłem wszystko zgodnie z planem. Sprawdziłem w internecie, wcześniej sporadycznie podglądałem jego postępy aby sprawdzić czy biega prawidłowo poszczególne jednostki treningowe. Zdał egzamin wzorowo zatem skoro chce i robi wszystko sumiennie to od tego momentu ja również angażuje się na maksimum. I dopiero w tym momencie zaczęła się na poważnie nasza współpraca.

Grzesiek dostawał kolejne 4 tygodniowe bloki treningowe a ja już na bieżąco kontrolowałem jego postępy. Gdy podczas wakacji wstając o 5 czy 6 rano, bo później były upały uwierzyłem, że może nam się udać.

Obiektywnie Grzesiek biegał mało. Przez 21 tygodni przebiegł 640,27 km co daje tygodniowo 30,47 km. Kilka lat temu miał poważne problemy z kolanem i uznałem, że na razie tyle musi nam wystarczyć. W tygodniu trenował niespełna 3 razy dokładnie wyszło nam 58 treningów czyli 2,76 na tydzień. Znowu kierowałem się swoją filozofią biegania aby jak najmniejszym nakładem sił osiągnąć jak największe zyski. Prawie się udało, dlaczego prawie?

Pierwsze „prawie” – uniknęliśmy poważnych kontuzji choć drobny uraz chyba przeciążeniowy rozwalił nam ostatnie 3 tygodnie przygotowań. Uraz pojawił się po sprawdzianie na 10 km. Grzesiek postanowił zaatakować swój rekord życiowy na 10 km nie miał okazji uczynić tego na zawodach więc pobiegł na treningu. Zrobił to wynik 52:22 poprawił na 47:16!!! ale kosztem tego wyniku pojawił się ból w łydce

Drugie „prawie” – w wyniku urazu opisanego powyżej musieliśmy odpuścić kilka treningów progowych i właściwie nie zrobiliśmy żadnej kompensacji jedyne co mogliśmy zastosować to nieco ruchu aby nie mieć przerwy w bieganiu, która radykalnie spowodowałaby spadek formy. Poza tym nie chciałem aby Grzesiek stracił tygodnie ciężkiej pracy i musiał zrezygnować z półmaratonu w Gdańsku, który był jego celem. W ostatnich trzech tygodniach priorytetem była gotowość do startu 16 października a wynik? Wiedziałem, że będzie życiówka (Grzesiek też) niewiadomą pozostawały liczby.

Współpraca z Grześkiem to była czysta przyjemność, ja opowiadałem mu o przygotowaniu do zawodów on przerywał mi słowami już o tym czytałem na mojej stronie. 😉 Natomiast o wiele ważniejsze było to, że dobrze realizował zaplanowane treningi, nie oszukiwał, nie dodawał a gdy musiał coś opuścić informował mnie zawczasu i wtedy modyfikowaliśmy nasz plan.

Znowu wyglądało to oryginalnie, nigdy nie widzieliśmy się na żywo, mimo wielu rozmów telefonicznych czy internetowych a udało nam się sobie wzajemnie zaufać.

Dobra ale zapomniałem o wyniku Grzegorz wybiegał w półmaratonie Gdańskim 1:51:22. Choć moim zdaniem był przygotowany na 1:48 swój optymizm opieram na życiówcę z 10 km, którą osiągnął 3 tygodnie wcześniej przypłacając ją urazem łydki. W Gdańsku drugą dychę pobiegł 1:07 sekundy szybciej niż pierwsza połówkę więc tylko się cieszyć ze zrealizowanych założeń taktycznych i dobrego humoru na mecie. W Gdańsku było za zimno temp. od 3-7 C nie sprzyja bieganiu na maksimum do tego zbyt luźny okres przygotowawczy przed półmaratonem ze względu na ograniczenia treningowe i efekt pozostawił wynik poniżej możliwości ale co się odwlecze to nie… a przynajmniej wiemy, że stać nas na więcej.

Myślę, że Grzegorz może bez problemu biegać półmaratony w tempie 1:45 trenując 3 razy w tygodniu. I jestem przekonany, że już za rok o tej porze może to osiągnąć. Na wiosnę wyznaczyliśmy sobie za cel przebiegnięcie maratonu. Ma to być start świadomy nie na konkretny wynik ale świadomie bez ściany po solidnych przygotowaniach a wynik? Wprawdzie nie będzie tu najważniejszy to ja jestem optymistą, bo jeśli on biega tak dojrzale połówki da sobie radę na dystansie „nieco” dłuższym.

Ps. A na koniec najlepsze. Ostatnio Grzegorz prowadził przez 2,5 roku drużynę piłkarską GKS Cresovię Górowo Iławeckie co roku awansując z nią do wyższej fazy rozgrywek. On trener zaufał mi amatorowi, który póki co może się przedstawić tylko z 9 letnim doświadczeniem.

Dzięki Grzesiek.

Inne osoby czytały również:

Długie wybieganie.

2018-07-13 12:48:56
runnerski-pl

18

Życie po maratonie, wnioski, plany.

2018-04-19 13:11:03
runnerski-pl

18

Muszę nieco odblokować głowę

2018-01-20 19:20:35
runnerski-pl

18

Puzzel motywacyjny czyli wyznaczanie celu

2017-11-23 15:13:16
runnerski-pl

18

Znaczenie gumek w życiu mężczyzny.

2017-05-10 17:05:06
runnerski-pl

18