Jestem wyjątkiem czy regułą czyli mój stres przed zawodami.

Gdyby ktoś chciał oceniać nasze nastroje przedstartowe z fotografii i wpisów na FB to w zasadzie każdy z nas jest obdarzony psychiką twardą niczym mur chiński. Jesteśmy waleczni, zdeterminowani i głodni sukcesu w „jutrzejszych” zawodach. A w sypialniach w noc poprzedzającą start rozgrywa się dramat bezsenności a toalety na linii startu pękają w szwach (przepraszam za to bardzo obrazowe stwierdzenie).

Ludzie w oczekiwaniu na wystrzał startera uśmiechają się ale jednocześnie zawsze tłumaczą się przed koleżanką lub kolegą biegaczem: „no wiesz dzisiaj jestem jakiś przemęczony” albo „ostatnio chorowałem”.

Nikt nie mówi: „tak dzisiaj rozwalam swoja życiówkę”, „miażdżę ją w pył”, „jestem w życiowej formie”. Pomijam już fakt, że złe nastawienie psychiczne to potencjalne przyciągniecie kłopotów zaś odwrotnie dobre myśli to zapewnienie sobie sukcesu. Większość z nas jest pesymistami przed zawodami a optymistami jedynie gdy aplikujemy sobie bardzo ciężki trening. Moim zdaniem to ciekawe spostrzeżenie, że łatwiej jest trenować interwały niż pozytywne nastawienie i optymizm. Wrócę jednak do bezsennych nocy i pełnych toalet.

Jestem bardzo ciekawy jak reagujecie na zawody, jak reaguje Wasz organizm. Zapewne wielu z Was podchodzi do startów bezstresowo przecież to kolejny bieg dla przyjemności i rzeczywiście ja również gdy biegam czysto treningowo i dla przyjemności jestem w miarę komfortowym stanie. Lekkie zdenerwowanie przed startem i to w zasadzie wszystko ale kiedy biegnę i celem jest osiągnięcie ambitnego wyniku nieraz pewnie zbyt wygórowanego zaczyna się jazda.

Moi najbliżsi już kilka dni przed imprezą twierdzą, że jestem rozdrażniony i pewnie mają odrobinę racji choć ja czuję się normalnie. Kiedyś rzeczywiście chodziłem nakręcony już na tydzień przed zawodami teraz jest większy luz ale nie mam pełnego odprężenia i relaksu. W ciągu ostatniego tygodnia myślę o starcie częściej niż wcześniej ale przeważnie są to sprawy organizacyjne.

Śledzę prognozy pogody kilka razy dziennie choć i tak nie ma to większego sensu biorąc pod uwagę, że są to tylko prognozy, które ulegną zmianie. Myślę w co się ubrać choć zawsze pakuję się i podejmuję decyzje o stroju w ostatniej chwili.

Planuję ostatni tydzień treningów żeby nie przeholować z ich intensywnością. Mimo, iż mam wypracowany i sprawdzony schemat według którego na sobotnie zawody robię ostry trening we wtorek a potem luźny maksymalnie 40-50 minutowy bieg w czwartek. Natomiast przed maratonem kombinuję bardziej spokojne jednostki treningowe.

Dwa, dni przed startem jestem rzeczywiście nakręcony, liczę czasy, międzyczasy, sprawdzam dyspozycję na odbytych w ostatnich dniach treningach mimo, że to wszystko znam na pamięć. Szukam potwierdzenia, że będzie dobrze. I nakręcam się niekoniecznie pozytywnie.

W dniu zawodów zawsze miałem obowiązkowe wizyty w toalecie i to nie jeden raz ale w tym roku wszystko się uspokoiło przekonałem samego siebie o swojej dyspozycji i nie jem już do ostatniej chwili makaronu pełnoziarnistego z ogromną ilością błonnika co od razu działa in plus.

W ogóle nie przesadzam z ilością jedzenia oczywiście węglowodanowy bak staram się napełnić jak należy ale wychodzę z założenia, że podobnie jak z treningiem lepiej być niedotrenowanym przed startem niż przetrenowanym tak samo przy jedzeniu lepiej być najedzonym niż przejedzonym i ociężałym.

To jedna z najważniejszych zmian w moim podejściu do zawodów. Zdarzało mi się biegać z dodatkowymi kilogramami zjedzonymi w ostatnich dwóch, trzech dniach przed startem. Tymczasem wyszedłem z prostego założenia skoro idę na trening w ciągu tygodnia i robię fenomenalną „piętnastkę” w super tempie i mam na koniec siły to np. na półmaratonie czy 10 km zrobię to identycznie no może jeśli chodzi o 21 km to minimalnie bardziej naładowany. Trzeba tu znaleźć własne proporcje.

Sen przed zawodami. Kiedyś miałem z tym ogromne kłopoty teraz jest lepiej ale zauważyłem znowu, że u mnie przysłowiowe „lepsze jest wrogiem dobrego” sprawdza się doskonale. Jeśli chodzę spać standardowo o 22.00 to nie mogę przed zawodami wskakiwać pod kołderkę już o 20.00 czy 21.00, bo potem o 2.00 budzę się wypoczęty i mam dwie godziny stresujących myśli a rano wstaję zmęczony i… zestresowany. Znowu staram się podążać standardowym wytartym szlakiem.

Dobrym rozwiązaniem jest chodzić cały tydzień spać 15-30 minut wcześniej co jest niezauważalne dla jakość snu a powoduję dodatkową regeneracje, której nawet ewentualnie gorzej przespana ostatnia noc nie popsuję tak mocno.

Przez kilka lat biegania stresowałem się startem bardzo mocno zawsze wypadając dużo gorzej na zawodach niż na treningu. Nawet uwierzyłem w to, że startuję z zaciągniętym hamulcem ręcznym i nagle on puścił choć nie mogę powiedzieć aby odpuścił całkowicie.

Na przykładzie wyglądało to tak: normalnie po przebudzeniu mam tętno 46-50 uderzeń serca na minutę a w poranki przed zawodami bywało 60-62 teraz staram się jak najmniej myśleć o starcie i po przebudzeniu jest 48-53 widoczna poprawa przekładająca się i odzwierciedlająca mniejszy stres

Zauważyłem, że moim najlepszym sprzymierzeńcem w pokonaniu zdenerwowania przed startem jest zaprzestanie planowania wyniku. Właściwie za każdym razem gdy zakładałem sobie jakiś czas wypadałem gorzej. Od początku biegu wiedziałem, że jest za wolno co mnie dodatkowo usztywniało pewnie podnosiło tętno i psuło efekt końcowy.

Teraz zakładam sobie tylko przedziały tętna i wynik jest sprawą drugorzędną. Chcę pobiec najlepiej jak potrafię w tym dniu, pokonać drugą część trasy szybciej niż pierwszą a ile to będzie… zobaczymy. Niestety od tej teorii bywają wyjątki ale to moje błędy za to stres przed startem jest dzięki temu mniejszy.

Również doświadczenie regularnych startów jest nie do przecenienia. Kiedyś półmaraton wzbudzał u mnie strach teraz uśmiech i myśl: czekam kiedy się znowu zmierzymy. Nie lekceważę tego dystansu ale jest on w moich myślach przyjemny choć przecież doskonale wiem, że po 17 km najczęściej potrafi on bardzo boleć ale boli tylko chwilę kilkanaście minut.

Zmieniając nastawienie psychiczne i poznając dystans przez wielokrotne starty jest mi z każdym kolejnym udziałem w zawodach łatwiej. Ciekawe czy kiedyś uda mi się stanąć na linii startu biegnąc po rekord życiowy całkowicie wyluzowanym i wypoczętym psychicznie może dopiero wtedy pokazałbym na co mnie stać.

Polecam spróbować zastanowić się nad tym aspektem Waszych startów. Teraz pewnie już po sezonie startowym może łatwiej będzie pomyśleć na chłodno co zmienić przed startem aby było spokojniej, bo to przekłada się na lepszy wynik w stopniu nieraz większym niż dodatkowe interwały czy długie wybiegania. Spróbujcie znaleźć własny sposób na oszukanie swojej psychiki. Na mnie niestety nie działają techniki relaksacyjne natomiast każdy ma swój sposób może wystarczy przestać planować, poprawić sen, jedzenie, ostatnie treningi i efekt będzie zauważalny i wizyta w toalecie okaże się zbędna.

Trzeba kombinować tylko bez przesady, bo wtedy nakręcamy się i… stoimy w kolejce do toi toia.

Polecam coś nowszego z tego cyklu czyli co robić przed zawodami?

Inne osoby czytały również:

Historia pewnego wyprzedzania

2017-11-14 17:34:36
runnerski-pl

18

Jedzenie przed, w trakcie i po treningu.

2017-01-26 15:12:44
runnerski-pl

18

Strach przed maratonem.

2016-11-23 19:03:58
runnerski-pl

18

Czego nie robić przed zawodami.

2016-10-05 19:48:09
runnerski-pl

18

Co robić przed startem?

2016-09-26 20:51:37
runnerski-pl

18

Wybiegaj się przed maratonem.

2015-08-20 14:18:40
runnerski-pl

18

  • Malgorzata Wrzesinska

    Też tak nie raz mam przed startami, że nie mogę usnąć. Chociaż ostatnio – miałam inne „problemy” na głowie i przed startem udało mi się rozbić ten stres bo myślałam o tych innych sprawach.

    U mnie przed startem przeważnie już rośnie adrenalina – godzinę przed, chyba, że (pamiętam z biegu nocnego) chodziłam poddenerwowana wtedy przez cały dzień przed biegiem i nie mogłam sobie miejsca zaznać i cokolwiek brałam do ręki to odkładałam – nie mogłam się skupić.

  • Pingback: Co zrobić przed startem? - Bieganie dla każdego()