Mój największy biegowy sukces: ja trener.

Dla samego siebie jestem w pewnym sensie trenerem. Nie realizuję gotowych planów treningowych tylko sam je układam i dopiero wtedy „testuje” je na sobie. Z roku na rok poprawiam swoje rekordy i to chyba sprawia, że mógłbym powiedzieć o sobie oczywiście z przymrużeniem oka: ja trener.

Wierzę w skuteczność moich rozwiązań skoro z takiego biegowego beztalencia jak ja zrobiłem przyzwoitego biegacza. Natomiast w pewnym stopniu jestem nieobiektywny ponieważ nie mam zbyt dużo materiału potwierdzające moje teorie.

Wielokrotnie pomagałem już różnym osobom w ich treningach. Odpowiadałem na pytania kolegów, czytelników czy nawet zupełnie obcych osób. Nawet prowadziłem znajomych w całym cyklu przygotowań i zawsze udało nam się zrealizować zakładane cele. Choć z drugiej strony zawsze czułem niedosyt, bo szukałem kogoś kto zrobi wszystko co opracuję i zaplanuję z równie dużym zaangażowaniem jak gdybym robił to ja sam.

Zniechęcały mnie osoby, którym pomagałem a one zmieniały plany treningowe, biegały więcej nie wierząc, że moje „mniej” będzie lepsze niż np. ich „więcej” treningu. Teraz mogę powiedzieć o sobie bez przymrużonego oka: Ja trener a to mój największy biegowy sukces.

 

3 lutego tego roku dostałem wiadomość, w której napisał do mnie Marcin z Częstochowy. Biegał niemal od roku i jego życiówka w półmaratonie wynosiła 1:39 do tego jak sam to określił „może Ty byś mi coś poradził i wyciągnął z tego marazmu, bo chciałbym w życiu biegać ok. 35min./10km”.

Musiałem przyznać, że to ambitne marzenia jak na jego ówczesną formę. Do tego Marcin był zajechany swoim wcześniejszym treningiem. Mimo, że nie trenował bardzo dużo to jednak nieco jednostajnie. Szczyt formy miał w listopadzie 2015 i trzy miesiące później z powodu braku roztrenowania czuł, że jest w marazmie i stagnacji.

Nigdy nie spotkałem człowieka, który miałby do mnie tyle pytań, na każdą moją odpowiedź miał kolejne zastanawiałem się nawet: czy on mnie sprawdza, czy jest aż tak ciekawy i co ważniejsze jak te pytania przełożą się na zaangażowanie treningowe.

Wymienialiśmy poglądy, rozmawialiśmy przez telefon i nawet nie wiem jak od dyskusji przeszliśmy do pierwszych propozycji treningów jakie mu przesłałem. Nasza współpraca od początku nie polegała na realizacji przez Marcina planu na kilkanaście tygodni tylko cały czas kontaktowaliśmy się, modyfikowaliśmy i dopasowywaliśmy treningi do różnych zmiennych. Do tego wymienialiśmy wiedzę podpierając się moimi doświadczeniami w zakresie tematów od samego startu w zawodach po inne prozaiczne aspekty biegania a nawet rzeczy zupełnie nie związane z bieganiem ale po kolei.

Mając do dyspozycji archiwalne treningi Marcina szybko zauważyłem, że powinniśmy zacząć od porządnego roztrenowania. Marcinowi jednak bardzo zależało na starcie 20 marca 2016 r. w półmaratonie żywieckim. Jedyne co mogliśmy zrobić z jego zajechanym organizmem to dać mu świeżość i przyprawić ją kilkoma mocniejszymi akcentami.

Czekała go jednak bardzo trudna trasa w Żywcu oraz nieciekawa pogoda. Na starcie ledwo przekraczająca 0C było więc bardzo ciężko a do tego wietrznie. Marcin powalczył i mimo, iż prognozowałem dla niego na tej trasie wynik poniżej 1:45 pobiegł znowu w okolicach życiówki 1:39. Uwzględniając niedogodności myślę, że był wtedy przygotowany na wynik w okolicach 1:37.

Współpraca układała się niesamowicie. Ten facet robił treningi dokładnie co do minuty tak jak mu sugerowałem w kolejnych tygodniach. Nic nie dodawał, nic nie ujmował. Biegał tyle powtórzeń ile było w planie, takim tętnem jakie mu zalecałem. Nawet ja nie jestem u siebie takim radykałem.

Praca z taką osobą z perspektywy trenera to jedna wielka przyjemność, mimo ogromu pytań jakie do mnie kierował ale ja wiem, że tylko zawodnik rozumiejący potrzebę poszczególnych narzędzi treningowych czy rozwiązań będzie realizował plan treningowy jeszcze skuteczniej. Dlatego zawsze odpowiadałem.

Wróćmy do Marcina, po półmaratonie musiał zrobić przerwę: tydzień truchtania, dodatkowo zupełna przerwa od biegania i zaczęliśmy w połowie kwietnia plan o jasno zdefiniowanym celu: półmaraton jesienią ze wskazaniem na październik.

Uznałem, że Marcin potrzebuję 2 lat aby spokojnie z poziomu 1:37-1:39 dojść do biegania poniżej 1:30 (mi zajęło to prawie 7 lat). Nie znałem jego możliwości, wytrzymałości na aplikowane treningi więc zaczęliśmy ostrożnie aby się poznać i zmniejszyć ryzyko kontuzji.

Oczywiście najważniejsze było też to aby biegał mało, tzn. stosukowo niski kilometraż tygodniowy (40-50 km) a zyski z tego były jak największe. Dlaczego tak? Głównie aby poznać jego możliwości i uniknąć kontuzji. I rzeczywiście Marcin trenował co drugi dzień czyli w tygodniu miał 3 lub 4 treningi.

Już po ośmiu tygodniach wiedziałem, że aby osiągnąć cel w postaci 1:30 na półmaratonie nie będziemy potrzebowali 2 lat ale zrobimy to znacznie szybciej. Pierwsze to talent tego chłopaka połączony z młodym wiekiem oraz warunkami fizycznymi. Drugie to IDEALNE podejście do treningów i ich realizacja.

Wystarczy komplementów teraz fakty. Szczyt formy szykujemy na październik ale przedwczoraj Marcin pobiegł w upale (30C) półmaraton w Tychach. Znowu założenia miałem ostrożne. Liczyłem na 1:35 a on wykręcił 1:31:10 (netto) był 24 na 444 osoby do tego 7 w kategorii wiekowej.

Dla mnie to ogromny powód do dumy. Cieszę się bardziej z jego sukcesu niż ze swojego tegorocznego wyniku 1:29:31. Warto robić coś dla innych. Czekam na październik, bo wiem, że Marcin już teraz pobiegłby dużo szybciej niż ja w swoim najlepszym biegu i będzie do tego potrzebował dużo mniej czasu niż ja.

W tak zwanym międzyczasie zamierzamy złamać jego życiówkę na 10 km.

 

Ten tekst nie jest w założeniu reklamą mojej osoby, bo nie jestem zainteresowany kolejnymi osobami do treningu. Jestem tylko ogromnie szczęśliwy, że komuś pomogłem a przy okazji bezpiecznie zweryfikowałem swoje założenia treningowe. I co najważniejsze ta droga jeszcze nie pokazała nam końca…

Dziękuję Marcin za Twoje zaangażowanie i wiarę we mnie.

PS. Mam jeszcze jednego „asa” w rękawie, Grzegorz dawaj, dawaj najlepsze dopiero przed Tobą… ale to będzie październik.

 

aktualizacja z X/2016 r. – W PAŹDZIERNIKU MARCIN ZNOWU WYSTARTOWAŁ W PÓŁMARATONIE I POBIEGŁ W CZASIE 1:26:06 🙂

Inne osoby czytały również:

Przepis na sukces.

2017-05-30 17:56:05
runnerski-pl

18

Biegowy trener personalny (wirtualny).

2016-12-12 19:23:51
runnerski-pl

18

Trener personalny.

2016-12-08 16:18:09
runnerski-pl

18

Zostań swoim trenerem.

2016-05-25 08:19:59
runnerski-pl

18

Maraton Poznań w roli trenera.

2015-10-12 13:42:40
runnerski-pl

18

Humor biegowy.

2015-06-08 15:00:19
runnerski-pl

18

  • Gratuluję Marcinie – możesz być z siebie dumny bo wiesz, że Twoja idea świadomego biegania przynosi owoce ale nie tylko sama idea się liczy, liczy się to jakim jesteś człowiekiem i jak ciągniesz innych do góry i pomagasz im rozwijać skrzydła. „kto przewiezie inną osobę na drugi brzeg – sam też tam dojedzie” i to Ci wychodzi – rób to dalej 😉

    P.S. Bardzo ładny szablon, bardzo przejrzyście teraz u Ciebie 🙂

    • Dziękuję Gosiu za miłe słowa jestem bardzo zadowolony z postępów Marcina, nigdy nie myślałem że czyjeś sukcesy mogą mnie tak cieszyć, miałem w tym swoją „cegłę” ale to i tak Marcin wykonał najgorszą robotę.

      Nad stroną trochę popracowałem ale to nie koniec. 😉

  • Pingback: 39:15 - Bieganie dla każdego()

  • Pingback: Trener personalny. - Bieganie dla każdego()

  • metricrunner

    Cześć, czy mógłbyś podzielić się planem treningowym który ułożyłeś dla Marcina? Może nawet z opisem dlaczego akurat konkretną jednostkę treningową wybrałeś w danym tygodniu. Nie chce nic bezmyślnie kopiować, bo też sam układam sobie plany treningowe, ale jestem ciekaw co konkretnie zasugerowałeś Marcinowi i co zadziałało. Możesz pisać na trela800@yahoo.com. dzięki!