Historia pewnych rekordów – tekst motywujący !!!

 

Chciał biegać maratony, bo każdy wyobraża sobie, że to kwintesencja biegów długich ale w debiucie po połowie dystansu przytrafiła mu się kontuzja i marsz z próbami truchtu do mety. Potem w kolejnym starcie bardzo podobnie i problemy z ukończeniem dystansu. Trenował naprawdę ciężko a już na pewno ciężej ode mnie. Biegaj chłopie połówki – doradziłem. Tutaj też pozostawał niedosyt. Przygotowywał się kilka miesięcy a w Nocnym Wrocławiu w zeszłym roku wykręcił 1:55:59 tymczasem w założeniu miał to być bieg poprawiający życiówkę 1:52:15 i droga ku 1:40… każdy biegacz poczułby gorycz porażki i załamał się, zapowiadał się kolejny zmarnowany sezon ponieważ jesień też rozczarowała ale…

Wymyślił i poukładał sobie wszystko od początku. Najpierw postawił na 10 km tu jego rekord życiowy oscylował w granicach 50 minut więc wcale nie musiało być łatwo jednak zmienił trening. Obok biegania zaczął stosować trening uzupełniający, ćwiczenia siłowe dobrze przemyślane i odpowiednio spasowane. „Siłą” rzeczy zgubił kilka kilogramów choć kluczem była zupełnie inna sprawność i wydolność. Porzucił 30 kilometrowe wybiegania na rzecz szybszych i bardziej specjalistycznych treningów. Przy okazji nie miał już kontuzji jak bywało to wcześniej.

Pierwszy tegoroczny sprawdzian w Żaganiu przyniósł wynik 47:18 teraz już wiedział, że skoro to Cross to na asfalcie powinno być lepiej. Tydzień później miał pojawić się właśnie na takiej trasie ale obowiązki sprawiły, że nie potwierdził swojej formy i oczekiwań, trenował dalej. Kolejne 3 tygodnie i w Żarach próba pobicia 45 minut, która została okraszona lekkim niedosytem 45:34. No i w końcu bieg ostatniej szansy w zaplanowanym kalendarzu w Warszawie.

„Debiut na OWM w biegu Oshee 10km już za mną 🙂 Pierwsze wrażenia po biegu to —> SUPER, SUPER, SUPER z domieszką goryczy. Dlaczego? O tym zaraz. Na sam początek kilka faktów: lista startowa liczyła –> 11179 zawodników, ukończyło bieg –> 8456 (to są osoby które wystartowały i ukończyły bieg – tak to wynika ze strony organizatora). Gdzie ja się w tym tłumie plasuje? Całkiem, całkiem –> Miejsce Open: 820 a to umożliwił mi wynik 0:43:43 🙂 Nieźle i jestem zadowolony. Cel został osiągnięty :)”

Tu znowu wtrąci się narrator, nasz bohater przez skromność o tym nie wspomni ale wykonał kawał dobrej roboty przede wszystkim analitycznej poszukując swoich słabych punktów i zmieniając trening. Potem niemniej sił włożył właśnie w sam trening a progres z 50 minut na 43:43 to moim zdaniem pokonanie przepaści tym bardziej, że on biega już dobrych kilka lat a więc nie jest to poprawa początkującego biegacza. Jeśli ktoś chciałby więcej polecam znaleźć Wojtka na FB #biegającyczterdziestolatek

Pokazał nam, że można wyraźnie poprawić swoje bieganie, dla mnie to bardzo motywująca historia aż poleciałem po tym jak usłyszałem jego relację na trening. Musiałem choćby na 50 minut wolnego BS-u choć w planie miałem wolne.

Poniżej przedstawiam całą jego relację skopiowałem ją z jego profilu ale Ciiiicho sza… i jeszcze jedno pierwsze 5 km pobiegł wolniej o 7 sekund niż drugie 5 km (klasyczny negative split) no i co można biegać IDEALNIE – można.

Wojtek wielkie GRATULACJE.

„Pierwszy Akt: dotarcie do Miasteczka Biegaczy. Pobudkę miałem dosyć wcześnie o 3 w nocy!! Tak, tak — i praktycznie nie spałem do 6:00 rano. O 7:00 miałem zamówioną taksówkę, tak więc po 6:00 zwlokłem się z wyra. Dwa banany na śniadanie i izotonik. Przed 7:00 była już taksówka, tak więc się zabrałem i dojechałem do Miasteczka Biegaczy. Tam zobaczyłem, że jeszcze mam sporo czasu. Przeszedłem się w około. W końcu poszedłem do przebieralni i spakowałem swój depozyt. Oddałem go i kilka razy zaliczyłem ToiToje.  

Następnie udałem się do stref startowych. Moja strefa znajdowała się oznaczona jako 45:00 – 40:00. Ostro pomyślałem sobie. Bo stosunkowo ona była bardzo mała. Tutaj rodzi się ta szczypta goryczy. Praktycznie trzeba było się ustawić ponad 30 minut przed rozpoczęciem biegu w swoich strefach. Dobrze, że była sesja rozgrzewki wspólnej –> co się okazało fajnym pomysłem i faktycznie ciało zmarznięte (bardzo zimno i duży wiatr) udało się rozruszać przed samym startem. Pomysł organizatorów, że w tym samym czasie startują Maratończycy jak i Długodystansowcy 😉 ale w przeciwnych kierunkach był naprawdę super. Podczas oczekiwania na bieg widziałem jak rozgrzewa się Elita Maratończyków w tym Artur Kozłowski jak i Henryk Szost. Ależ oni są chudzi.  Po rozgrzewce nastąpił start obu biegów i w tym momencie czas na….

Drugi Akt: Bieg i walka na trasie. Wcześniejszym moim pomysłem na tytuł tego aktu był sam Bieg. Niestety po całym biegu stwierdziłem, że muszę dodać coś jeszcze do tej nazwy – i to będzie Walka na Trasie. Sam początek był zgodnie z założeniami: wolniej o kilka sekund aniżeli docelowe tempo. Moim założeniem było złamać 45 minut. Czyli musiałem pobiec pierwsze kilometry (1,5 – 3) wolniej o 5 do 10 sekund. Pierwszy kilometr poszedł wyśmienicie – 5 sekundy wolniej od celu. Chcąc pobić 45 minut to musiałem biec ze stałym tempem 4:29 – czyli strategia jest realizowana.

Po pierwszym kilometrze widziałem jak stado niesamowitych biegaczy mija mnie jak chce. Pierwsza myśl to „WTF– to przecież nie tak ma wyglądać”. Idąc za swoimi myślami przyspieszyłem i w ten o to sposób otrzymałem: 4:16 (2 kilometr), 4:15 (3 kilometr), 4:11 (4 kilometr). No i wtedy pomyślałem, że to za szybko i to może się źle skończyć. Zwolniłem na kolejnych kilometrach, ale średnia w dalszym ciągu była taka, że cel powinienem osiągnąć. Niemniej w czasie biegu kryzys nastąpił po 8 km. Dziewiąty kilometr to była walka z samym sobą. Pomyślałem sobie wtedy: „Po co to wszystko”, ” Nie dam rady — zwalniam i dalej się nie męczę” Z drugiej strony były myśli motywujące „Toż to będzie kicha i plama na całego”, „Jeszcze tylko 1,5 km i jestem w domu”. Te 1,5 km to była mordęga!!! Wiatr prosto w twarz tak, że aż hamował mnie na całego. Doczepiłem się grupy biegaczy, których prowadził niezły motywator: „Dobra jedziemy 4:20 – jest nieźle”. Skorzystałem z tego i się podłączyłem. Chciałem zająć swoją głowę czymś innym. Tak więc myślałem nad tematami na jutrzejszy dzień sesji nagraniowej 🙂  Wtem słyszę „Zająca” „wydłuż krok, jeszcze 1 km i koniec”. Jego kompan wtem odpowiedział „Co ty mi piiiiiiisz przecież ja nie wiem gdzie jestem” 🙂 Ten mu odpowiedział „spokojnie dasz radę –> wydłuż krok i chowaj się przed wiatrem”. Ten się schował. Za mnie>!!!! Tylko gdzie ja mam się schować? W tym momencie patrzę przed siebie i widzę jak przede mną odwraca się Maciej Sztur. To był bodziec. To był impuls. Zbawienie 😉 (no może teraz to i przesadziłem).
Przyspieszyłem i zacząłem trzymać wyższe tempo. Z tyłu usłyszałem tylko tego, który był prowadzony przez „Zająca” – „Dlaczego tak wolno biegniemy?” Uśmiechnąłem się i postanowiłem zabrać mu ochronę wietrzną w mojej postaci. Poszedłem do przodu. Plan był taki –> Wyprzedzić MS (duży szacunek do człowieka mam jako aktora i osoby prywatnej – super gość ). Tak więc przyspieszałem. Do mety jest niespełna kilometr. Jeszcze jeden zakręt i prosta do mety. Wówczas przyspieszyłem jeszcze bardziej. Włączyłem swój dopalacz i wyprzedzałem tych, którzy wcześniej śmieli się mnie wyprzedzać 🙂 Szedłem jak burza. Jak grom. Byłem zadowolony ze swojego finishu. Ten mój „finisher” jest naprawdę fajny i daje taki zastrzyk adrenaliny, że hej.
Minąłem linię mety. Zatrzymałem się aby tchu złapać i wyłączyłem zegarek. Na liczniku 43:46 –> to jest to co pokazał mi zegarek. Wynik oficjalny idzie w świat tak, więc jest to 43:43 (muszę poćwiczyć refleks wyłączania zegarka). W ten oto sposób zakończył się Akt Drugi i nadszedł czas na …

Trzeci Akt: Refleksja. Wziąłem medal napoje i poszedłem po odbiór depozytu. Tam też miałem telefon. Zacząłem się zastanawiać nad tym co się wydarzyło. No cóż wynik poprawiony. Jest nieźle. Choć pierwsze refleksje skłaniają mnie do tego, że muszę zmienić plan treningowy i podnieść swój próg mleczanowy. Odebrałem depozyt. Wziąłem telefon — i poprosiłem o fotkę dokumentującą, że faktycznie skończyłem bieg 🙂 Następnie znalazłem dobre miejsce — w sofie — siedzące. Przebrałem się i zadzwoniłem do Żony i oznajmiłem, że żyję i jest ok. Następy telefon do Przyjaciela Marcin Rosak (runnerski.pl) i pochwaliłem się nowym rekordem 🙂 Wprosiłem się już do niego z wizytą — aby popracować nad moim planem treningowym. Cel złamanie 40 minut. Wiem ambitnie, ale jeżeli już mierzyć to wysoko ale realnie.
Potem już tylko oczekiwałem wyników Maratończyków. To co się wydarzyło to był szok. Dwóch Polaków na pierwszych miejscach!! Jak to Henryk Szost powiedział na mecie – „Wykosiliśmy Kenijczyków” W tym momencie był wielki aplauz kibiców.
W drodze do miejsca taksówek zatrzymałem się przy kulisach i wszedłem do środka i wykorzystałem moment aby zrobić sobie zdjęcie z Trzema Wielkimi Sportowcami (po kolei jak stoją): Tomasz Majewski, Adam Kszczot, Paweł Fajdek. Wielka nagroda i pamiątka.

I tak to się kończy moja pierwsza przygoda z ‪#‎OWM mam nadzieję, że za rok też będzie i będę mógł wystartować.

Tymczasem ze Stolicy pozdrawia ‪#‎biegajacyczterdziestolatek

ps Pewnie się zastanawiacie, czy wyprzedziłem mojego motywatora? Niestety nie udało mi się go wyprzedzić. Po biegu myślałem, że tak. Sprawdziłem wyniki i okazało się, że był prawie minutę przede mną. Wielkie gratulacje Maćku (mój rówieśniku 🙂 Za rok to ja będę przed Tobą 😉

 

Wojtek.

 

Wojtek proszę nie obrażaj się, że wykorzystałem ten tekst wiem, że był pisany na gorąco ale niech będzie on wsparciem dla innych… no i czekam na wizytę.

 

Inne osoby czytały również:

Rekordy, życiówki i taka tam moja codzienność.

2017-06-20 20:21:52
runnerski-pl

8

Wyniki konkursu „Z biegiem marzeń”

2017-06-17 16:20:12
runnerski-pl

8

Mała zabawa biegowa (MZB).

2017-06-14 18:57:52
runnerski-pl

8

Konkurs – Z biegiem marzeń.

2017-06-11 19:56:33
runnerski-pl

8

Metoda Jeffa Gallowaya.

2017-06-09 14:33:15
runnerski-pl

8

Metoda Jeffa Gallowaya strategia biegu.

2017-06-09 12:42:03
runnerski-pl

8

Warto mieć zasady.

2017-06-06 15:21:37
runnerski-pl

8

Przepis na sukces.

2017-05-30 17:56:05
runnerski-pl

8

  • metricrunner

    Fajny tekst. Gratulacje dla Wojtka za super czas i nowy rekord. Ta historia dobrze pokazuje że należy trenować z głową a nie tylko nabijać kilometry. Marcinie są szanse byś podał przykładowy tydzień z treningów Wojtka poprzedzający ten bieg? Życzę Wam jeszcze lepszych wyników w przyszłości. Pozdrawiam.

    • runnerski.pl

      Nie mam takiego zestawienia natomiast jeśli jesteś na FB lub masz kogoś kto tam jest to Wojtek każdy trening umieszcza pod swoim imieniem i nazwiskiem „WOJTEK MĄCZYŃSKI” nawet z często bardzo fajnym komentarzem nie jest to blog ot po prostu ma taką potrzebę.

  • Malgorzata Wrzesinska

    Super historia, bardzo miło mi się czytało – dowodząca tego, że można jak się chce osiągnąć w bieganiu wiele jak się odnajdzie słabe punkty i wzmocni je przez odpowiednie kroki i działania a klepanie kilometrów i nabijanie ich coraz więcej na biegowy licznik do progressu nie prowadzi. Pozdrawiam Was Wojtku i Marcinie 🙂

    • runnerski.pl

      On tak bardzo chciał i nie udawało mu się a tu nagle pstryk i działa…