Historia pewnego wyprzedzania

Trudno oprzeć się pokusie startu w Biegu Niepodległości nawet wtedy gdy się… nie biega lub biegało się kiedyś. A jeśli dodatkowo rok temu zrobiło się w tym dniu wymarzoną życiówkę na 10 km 39:59. Wtedy dopiero ciągnie wilka do lasu. I może właśnie dlatego również w tym roku powstała historia pewnego wyprzedzania.

Kolega napisał do mnie chyba osiem dni przed startem: Marcin chcesz odkupić pakiet startowy na Żagań? Odpowiedziałem natychmiast Tak. W dniu moich imienin mógłbym siedzieć… z butelką zacnej cieczy ale może jednak zdrowiej jest przewietrzyć płuca pomyślałem chwilę po swojej deklaracji.

Refleksja co do słuszności samego startu przyszła później. Przecież ja od połowy czerwca przebiegłem 7 km!!!!! A od sześciu tygodni po totalnym braku ruchu nie licząc kilku wycieczek rowerem uprawiam nordic walking. Z czego szydzą niemal wszyscy moim znajomi. Niektórzy zresztą za moimi plecami 😉

Zaplanowałem na tydzień przed startem próbne 10 km w realnym tempie bliskim 6:00 min/km. Do tego w towarzystwie. Przynajmniej dzięki temu wiedziałem, że spróbuję czy jeszcze potrafię biegać i nie zdezerteruję po pierwszym kilometrze. Było świetnie dycha w tempie 5:30!!!

A na następny dzień… nie mogłem… chodzić. Potem było wcale nie lepiej. W tym treningowym biegu poleciałem ambicjonalnie na przedniej części stopy, zamarzyło mi się znowu bieganie naturalne i moje łydki odmówiły posłuszeństwa w następnych godzinach. Wtedy zacząłem żałować decyzji o starcie w Żaganiu.

Postanowiłem nie biegać!

To znaczy do 11 listopada żeby nie zrobić sobie krzywdy. W planie pozostał tylko mój normalny 70-75 minutowy trening z kijkami co drugi dzień.

Kolega, który odstąpił mi pakiet startowy był wśród 20 osobowej elity tego biegu zaproszony bezpośrednio na linie startu. Organizator oceniając moje dokonania zaproponował mi… ostatni sektor gdzie kilku znajomych poważnie się zdziwiło widząc mnie na starcie. Natomiast mi nawet podobała się wizja wyprzedzania. W sumie było nas 938 osób pewnie 100-200 jeszcze za mną a grubo ponad pół tysiąca przede mną.

No i poleciałem zygzakiem. Szybko dostrzegłem balony na 55 minut a za chwilę na 50 minut. Niemniej prawa łydka już na 2 kilometrze skutecznie ostudziła moją ambicję targaną chęcią wyprzedzania. Utrzymywałem więc tempo w okolicach 4:20 i nie mogłem się nadziwić jak to robię. Po treningu w tempie 5:30 byłem przekonany, że tempo 5:00 no może 4:50 to moje absolutne maksimum tymczasem było szybko i boleśnie… w nodze. Po kilku minutach porzuciłem lądowanie na przedniej części stopy na „klasyczne” umartwianie się na piętę i opanowałem sytuację. Pełna kontrola tempa i tętna niemal do samego końca dystansu. Górka na 9 kilometrze zrobiła na mnie umiarkowane wrażenie i znowu wyprzedzałem.

Finalnie 151 miejsce na 637 mężczyzn i czas 43:52 to chyba bardzo dobry wynik.

Jako nastolatek grałem w koszykówkę i dużo bym dał aby wtedy trafić do naszej Gazety Lubuskiej. Tymczasem jestem jak wino 😉 dopiero z wiekiem nabrałem atrakcyjności 😉 i jak się okazało po okrągłych urodzinach wystarczy finiszować żeby spełnić marzenie sprzed lat 😉 Ktoś wyczuł pasję pod tą chustą a ja mam dodatkową pamiątkę.

Na poważnie. Wydolnościowo mógłbym biec dużo szybciej o czym świadczy średnie tętno 152 uderzeń serca na minutę gdzie na 10 km jest ono u mnie zazwyczaj w przedziale 158-160 ale moje mięśnie pozbawione biegania nie pozwalały na wiele więcej. Na szczęście wytrzymały podobnie jak łydka. Niemniej po biegu było… kwaśno.

Jak się okazuje można biegać całkiem szybko nie biegając. Natomiast nie jest to pomysł godny polecenia ponieważ boli. Wniosek miałem taki: jest kondycja i to naprawdę niezła zatem trening nordic walkingu nie powinien być obśmiewany a wręcz odwrotnie powinien być wdrożony jako forma uzupełniająca przez niejednego biegacza. Na przykład w miejsce długich wybiegań choć i tak wiem, że nikogo nie przekonam. Ale żeby biegać szybciej trzeba też biegać… szybko.

I tu rozpoczynam mój kolejny eksperyment.

Kontynuuję dalszą przygodę z kijami na razie na liczniku mam 7 tygodni. Celem są mistrzostwa polski w roku 2018 ale… jednocześnie zacznę biegać szybciej na zawodach, praktycznie nie trenując biegania. Czy to możliwe? Moim zdaniem tak. Od soboty obok normalnej życiówki mam ambitną życiówkę „beztreningową” 43:52 no to zobaczymy jak będzie za kilkanaście tygodni. Kto chce niech trzyma kciuki ewentualnie zrobi mi kciuka na facebooku.

Zapraszam do polubienia mojego artykułu i profilu na fb

Ps. Wszyscy znajomi pytali mnie na starcie – czemu nie biegam. Odpowiadałem zupełnie poważnie: A Ty ile biegasz 3 może 4 lata, bo ja już 10… zadam Ci to samo pytanie po 10 latach… czemu nie biegasz? Chyba, że się nie znudzisz czego szczerze Ci życzę, ja potrzebuję nowych wyzwań.

 

Inne osoby czytały również:

Historia pewnych rekordów – tekst motywujący !!!

2016-04-25 10:09:51
runnerski-pl

18

Puzzel motywacyjny czyli wyznaczanie celu

2017-11-23 15:13:16
runnerski-pl

8

Aby biegać szybciej wiosną trzeba najpierw…

2017-11-08 18:47:12
runnerski-pl

8

W roli debiutanta.

2017-10-30 19:31:27
runnerski-pl

8

Wracam

2017-10-24 17:37:49
runnerski-pl

8

To chyba już starość co?

2017-06-29 19:40:37
runnerski-pl

8

Rekordy, życiówki i taka tam moja codzienność.

2017-06-20 20:21:52
runnerski-pl

8

  • Ania Dróbka

    A ja kije bardzo lubię i szanuję. Wierzę, że utrzymują całe ciało w dobrej formie dużo lepiej niż bieganie. Profesjonalistką nie jestem, nawet nie bardzo wiem, o co Ci chodzi z tym lądowaniem na przód stopy 🙂 Kiedyś, gdy jednemu biegającemu koledze powiedzieliśmy, że teraz trochę nordic walkingujemy, powiedział: „grzech to nie jest, ale wstyd owszem” 🙂
    Ale Ty i tak te kijkowe czasy masz takie, jak ja przy bieganiu, więc co ja tu się będę odzywać 🙂

    • 🙂 Podobno przy kijach działa 90% mięśni, niestety jest tak tylko wtedy gdy chodzi się poprawnie niemniej i tak jest to jedna z najbezpieczniejszych form ruchu w zestawianiu z potencjalnymi korzyściami.
      Pozdrawiam ciepło Waszą rodzinę.