Epizod VI czyli rekordowy Bieg Bachusa i moja nowa rola.

W sobotę odbyła kolejna tym razem już XXX edycja Nocnego Biegu Bachusa. Na starcie 4 pętli po 2,5 km ulicami Zielonej Góry stanęło blisko 800 osób ten coroczny bieg związany jest nieodłącznie z Dniami miasta czyli popularnym świętem Winobrania.

Bieg jak zawsze był niesamowity i pewnie mało kto pamięta, że jeszcze 5-6 lat temu organizatorzy cieszyli się, gdy frekwencja sięgała 150 osób teraz razem z biegiem drużynowym rozgrywanym 2 godziny wcześniej oraz z Nordic Walkingowcami, którzy towarzyszyli nam na trasie razem pękło rekordowe 1000 osób

Ja też biegłem był to mój szósty start w tym sezonie po 4 półmaratonach i jednym 12 km krosie nadszedł czas na „dyszkę”. Nie mogłoby być inaczej, w końcu to mój asfalt położony z moich podatków. Natomiast pierwszy raz nie biegłem ulicami swojego miasta na maksimum swoich możliwości a mimo to już dwa dni przed startem byłem stremowany jak przed maturą. Ledwo chodziłem po domu szukając sobie zajęcia. Ale po kolei…

Za tydzień 13 września biegnę maraton wrocławski stwierdziłem więc nauczony wcześniejszymi doświadczeniami, że start i włożenie całych swoich sił w dystans 10 km skończy się naciągnięciami i obolałymi mięśniami towarzyszącymi potem przez kilka dni a i efekt treningowy może być z tego żaden. Dlatego postanowiłem przebiec cały dystans w rozsądnym średnim tempie załóżmy na 80%-85% możliwości.

W moim planie utwierdził mnie startujący w zawodach kolega, którego wspieram w jego przygotowaniu do maratonu w Poznaniu. Realizuje on przygotowany przeze mnie plan treningowy a ponieważ robi to dokładniej i skuteczniej niż zrobiłbym to ja sam kibicuje mu podwójnie za jego zapał i zaangażowanie.

Właśnie dlatego bałem się o ten start i stresowałem się ponad miarę, przecież jeśli pobiegłby słabo skompromituję się ja a on będzie musiał uznać, że ostatnie 14 tygodni poszło na marne tymczasem postawiliśmy sobie jasny cel poprawienie jego życiówki w maratonie 11.10.2015r.

Zanim jednak nastąpi ostateczny egzamin mamy zaplanowane 2 sprawdziany pierwszy z nich był w sobotę. Pomyślałem pomogę koledze i wystartujemy razem, poprowadzę go, podyktuję tempo, może trochę będę go studził z zapędami na szybki bieg na początku trasy. Ustaliliśmy przed biegiem strategie i wystartowaliśmy.

Trasa naszego biegu była bardzo pofałdowana wprawdzie nie ma na niej długich ostrych podbiegów ale odcinki idealnie płaskie stanowią zdecydowanie mniej niż połowę jej długości. Dlatego poziom trudności uważam za średni dla osoby wytrenowanej i wysoki dla kogoś kto źle rozłoży siły lub ma braki w przygotowaniu.

Moja obecność okazała się w zasadzie zbędna ponieważ biegłem obok kolegi ale żadnych z powyższych uwag nie musiałem wypowiadać on sam dyktował tempo, nie rwał do przodu i tylko uzyskiwane przez nas czasy wprawiały mnie w rozpacz ale biegłem spokojnie.

Jego rekord trasy wynosił 50:41 a rekord życiowy na 10 km 49:45 Zaczęliśmy pierwszy kilometr czasem 5:04 w tłumie zawodników spokojnie ustabilizowaliśmy tempo i kolejne kilometry to już tempo 4:57, 4:50 do tego momentu wszystko było zgodnie z moim planem jaki miałem w swojej głowie. Jeszcze przed biegiem nie mówiłem mu, że liczę na złamanie 49 minut a może nawet na pokonanie bariery 48 minut nie chciałem tworzyć presji lub rozbudzać nadziei ale sam cały czas przeliczałem.

Czwarty kilometr wyrwał mnie z marzeń o końcowym sukcesie pojawiło się tempo 5:02; fakt faktem było tu nieco więcej górek ale już widziałem oczyma wyobraźni 50:00 na mecie i mega porażkę zamiast spodziewanego zwycięstwa. Uważnie wsłuchiwałem się w jego oddech no cóż nie był bezszelestny jak mój, on zaczynał pracować ciężko a kolejne kilometry 5-7 w czasie 4:55, 4:59, 4:55 nie zapowiadały przyspieszenie pocieszające było to, że biegliśmy bardzo równo. Czasy na kilometr pomiędzy 4:50 a pierwszym 5:04 uwzględniając podbiegi i zbiegi świadczyły o naprawdę fajnym równym tempie co więcej od 6-7 kilometra cały czas wyprzedzaliśmy innych zawodników w tym także ludzi z kijkami!!! (co też kosztowało nas kilka lub nawet kilkanaście sekund).

Jednak w moim odczuciu trudno było usprawiedliwić czas podchodzący pod 50:00 innymi przeciwnościami jeśli moje założenia były bardziej ambitne. Jeszcze jedno w poprzednich biegach mój kolega na dystansie 10 km zwalniał więc byłem pełny obaw, biegłem obok właściwie nie odzywając się, bo on był tak skupiony na biegu, że na moje pytania o tempo czy dobre czy nie za szybko odpowiadał krótkim „dobrze” albo „ok”.

Ciągle denerwując się skupiłem się na jego technice biegu, powiedziałem mu że zaraz go dogonię niech biegnie swoim tempem zostałem kilka metrów z tyłu i obserwowałem jego bieg m.in. sprawdzałem kadencje. Żaden trening nie dostarczy tylu cennych obserwacji co możliwość oglądania zawodnika podczas zawodów. I rzeczywiście dopiero teraz wiem co musimy poprawić. To był bezcenny eksperyment i cenne wskazówki na następne treningi.

7-8 km, ostatnie okrążenie czułem delikatne przyspieszenie jakie wykonał no cóż kiedy jak nie teraz, znowu byłem ostrożny czy wytrzyma jeszcze 3 km. Za chwilę pozostało nam 2,5 km przecież to jeszcze kawał drogi. Pamiętałem swoje starty z lat ubiegłych a był to chyba mój 5 lub 6 start na tej trasie, że w przypadku osłabnięcia na 4 okrążeniu podbiegi stają się dłuższe i bardziej strome, coraz trudniej złapać powietrze ale kto nie ryzykuje ten nie piję szampana.

8 km – 4:44 potem 9 km 4:44 mijaliśmy ludzi przepraszam za porównanie jak… tyczki a na ostatniej prostej, która ma chyba 400 metrów czułem się jak członek legendarnej kadry naszych 400-metrowców Józefa Lisowskiego, grzaliśmy ostro mój zegarek pokazał tempo 4:19.

Dla mnie cały bieg był raczej średnim treningiem ale na ostatniej prostej, a właściwie na linii mety moje tętno sięgnęło górnych granic swoich możliwości.

Czas no właśnie… 🙂 48:31 !!! lepiej od rekordu trasy 50:41 lepiej od jego życiówki 49:45 (która była na trasie płaskiej). Na mecie długo gratulowałem koledze, bo pokazał charakter, pobiegł rewelacyjnie taktycznie równo przez 7 km i szybciej na 8,9 km i niemal sprintersko na 10 km. O to chodzi w bieganiu świadomym. Piękny bieg, dobry rezultat pozwalający nam optymistycznie patrzeć na maraton w Poznaniu. A może nawet co ważniejsze dostarczający ogromnej motywacji do dalszych treningów.

Jeszcze zestawienie 4 międzyczasów z naszych zegarków:

2,5 km – 12:25

5 km – 12:32

7,5 km – 12:22

10 km – 11:12

Jeszcze coś dla zwolenników biegania w określonym tempie – Ani przez moment nie kierowaliśmy się tempem, biegliśmy na zaplanowanym wcześniej TĘTNIE. Wyszło prawie idealnie.

Była rezerwa i to spora swoją poprzednią życiówkę zrobił na średnim tętnie 161 teraz było 157, wtedy było zimniej około 10 C w założeniu jednak nie miał to być bieg w którym mój kolega pobiegnie o życie miał to być sprawdzian pozostawiający w tyle głowy przekaz: jestem mocniejszy ale jeszcze nie pokazałem jak bardzo.

A „trener”…? Jest dumny niczym przy swoich najlepszych biegach. Miałem autentycznie radość taką jak gdybym to ja sam pobiegł na swój rekord.

Mój plan na złamanie moich rekordowych 41 minut na 10 km odkładam na inny termin ciesząc się z innego powodu i już myśląc o tym co wydarzy się za tydzień na moim dystansie 42 km tu wszystko znowu będzie zależało tylko ode mnie.

Łukasz Gratuluję Ci, dalej rób swoje.

PS. Jeszcze po biegu gdybałem w samochodzie, gdyby nie Ci kijkarze i wolniejsi biegacze, gdyby było 14-15C tak jak zapowiadały prognozy a nie 19-17C, gdybym zapomniał o następnych jego biegach i pociągnął go szybciej nie zważając na ryzyko to musiałoby zamiast 48:31 być 47:59 taki mam charakter cieszę się z sukcesu ale nieustająco szukam kilku sekund… i to mnie motywuję najlepiej do dalszych treningów.

PS2. Łukasz po maratonie w kwietniu zrobił sobie 22 dni wolnego od biegania i potem przez 14 tygodni biegał dokładnie 3 razy w tygodniu realizując kilometraż na poziomie od 30 do 42 km tygodniowo. Nigdy nie biegał dzień po dniu i nie robił treningów dłuższych niż 2 godziny ale łatwo nie ma…

PS3. Muszę jeszcze o tym: szkoda, że wyobraźnia organizatorów jest zbyt skromna aby przewidzieć, że na wąskich uliczkach (w kilku miejscach jest to jeden pas ruchu) rozpędzony tłum 800 osób ma wystarczająco ciężko i dodatkowe dołączenie wspomnianych przedstawicieli Nordic Walkingu (którzy najczęściej idą dwójkami) jest stworzeniem niebezpiecznych sytuacji na trasie ale to jedyny minus tej imprezy.

ZAPRASZAM NA WINOBRANIE TRWA JESZCZE PRZEZ TYDZIEŃ. Powrót na FB

Inne osoby czytały również:

Rekordy, życiówki i taka tam moja codzienność.

2017-06-20 20:21:52
runnerski-pl

18

Roztrenowanie w bieganiu.

2016-10-16 14:13:53
runnerski-pl

18

Jeśli moja teoria byłaby prawdziwa.

2016-07-13 09:04:22
runnerski-pl

18

Trenowałeś kiedyś psychikę?

2015-09-25 08:37:21
runnerski-pl

18

Przetrenowanie.

2015-05-06 14:47:29
runnerski-pl

18

To chyba już starość co?

2017-06-29 19:40:37
runnerski-pl

8

Wyniki konkursu „Z biegiem marzeń”

2017-06-17 16:20:12
runnerski-pl

8

Mała zabawa biegowa (MZB).

2017-06-14 18:57:52
runnerski-pl

8

  • Malgorzata Wrzesinska

    Wow – wielkie gratulacje dla Was obojga !! 🙂 Widzę Marcinie, że adrenalina Cię zjadała przed startem a tu tak ładnie poszło. I podziwiam Cię – pewnie trudno jest prowadzić kogoś – tak aby nie przeszarżował na zawodach tydzień przed ważnym startem tylko pobiegł treningowo a tutaj proszę – wielki sukces 🙂