Dycha po Żarach i kilka cennych wniosków.

Dycha po Żarach i kilka cennych wniosków.

Kiedy wybierałem w swoim kalendarzu datę 17 kwietnia na start w Żarach wierzyłem, że będzie to pierwszy w moim życiu bieg na dystansie 10 km poniżej 40 minut. I mimo, iż realizację planu tak szybkiego biegania w tym mieście mogę odstawić na przyszły rok to jednak jestem zadowolony, bo znowu nauczyłem się przy okazji kolejnego startu kilku rzeczy o sobie i swoich możliwościach. Dlatego czas 41:41 i 66 miejsce na blisko 600 osób w kategorii Open sprawiają mi wielką satysfakcję.

 

Już w samochodzie Wojtek, z którym wspólnie wybraliśmy się do Żar miał ze mną ciężko, nawet bardzo ciężko. Marudziłem mu przez cała drogę a potem podczas odbierania pakietów startowych i rozgrzewki, powtarzałem w kółko, że nie chce mi się biegać, że może lepiej było zostać w domu, po co my to robimy, jest zimno, zacznie padać mogliśmy w domu z bliskimi wypić po „izotoniku” itd. Wybitnie nie chciało mi się… .

Było tak tylko dlatego ponieważ wiedziałem, że choroba, która towarzyszyła mi w całym poprzednim tygodniu, nie do końca odpuściła, bo wciąż leciało mi z nosa, pokasływałem i do tego miałem temperaturę 36,9 C wielu się uśmiechnie, że to prawie nic. Też w to uwierzyłem. Czułem się w miarę dobrze ale wiedziałem, że daleko mi do normalnej dyspozycji.

Dlaczego pojechałem na te zawody?

Nie wiem, chyba niestety to uzależnienie. Tak bardzo wyobrażałem sobie przez cały marzec i pół kwietnia ten rekordowy bieg, że gdybym poddał się bez walki poczułbym się załamany. Rano zmierzyłem tętno spoczynkowe, po przebudzeniu wyniosło 57 uderzeń serca na minutę przy czym normalnie powinno być w zakresie 45-48. Oznaczało zatem, że nie jestem w stanie pobiec w tym dniu najszybciej w życiu. Bałem się, że skończy się wynikiem 43:20 i będę bardzo rozczarowany.

Miałem zatem wybór pomiędzy odpuszczeniem i w konsekwencji załamaniem a podjęciem próby zmierzenia się z osłabieniem i 10 kilometrami i na mecie pewnie rozczarowaniem. Dlatego tak bardzo nie chciało mi się biegać.

Rozgrzewka przebiegła planowo, kilka kropel z nieba nie przerodziło się w deszcz więc przynajmniej 10 stopniowa pogoda napawała optymizmem. Wystartowaliśmy, pierwsze 2 kilometry wypadły lepiej niż zakładałem średnio w tempie 4:01 ale potem zaczęły się pagórki i kostka brukowa. Na koniec biegu mój zegarek wskazał sumę podbiegów na 17 metrów ale to był chyba jakiś żarski żart ponieważ my prawie cały czas biegliśmy delikatnie po górkę albo z górki. Oczywiście nie były to duże nachylenia ale uwzględniając, że równie często biegliśmy po bruku trasa z łatwej i przyjemnej zrobiła się co najmniej średnia a w moim stanie zdrowia wręcz trudna.

Biegliśmy dwie 5 kilometrowe pętle i tak kilometr 3 i 8 dały mi bardzo w kość. Po 5 kilometrze chciałem nawet przyspieszyć ale szybko zauważyłem, że nie mam mocy w nogach niby było ok, wydolnościowo czułem się zmęczony ale nie miałem myśli o poddaniu się więc wytrzymywałem bieg. Natomiast mięśnie zachowywały się jak z waty, zero mocy pozwalającej na przyspieszenie. Na szczęście na trasie miałem fajnych konkurentów za którymi lub obok których biegłem przez większość trasy.

Na wstępie wspomniałem, że nauczyłem się kilku rzeczy przy okazji tego startu. Pierwsza i najważniejsza jeśli taki parametr jak tętno po przebudzeniu potwierdza chorobę czy przemęczenie, osłabienie – „przyrody nie oszukasz” – to znaczy nie pobiegnę rekordowo szybko jeśli mój organizm nie jest w pełni sprawny. Sama ambicja, siła woli i psychika to w tym sporcie za mało.

Kolejną cenną lekcją są granice moich możliwości w tym sezonie biegałem już trzeci raz na dystansie 10 km. Za pierwszym razem w Żaganiu na średnim tętnie 153, potem w Nowej Soli na 152 i teraz w Żarach na 155. Bałem się, że tętno 153 to moje maksimum jednak okazuje się, że ciągle jestem w stanie pobiec na tętnie 155 a nawet 156 i wytrzymać do końca.

Smutny wniosek jest za to taki, że skoro mogę wytrzymać bieg na 10 km na średnim tętnie 155 to gdybym trzy tygodnie wcześniej w Nowej Soli pobiegł właśnie na 155 a nie zachowawczo na 152 mogło tam być szybciej niż 40:34.

Dycha po Żarach... i samolotowy finisz to chyba efekt genów po Tacie, kiedyś zawodowym pilocie.

Dycha po Żarach… i samolotowy finisz to chyba efekt genów po Tacie, kiedyś zawodowym pilocie.

Ponadto ten bieg doskonale pokazał, że nie straciłem formy przez 6 dni wolnego. Potwierdziło się to o czym wprawdzie doskonale wiedziałem ale teraz również to sprawdziłem, brak mi wytrzymałości tempowej czego oznaką była brak mocy w nogach. Tu akurat trochę zgodnie z założeniami, tak miało być ponieważ zgodnie z moim planem treningowym dopiero teraz mam pracować na tym elementem szybszego biegania.

I tak zrobiło mi się podsumowanie tego ciekawego startu z najważniejszym wnioskiem: trzeba próbować i szukać różnych ścieżek.

Jest niestety jeszcze jedna myśl, która urodziła mi się w głowie po tym starcie. Już wcześniej zauważyłem, że maratony są przereklamowane choćby z tego powodu, że nie można biegać zbyt często. Po biegu „Dycha po Żarach” uważam, że zawody na 10 kilometrów są również lepsze i ciekawsze niż dystans 21 km, który zawsze uważałem za kwintesencje biegania długodystansowego. Sam jestem ciekawy dokąd zaprowadzi mnie ta myśl czy wykiełkuję w miłość do „dyszek” czy może nie zdoła zagłuszyć kilkuletniego uczucia do półmaratonów.

 

Bezpośrednio przed biegiem... najchętniej zostałbym w tej pozycji do zakończenia zawodów ;)

Bezpośrednio przed biegiem… najchętniej zostałbym w tej pozycji do zakończenia zawodów 😉

PS. Kolega Wojtek nie spełnił marzenia zabrakło mu 40 sekund do wymarzonego złamania 45 minut natomiast powinien się cieszyć, bo poprawił swoją życiówkę a za tydzień ma szansę pobiec jeszcze szybciej w Warszawie i ma na to moim zdaniem całkiem realny i skuteczny plan.

 

 

Inne osoby czytały również:

Rekordy, życiówki i taka tam moja codzienność.

2017-06-20 20:21:52
runnerski-pl

8

Wyniki konkursu „Z biegiem marzeń”

2017-06-17 16:20:12
runnerski-pl

8

Mała zabawa biegowa (MZB).

2017-06-14 18:57:52
runnerski-pl

8

Konkurs – Z biegiem marzeń.

2017-06-11 19:56:33
runnerski-pl

8

Metoda Jeffa Gallowaya.

2017-06-09 14:33:15
runnerski-pl

8

Metoda Jeffa Gallowaya strategia biegu.

2017-06-09 12:42:03
runnerski-pl

8

Warto mieć zasady.

2017-06-06 15:21:37
runnerski-pl

8

Przepis na sukces.

2017-05-30 17:56:05
runnerski-pl

8

  • Krzysztof Helm

    Cześć, jak to jest z tętnem u Ciebie? Zawody a tu średnie tętno 150 uderzeń ?
    Normalnie jak człowiek się wysili ma średnie 175-180 przez całą dychę?

    Biegasz dla przyjemności na zawodach?

    • runnerski.pl

      Przepraszam Krzyśku gdzieś mi umknął Twój wpis, moja wina. Mam nadzieję że przeczytasz.

      Tylko w teorii tętno maksymalne to 220 minus wiek ja mam maksymalne w okolicach 166 może nieco więcej ale minimalnie. Podobno nieraz wiąże się to ze wzrostem ja mam 194 cm przy 160 uderzeniach mam stan ostrego wysiłku i wszystko inne przedziały są proporcjonalnie niższe, nic nadzwyczajnego choć to raczej wyjątek.

      Za to mój kolega ma ponad 200 a powinien mieć 178 a więc są i wyjątki w drugą stronę. Zawody zazwyczaj biegam na maksa bywa, że treningowo wtedy minimalnie wolniej.

      Ale mam też zalety 😉