Czy warto startować w zawodach w grudniu?

Właściwie to powinienem sformułować pytanie czy warto biegać w zawodach poza tzw. sezonem startowym? Tu od razu mam przed oczami przynajmniej jeden ogromny autorytet biegowy, którego nie chcę wymieniać z imienia i nazwiska ponieważ diametralnie się z nim nie zgadzam. Uważa on, że bieganie w zawodach powinno być niemal zawsze po rekordy i w szczycie swojej formy, właściwie tylko w sezonie zasadniczym. Ja całkowity amator biegowy uważam, że należy startować jak najwięcej i mam zamiar Was do tego przekonać poniżej.

Na początku ustalmy jednak co oznacza użyte przeze mnie nieco prowokacyjnie sformułowanie „jak najwięcej”. Mam tu na myśli starty w dowolnym czasie w roku jednak w granicach zdrowego rozsądku. Bieganie maratonów co dwa tygodnie jest wariactwem ale doświadczony biegacz przy mocnym organizmie i zachowaniu ogromnej ostrożności może podjąć takie wyzwanie choć za ewentualne konsekwencje takiej decyzji będzie mógł podziękować tylko sobie. Podobnie osoba, która zdarła nieco butów biegowych może podjąć próbę pokonania półmaratonu co tydzień albo zawodów na dystansie 5 czy 10 km w weekendową sobotę i niedzielę. Nie jest to zachowanie rozsądne ale zdarza się bardzo często.

Bezpiecznie jest jednak zachować umiar aby przyjemność startów była nią w rzeczywistości a nie prowadziła do kontuzji, która pojawi się nawet jeśli nie podczas startu to później będąc efektem przetrenowania czy prze(startowania).

 

 

W końcu my amatorzy trenujemy nie po to aby zdobywać nagrody (przynajmniej w większości) a po to aby mieć przyjemność z biegania również lub bardzo często także na zawodach gdzie zdobywamy najczęściej medale ale nie za wysokie miejsca tylko za sam udział. Przy okazji cieszymy się z poprawionych rekordów życiowych czy lepszych wyników na tych samych trasach i to nas nakręca. Dlaczego zatem nie poddać się temu napędzającemu mechanizmowi. Zawody to często emocje i spotkania towarzyskie nie widzę powodów aby z nich rezygnować.

Wszystko dobrze tylko dalej wielu zapyta po co startować w grudniu, styczniu czy lutym? W tym okresie niemal każdy z nas jest po roztrenowaniu, po przerwie w bieganiu. Jeśli natomiast jesteśmy mądrzejsi od uniwersalnych wskazówek treningowych możemy być ciągle w treningu z sezonu poprzedniego nie robiąc żadnych przerw choć to najbardziej ryzykowana opcja. Jest jeszcze ewentualność, że przerwę mamy dopiero przed sobą. Zmierzam do tego, że powyższe scenariusze oznaczają, że nasza forma nie jest najwyższa w tym okresie a nawet istnieje wielkie prawdopodobieństwo, że nasza forma jest teraz dosyć niska. Po co więc startować?

Dla mnie starty (poza biegami po rekord) zawsze są odpowiednie i mają sens ale tylko w przypadku kiedy postawię sobie przed zawodami 2 podstawowe elementy do zrealizowania:

– pierwszy z nich to zachowanie rozsądku w ocenie swoich możliwości w danej porze roku czy sezonu biegowego i w konsekwencji dobry i rozsądny cel takiego startu,

– drugim niezbędnym elementem jest zawsze zmodyfikowanie swojego planu treningowego (przed i po starcie) po to aby start był dobrym bodźcem treningowym a nie tylko niepotrzebnym wysiłkiem dla organizmu.

 

Wyznaczając cel startu trzeba pamiętać o tym aby dokonać w założeniach przedstartowych bardzo trzeźwej i racjonalnej samooceny. Planowane tempo czy tętno powinno odnosić się do obecnej dyspozycji nawet zaniżając oczekiwania niż odnosić się do rekordów jesiennych czy wiosennych lub co gorsza naszej ambicji.

 

 

W swoim niedzielnym starcie na 10 km (w praktyce 10,6 km) w I Charytatywnym Biegu Dobrych Mikołajów w ZIELONEJ GÓRZE postawiłem sobie za cel przebiegnięcie całego dystansu na średnim tętnie 150-151 uderzeń serca (jest to koniec mojego II zakresu) bez względu na tempo, wynik, czy miejsce na mecie. Chciałem potrenować ten rodzaj samodyscypliny ponieważ mimo doświadczenia zdarza mi się ciągle pobiec za szybko a w konsekwencji pozbawić się szans na dobry wynik. Szczególnie po dłuższej przerwie w bieganiu na zawodach zawsze łatwiej pognać za „czołówką” do przodu zapominając o zaplanowanej taktyce.

W mojej ocenie takie bieganie lub co ważniejsze taki start ma sprawić, że nauczę się lub wyostrzę umiejętność dobrego trzymania tempa (u mnie jest to zawsze tętno), nabiorę większej pewności siebie, zrobię duży krok do przodu w budowaniu formy no i złapię udanym startem motywację na zimne grudniowe i styczniowe wieczory kiedy trenuje. Dzięki temu będzie mi łatwiej zachować jakże pożądaną w tym co robię motywację.

 

Średnie tętno 153 zamiast planowanego 150-151 ale i tak było idealnie równe

 

Średnie tętno 153 zamiast planowanego 150-151 ale i tak było idealnie równe

Konsekwencje biegania przed sezonem startowym bywają różnorakie. W razie udanego startu zawsze możemy nabrać większej pewności siebie, potwierdzenia, że realizowany plan jest skuteczny i godny kontynuowania. W razie słabszego wyniku od oczekiwań zawsze możemy spokojnie przejść nad takim startem do dnia następnego wiedząc, że nie jesteśmy teraz w okresie kiedy powinniśmy biegać szybko.

W startach poza sezonem lepiej porównywać się do innych niż do swoich rekordów. Tak jak pisałem wcześniej jesteśmy poza sezonem i to niemal wszyscy a skoro tak lepiej sprawdzić jak wypadamy na tle innych uczestników (patrząc np. na zajmowane miejsce) niż porównując z nimi uzyskany wynik.

Pamiętając o swoich założeniach, w związku ze startem musiałem zmienić obciążenia na treningach. Obecnie jestem w dosyć mocnym treningu, szczególnie przez podbiegi i rytmy, które biegam na każdym treningu dlatego przed niedzielnym biegiem zmodyfikowałem wysiłek w piątek dawkując sobie spokojny bieg 55 minutowy zamiast 68 minutowego biegu z w/w mocnymi akcentami. Gdybym chciał walczyć o wynik pewnie pokombinowałbym jeszcze bardziej schodząc z obciążeń na treningu środowym.

 

 

Plan treningowy warto zmodyfikować nie tylko przed startem ale również po starcie. Dlatego po niedzielnym biegu zaplanowałem dwa dni odpoczynku spokojny bieg w środę i dopiero od piątku, soboty (w zależności od samopoczucia) powrót do normalnego planu.

A same niedzielne zawody jak wypadły? Rewelacja i to przez duże „R”. Na starcie miało być 300 osób taki był osiągnięty przez organizatorów limit uczestników. Na mecie było nas 270. Przed biegiem „seniorskim” biegały dzieciaki na niemal 2 km pętli niesamowicie dzielnie walczyły tym bardziej, że rodziców jak zawsze ponoszą emocję i wystawiają nawet do takiego dystansu całkiem małe pociechy.

Wszystko tutaj odbyło się w szlachetnym celu pomocy dla innych dzieciaków. Mam krytyczny stosunek do wykorzystywania biegaczy przez wielkie firmy robiące sobie pod płaszczykiem działalności charytatywnej doskonałą reklamę żywiąc się naszą naiwnością ale o tym pisałem szerzej we wpisie Pomaganie przez bieganie czy wykorzystywanie mojej naiwności Natomiast ostatni Bieg Jeża czy niedzielny bieg Mikołajów to zupełnie inna pomoc. Bezpośrednia i rzeczywiście od biegaczy dla potrzebujących. Tutaj wpisowe zostało przeznaczone dla dzieciaków ze świetlicy socjoterapeutycznej „Gniazdo”.

To zupełnie inna inicjatywa, która zrodziła się nie z potrzeby komercji i reklamy ale z potrzeb serca jaką mieli organizatorzy a przyłączyli się do nich inni i już w debiucie zgromadzili na obu dystansach ponad 300 osób. Gratulacje w pierwszej linii dla tych, którym chciało się zrobić wolontariat a w drugiej linii, tych którzy przybyli i pobiegli.

Wszystko było bardzo dobrze zorganizowane, szczególnie jak na kameralną imprezę i jej debiut.

Mój start to niemałe zaskoczenie miało być treningowo a było szybko i wysokie miejsce zaskoczyło mnie niebywale. Po 10 km miałem czas 44:45 co uwzględniając porę roku i trasę niemal krosową do tego ze sporą ilością podbiegów może nie pod górki ale cały czas z lekkim nachyleniem no i prowadzącą leśnymi ścieżkami było bardzo dobrym występem a dla niektórych sporym wyzwaniem.

Na mecie po 10,6 km miałem czas 47:36 i zająłem 16. miejsce w kategorii OPEN. Dla mnie szok liczyłem na miejsce w okolicach 50 a tu taka niespodzianka to naprawdę potrafi być motywujące. 

 

 

Bardzo urokliwa trasa najpierw dookoła sztucznego zalewu potem dwie różne pętle po lasach, w których biegam od 8 lat zatem byłem u siebie, w niektórych miejscach znałem każdy wystający korzeń.

Bardzo lubię trasy, w których w pewnym momencie następuję nawrót wtedy można ocenić ludzi biegnących przede mną i za mną. Podobnie tutaj nawrót był po 7 km, dokładnie obejrzałem konkurencję pozdrowiłem znajomych biegnących na dalszych miejscach i założyłem sobie, skoro jestem na 24 miejscu kilku konkurentów sapiących bardziej ode mnie będzie można spróbować dogonić. Tak też się stało. Nawet nie musiałem przyspieszać po prostu wiedziałem, że zachowując równe tempo zacznę wyprzedzać. Taktyka pasowała mi do mojego biegu na równym tętnie i nawet nie musiałem finiszować wystarczyło, że biegłem równo i szybko.

Moim zdaniem zachowując rozsądek w założeniach przedstartowych, wyznaczając sobie cel jakiemu taki start ma służyć i modyfikując plan treningowy zdecydowanie łatwiej odpowiedzieć na pytanie …czy warto startować w zawodach w grudniu?

Inne osoby czytały również:

Wystartować na Mistrzostwach Świata.

2016-12-19 18:17:10
runnerski-pl

18

Przepis na udany start w zawodach.

2016-03-20 14:36:03
runnerski-pl

18

W sprawie odpoczynku po zawodach.

2015-05-13 10:49:47
runnerski-pl

18

Rekordy, życiówki i taka tam moja codzienność.

2017-06-20 20:21:52
runnerski-pl

8

Wyniki konkursu „Z biegiem marzeń”

2017-06-17 16:20:12
runnerski-pl

8

Mała zabawa biegowa (MZB).

2017-06-14 18:57:52
runnerski-pl

8

Konkurs – Z biegiem marzeń.

2017-06-11 19:56:33
runnerski-pl

8

Metoda Jeffa Gallowaya.

2017-06-09 14:33:15
runnerski-pl

8

  • Malgorzata Wrzesinska

    Jeszcze raz gratuluję Ci świetnego miejsca 🙂