Czas na rewanż – II Puchar Polski w nordic walkingu Konstancin-Jeziorna.

Moje zwycięstwo w pierwszym Pucharze Polski w nordic walkingu w Mielnie 5 maja mimo zaciętej walki na trasie przyszło dosyć łatwo. Miałem wtedy pewną przewagę nad rywalami. Nikt mnie nie znał, nie musiał na mnie zwracać uwagi a i ja miałem czystą głowę, bo też nic nie musiałem, chciałem się tylko sprawdzić. Dwa tygodnie później w Konstancinie-Jeziornej czułem już pewną presję, którą sam sobie stworzyłem. Teoretycznie jako lider cyklu byłem faworytem, świtała mi myśl może uda się znowu wygrać. Tym razem kilka osób rozpoznało mnie już przed startem i pytali czy dziś też będzie zwycięstwo. Zbierały się chmury…

Zaczęło się humorystycznie, bo na te zawody… poleciałem samolotem. Znajomi śmiali się… raz wygrał Puchar Polski i już… gwiazda, samolotem. Tymczasem tak było taniej i szybciej dostać się z Zielonej Góry do Warszawy. To miał być świetny pomysł aby pokonać tę trasę lecąc ponad chmurami a nie próbować walczyć z korkami i bramkami na autostradzie. Do tego odpadł nocleg i można było zaoszczędzić jeden dzień na regeneracje przed powrotem do pracy. Tak przynajmniej miało to wyglądać w teorii…

W praktyce w moim przypadku było lekko pod górkę. Planowana pobudka o 3.00 w nocy miała miejsce już o 1.00 w nocy, bo stres nie pozwalał mi spać. Dalej w planie była zbiórka i dojazd do lotniska. Kierowca naszego busa przez mglę nie zauważył zjazdu na S-3 i w efekcie na lotnisku byliśmy o 5.00, zwiedzając po drodze słynną figurę Jezusa w Świebodzinie w ramach promocyjnej trasy. 😉 Godzinę później wylot a w Warszawie pojawiliśmy się już o 7.00 rano. Natomiast w samym Konstancinie-Jeziornej zameldowaliśmy się wraz z grupą Green Team Zielona Góra prawie dwie godziny przed startem. Nie czułem zmęczenia, bo adrenalina zaczynała działać ale wiedziałem, że nie ma nic za darmo.

Ponieważ podróżowałem samolotem, nie zabrałem swoich kijów. Na szczęście po wcześniejszych uzgodnieniach z organizatorami dostałem idealne nawet mojej długości czyli 135 cm. Do tego były… złote.

Na starcie pojawili się wszyscy najgroźniejsi przeciwnicy z poprzedniego Pucharu Polski. Czułem, że ten półmaraton będzie odbywał się pod hasłem rewanżu.

Miałem swoją wizję taktyki na ten wyścig wiedząc do czego zdolni są przeciwnicy. Znowu czekało nas 8 okrążeń. Pierwsze poprowadziłem ja a za mną krok w krok szedł Piotr świeżo upieczony Mistrz Europy w maratonie (2 m. w PP w Mielnie), trzeci razem z nami podążał Olgierd (3 m. w PP w Mielnie). Na drugim i trzecim okrążeniu inicjatywę przejął Mistrz Europy początkowo szarpnął mocniej ale moim planem było nie pozwolić mu uciec. Na trasie było bardzo dużo zakrętów, nawrotów i wiedziałem, że jeśli ktoś zyska kilkanaście metrów potem nie będzie łatwo go dogonić. Na 4 okrążeniu znowu przejąłem liderowanie nie była to moja decyzja po prostu Piotr zajął 3 miejsce w stawce i pozostało to mi dyktować tempo.

Na czwartym okrążeniu nieco porozmawialiśmy. 😉 Piotr opowiadał jak było na Mistrzostwach Europy na Białorusi, my z Olgierdem dorzucaliśmy swoje uwagi. Oczywiście rozmowa nie była komfortowa przy naszym tempie ale jeden z sędziów na trasie skomentował to żartobliwie w stylu „prawdziwi mistrzowie pogadają sobie i walczą ze sobą…” Pogaduchy pogaduchami a mi w głowie świtała idea trzeba zaatakować, tylko kiedy? Do mety było 9-10 km. W podobnym miejscu zaatakowałem w Mielnie ale teraz szedłem na dużo większym tętnie i czułem się zdecydowanie mniej pewnie mając za sobą dwóch konkurentów. Nie mogłem ich obserwować a trzymali się bez zarzutu tuż za mną.

W połowie dystansu na 5 okrążeniu na punkcie nawadniania udało mi się szybko wypić podany kubek wody i nagle zrobiło się między nami kilka metrów przewagi. Przycisnąłem mocniej i usłyszałem za sobą głos „goń go jak chcesz”. Szybka analiza i jeszcze szybsze tempo… miałem 10 metrów zapasu. Teraz widziałem ich na nawrotach. Cel był jasny utrzymać jak najdłużej te kilka metrów. Łatwo nie było, bo ten stan trwał właściwie przez następne kilka kilometrów. Było ciężko, presja i obawa czy nie przeginam, czy nie zakwaszę się, nie odwodnię (było południe, wyszło słońce i robiło się gorąco) ale przecież to samo dotyczyło goniących.

Na ostatnim okrążeniu moja przewaga sięgnęła ponad pół minuty i wtedy kontrolowałem już cały wyścig. Jedynym problemem było uważać na wystające korzenie i minimalizować straty jakie powstawały na wyprzedzaniu innych zawodników. Ponieważ w połowie naszego dystansu na trasę ruszyli uczestnicy wyścigu na 10 km a potem jeszcze zawodniczki i zawodnicy startujący na 5 km. Szybko zrobiło się naprawdę ciasno. Natomiast to co przeszkadzało mi i wytrącało mnie z rytmu identycznie działało na grupę pościgową. Taką przynajmniej miałem nadzieję.

Finalnie udało się po raz drugi wygrać w Pucharze Polski przed Piotrem i Olgierdem, którzy wpadli na metę 50 sekund za mną. Byli bardzo zdziwienie, że to już koniec. Chciałem im pogratulować walki i niemal musiałem ich zatrzymać żeby nie rozpoczęli 9 okrążenia. Na nawrotach całkowicie powariowały nam zegarki a i trasa chyba została zmierzona środkiem ścieżek, bo trochę… jakby… było za krótko. Organizatorzy w protokole końcowym podali przy moim nazwisku średnie tempo 5:56!!!. Tymczasem wiem, że było ono co najwyżej w przedziale 6:20-6:30. Tempo 5:56 na km na dystansie półmaratonu nordic walking byłoby kosmiczne. Zatem ten rekord życiowy nie został przeze mnie uznany. Pozostaje na ziemi i wiem jaki jest mój realny poziom.

Ciekawe było również to, że zgodnie z regulaminem nasze czasy zostały zweryfikowane do czasów netto i finalnie Olgierd wyprzedził Piotra.

Natomiast drużyna Green Team Zielona Góra obłowiła się w 3 puchary w kategoriach wiekowych (plus mój) także powrót pociągiem do Zielonej Góry mimo zmęczenia był wyjątkowo przyjemny.

Z tych zawodów wyciągnąłem znowu kilka lekcji. Po pierwsze uwierzyłem w swoje siły, naprawdę byłem zestresowany i zmęczony podróżą a jednak była moc. I tak jak formę buduję się tygodniami tak samo nie ginie ona w ciągu kilku dni. Nie jestem pewny czy następnym razem uda mi się pokonać zawodników, którzy byli tuż za mną, bo moim zdaniem są naprawdę niesamowicie szybcy (jest to szczera opinia bez grama kurtuazji) ale jestem gotowy żeby znowu z nimi powalczyć.

Po drugie wiem, że mam jeszcze rezerwy. W Mielnie pokonałem 21 km na średnim tętnie 143 tutaj na średnim tetnie 146. Do tego zaczynając bardzo mocno (tętno 148-150) a jednak mój organizm zniósł to. Dalej wyznaczam swoje indywidualne granice w nordic walkingu i jestem z tych doświadczeń i zdobytych danych bardzo zadowolony.

Do tego poznałem wiele ciekawych osób m.in. Pawła, z którym pisze od kilku miesięcy a specjalizuje się on w dystansie 5 km i wygrał na tych zawodach swoją kategorię wiekową oraz Marka, który pokonuje biegi ultra z pomocą kijów do nordic walkingu i MASZERUJĄC potrafi pozostawić za sobą nawet ponad połowę biegaczy. To były niesamowite spotkania i nowe historię.

PS. Tata dalej trenuję 🙂

Zapraszam do polubienia mojego profilu na FB oraz śledzenia mojego profilu runnerski.pl na Instagramie i endomondo (Marcin Rosak runnerski.pl).

Inne osoby czytały również:

Mistrzostwa Europy w nordic walkingu Barlinek.

2018-09-20 17:45:43
runnerski-pl

18

Mistrzostwa Polski w nordic walkingu Barlinek.

2018-09-18 14:58:26
runnerski-pl

18

Mistrzostwa Polski w nordic walkingu Osielsko.

2018-09-05 11:08:10
runnerski-pl

18

Puchar Polski w nordic walkingu ZDOBYTY!!!

2018-08-19 17:35:32
runnerski-pl

18

Mistrzostwa Świata w nordic walkingu POLSKA 2018

2018-07-02 14:19:17
runnerski-pl

18

III Puchar Polski w nordic walkingu Kolbuszowa.

2018-06-11 14:52:49
runnerski-pl

18

IV Sztafetowy Maraton Miast i Gmin w Radzionkowie

2018-10-16 13:33:03
runnerski-pl

8

Kiedy pobiec pierwszy maraton?

2018-10-07 15:01:59
runnerski-pl

8