Co robić? Historia człowieka chorego i nieodpowiedzialnego.

Co robić? Historia człowieka chorego i nieodpowiedzialnego.

Mój ostatni tydzień to jedno słowo „choroba”. Właściwie to już od piątku 08.04 byłem niezdolny do biegania co skutkowało słabszym od zakładanego tempem podczas piątkowych harców po lesie ale wtedy liczyłem, że to przemęczenie. Potem weekend pod znakiem dreszczy i potów, spędzony pod kołderką. Od poniedziałku minimalnie lepiej, w środę wróciłem do pracy oszukując się, że to już koniec ale traciłem głos, bo z zatok przerzuciło się niżej. Oczywiście w tym czasie nie biegałem ale znosiłem to dzielnie towarzyszyła mi po prostu bezsilność, nieporadność i rozżalenie. Chciałem jednak w Żarach 17.04 zrobić życiówkę tymczasem na samą myśl o tym biegu uśmiechałem się z politowaniem.

Co mi dolega(ło), ciężko powiedzieć mam krzywą przegrodę nosową i zdarza się, że za szybko powstrzymany katar z nosa przy przeziębieniu powoduję powstanie stanu zapalnego w zatokach ale po pierwsze nie działają na to antybiotyki, przerabiałem to kiedyś poza tym nie chcę ich brać, bo po nich dochodzę do siebie przez 3 tygodnie. Po drugie był też pewnie w moim organizmie jakiś wirus, bo wspomniane dreszcze nie wzięły się ze zwykłego przeziębienia. No i temperatura maksymalnie 37,5 C nie wskazywała na jakiś kataklizm najwyższego rzędu. Dobra – lekarzem nie jestem i poddałem się samo diagnozie tylko dlatego, że mam to co roku a mając do wybory antybiotyk i ibuprofen wybieram ten drugi specyfik dopóki moja temperatura nie osiągnie 38,6 C. Tylko, że tym razem nie przeszło po trzech dniach.

Wymyśliłem sobie, że nawet kiedy nie mogę biegać to nie poddam się. Weekend miał być planowo wolny od biegania więc mogłem stracić poniedziałek. Żeby go jednak nie stracić wmówiłem sobie, że jest mi lepiej i zrobiłem Tabatę 5 minut plus 5 minut rozgrzewki. Co to za ustrojstwo ta Tabata, w największym skrócie: rozgrzewka a potem 4 minuty ćwiczeń po których trudno złapać oddech plus wyciszenie na koniec. Same ćwiczenia to 8 serii – 20 sekund wysiłku i od razu 10 sekund odpoczynku. Do wybory podczas wysiłku sprint w miejscu, przysiady, pompki, brzuszki albo ćwiczenie padnij powstań. Czyli w praktyce 20 sekund sprintu w miejscu, 10 sekund odpoczynek, 20 sekund przysiady, 10 sekund odpoczynek i 20 sekund padnij powstań i tak w kółko, 8 serii, razem „tylko” minuty. Łatwe? Nieraz interwały są łatwiejsze.

Wiem to wariactwo ponieważ wspomniana Tabata obciąża bardzo organizm nie sprzyjając powrotowi do zdrowia. Problem w tym, że gdybym jej nie zrobił to polazłbym na trening i drugi argument (też naciągany) dzięki tym ćwiczeniom byłem w doskonałej formie… psychicznej, bo wierzyłem w Wielki powrót w niedzielę.

Czyli jeszcze było optymistycznie stracę tylko poniedziałek. Następny trening miał być w środę problem w tym, że w środę dalej byłem chory. No a zawsze 4 dni przed zawodami mam w swoim mikrocyklu bardzo ciężki trening. Tutaj byłby on bez sensu, bo nie miałem na niego siły a poza tym rozchorowałbym się jeszcze bardziej więc… znowu Tabata ale tym razem klasyczna 4 minutowa (5 minut rozgrzewki), bo po mojej zmodyfikowanej 5 minutowej oprócz zatok bolały mnie strasznie mięśnie nóg.

Reasumując nie biegałem w sobotę, niedzielę i dalej od poniedziałku do piątku może chociaż dzisiaj przewietrzę płuca. Pobiec w Żarach poniżej wymarzonych 40 minut jest niemożliwością ale gdyby się udało mógłbym o tym opowiadać wnukom…

Gdybym tę historię usłyszał od kolegi biegacza lub innego głupiego blogera jak ja, któremu mogłoby wydawać się, że jest mądrzejszy od ROZSĄDKU straszliwie skrytykowałbym takie postępowanie… Wiem jestem człowiekiem nieodpowiedzialnym ale… i nie ma żadnego „ale”.

Znowu zapomniałem co jest ważne w pogoni za kolejnym rekordem „ale”… w piątek to znaczy przed chwilą poszedłem pobiegać. Poczułem się lepiej niż w czwartek więc mogłem a właściwie musiałem… i początkowo było nieźle tzn. pierwsze 4 kilometry spokojnie a potem zaplanowałem 3 km w tempie jak na zawodach w niedzielę no i tempo wyszło 4:13, 4:20 i 4:15. Pierwsze 2 kilometry pod wiatr za to trzeci z wiatrem ale już słabłem aby bić mój rekord musiałbym osiągnąć tempo 4:01 i to nie na 3 ale na 10 km.

Jeszcze jedna historyjka w czasie choroby moje tętno po przebudzeniu wynosiło ok. 70 uderzeń zmierzyłem je raz i załamany nie ponowiłem tej próby w kolejnych dniach ale w piątek rano (dzisiaj) było 57 uderzeń z tym, że jak jestem zdrowy jest to mam 44-48 uderzeń a wynik powyżej 50 oznacza przemęczenie i osłabienie. Jakieś pomysły?

Wiem powinienem leżeć cały tydzień, nie robić żadnej Tabaty i nie biegać dzisiaj ale póki co czasu nie cofnę.

Dzięki za radę: odpuść sobie – taki mądry to i ja potrafię być w teorii ale w praktyce… co robić?

Inne osoby czytały również:

Rekordy, życiówki i taka tam moja codzienność.

2017-06-20 20:21:52
runnerski-pl

8

Wyniki konkursu „Z biegiem marzeń”

2017-06-17 16:20:12
runnerski-pl

8

Mała zabawa biegowa (MZB).

2017-06-14 18:57:52
runnerski-pl

8

Konkurs – Z biegiem marzeń.

2017-06-11 19:56:33
runnerski-pl

8

Metoda Jeffa Gallowaya.

2017-06-09 14:33:15
runnerski-pl

8

Metoda Jeffa Gallowaya strategia biegu.

2017-06-09 12:42:03
runnerski-pl

8

Warto mieć zasady.

2017-06-06 15:21:37
runnerski-pl

8