To chyba już starość co?

Po pierwszych moich zawodach w tym roku spotkałem w poniedziałek w pracy kolegę biegacza, który też zaliczył ten start i zapytałem go jak wrażenia. Odpowiedział: wiesz Marcin pobiegłem sobie wolniej, cały czas w strefie komfortu, nie spinałem się i było bardzo przyjemnie, las, świeże powietrze… – kontynuował – mam wskaźnik rywalizacji na poziomie zero, to chyba już starość co?

Może starość a może rozsądek, wolność. Parszywa Dwunastka po zielonogórskich wzgórzach piastowskich a momentami niemal górach to impreza kultowa i obowiązkowa w menu biegaczy z tego regionu ale i gości z odległych miejsc. Wszyscy oni uwielbiają cross w bardzo urozmaiconym terenie.

Ostatni kilometr czyli podbieg pod 60—80 metrową górę robi wrażenie na każdym tym bardziej, że wcześniej też jest ciekawie.

W tym roku jeszcze nie startowałem i jakoś nie ciągnie mnie do rywalizacji ale udało się w ostatniej chwili dostać na ten bieg więc skorzystałem bez zastanowienia. Nie chcąc rywalizować (mam na tej trasie rekord w okolicach 56 minut) postanowiłem pobiec dla przyjemności z Martą i Tomkiem z grupy biegowej XII ZGZB Galloway Team, której pomagam w treningach.

I tak sobie potruchtaliśmy no niestety nie dla każdego z nas to był trucht. 😉 Natomiast próbowałem im pomagać na ile mogłem. Mieli drobne kryzysy ale wyglądało to bardzo ciekawe. Momentami Marta miała dość a za chwilę to ona prowadziła nas a Tomek zwiększał częstotliwość oddechu na skutek widocznych oznak zmęczenia. Niemniej jak przystało na trójkę muszkieterów jeden za wszystkich… trójka razem na mecie.

Nie wyprzedziliśmy zbyt wielu osób, uzyskaliśmy czas w okolicach 1:26.

Nie stanęliśmy na podium w żadnej klasyfikacji, choć ja usiadłem sobie na chwilę przed biegiem. 😉

I mimo to było świetnie. Gdy wbiegaliśmy na metę niektórzy kończyli już zjadać ciasto i tortillę, która była nagrodą dla biegaczy w ramach posiłku regeneracyjnego. Tak na marginesie dla mnie prawdziwy hit o wiele lepszy pomysł niż grochówka lub zimny makaron. A mimo miejsca w „generalce” i czasu na mecie było warto.

Dla mnie to też lekcja jak biega się na nieco innym poziomie niż mój ze szczytu formy. Jaką pokorę mają ludzie biegnący z tyłu. Jak odpuszczają i idą, bo im się nie chcę lub jak walczą biegnąc do końca mimo, że ich bieg jest niewiele szybszy niż gdyby szli.

Jak rozkładają tempo, jedni umiejętnie i równo inni szarpiąc i potem opadając z sił. Jak załamuje ich górka lub ostre wzniesienie, jak narzekają na piach lub jak zaciskają zęby o brną bez słowa z grymasem lub nawet uśmiechem na twarzy.

Jak cieszą się z medalu na mecie lub są wściekli, bo miało być rekordowo a wyszło jak zawsze. Obiecują sobie na mecie, że za rok to będzie inaczej lub cieszą się, że rok temu było o wiele słabiej.

A potem wszyscy wracają z uśmiechami na twarzy do domów lub samochodów. Przeżywają to wszystko przez cały dzień, ścisną jeszcze medal w dłoni, powieszą na ścianie lub wrzucą do szuflady i… jutro lub pojutrze znowu wyjdą na trening.

A wyniki?

Dobrze, że są. I dopóki biegasz bez względu na wynik to jeszcze nie jest to starość zapewniam.

Inne osoby czytały również:

Wygrywasz już ze mną? (nie ja to powiedziałem).

2016-04-28 08:28:23
runnerski-pl

18

Na mecie nie dostaniecie już medalu…

2016-03-08 13:34:49
runnerski-pl

18

Historia pewnego wyprzedzania

2017-11-14 17:34:36
runnerski-pl

8

Aby biegać szybciej wiosną trzeba najpierw…

2017-11-08 18:47:12
runnerski-pl

8

W roli debiutanta.

2017-10-30 19:31:27
runnerski-pl

8

Wracam

2017-10-24 17:37:49
runnerski-pl

8

Rekordy, życiówki i taka tam moja codzienność.

2017-06-20 20:21:52
runnerski-pl

8

Wyniki konkursu „Z biegiem marzeń”

2017-06-17 16:20:12
runnerski-pl

8

  • Gabriela Kozinoga

    dla mnie parszywa była naprawdę trudna, choć znam tą trasę i inne na wzgórzach. Nie ma co mówić – jest wymagająca, nawet dla lubiących górki. Podbiegając pod ostatnią górę prawie umierałam, choć nie odpuściłam do końca, finisz był sprintem, a meta euforią 🙂 dawno nie miałam tak skrajnych emocji w tak krótkim czasie. Tortille były rzeczywiście fantastyczne – w dodatku była też wersja wege 🙂 później widząc tych dobiegających sporo po mnie, miałam dla Nich duży podziw – bo to jest wyczyn pokonać tą trasę dla wielu. I duma oczywiście. A medal z parszywej dla każdego bardzo cenny !!!

    • No i właściwie mogłem Ciebie poprosić o relację 😉 Dzięki za Twoją wersję wydarzeń i do zobaczenia na następnych biegach gdzieś, kiedyś…