Biegasz jesteś wyborcą.

Po osiągnięciu pewnego poziomu a może tylko większego stażu biegowego każdy z nas prędzej czy później zaczyna szukać, zmieniać i kombinować. To kombinowanie polega na niekończących się próbach ulepszenia swojego biegania. Poszukujemy, eksperymentujemy i mamy z tym niezły ból głowy a najczęściej niejako przy okazji popełniamy masę błędów. Nie piszę tego jako alfa i omega tylko jako człowiek, który wielokrotnie chadzał a właściwie biegał krętymi ścieżkami wierząc, że doprowadzą mnie szybciej do celu. I pewnie wielokrotnie jeszcze zrobię coś źle.

Dylematy typu biegać rano czy wieczorem z ulubioną muzyką w uszach czy bez niej to jedynie niezauważalny wstęp do czekających nas kłopotów ale już wydawałoby się prosty wybór pomiędzy internetowymi dziennikami biegowymi endomondo, garminami czy innymi cudami współczesnych czasów to już spore wyzwanie. Dodatkowym utrudnieniem jest to, że połowa znajomych jest tu a inna część tam… i jak tu wszystkim zaimponować. Oczywiście oficjalnie nikt się nie chwali (to przepraszam po co udostępniamy swoje treningi np. na FB) z drugiej strony a co nie można dla większości z nas to niezła motywacja nawet jeśli podświadoma więc udostępniamy trening za treningiem. Od tego momentu nasze bieganie nigdy już nie będzie wolne.

Sam od ośmiu lat prowadzę dziennik biegowy w formie kolejnych papierowych zeszytów dzięki czemu zgromadziłem pokaźną bazę danych, którą można wykorzystać dla ulepszenia metod treningowych ale nawet ja od roku korzystam równolegle z internetowego dziennika biegowego umieszczając tam jeszcze dokładniejsze informacje.

Gdyby nasze biegowe wybory ograniczały się tylko do takich dylematów… ale im dalej w las tym więcej drzew…

Zauważyłem, że w bieganiu często spotykają się dwa przeciwstawne pomysły na osiąganie wzrostu formy. Zapewne większość biegaczy uważa, że prawdziwą formę należy budować na wytrzymałości przez to na dużej ilości długich treningów inni wierzą, że ilość można zastąpić jakością a codzienne wysiłki dobrym stopniowaniem obciążeń i regeneracją. Siebie plasuję na pozycji jakościowa zamiast ilościowca ale mało kogo przekonuję. 😉

Podziałów jest więcej istnieją szkoły nakazujące rozbudowywać nam siłę biegową i wiele grup mięśni umiejscowionych zarówno w nogach jak i poza nogami co kłoci się radykalnie z przykładami chudych reprezentantów Afryki, u których ciężko znaleźć europejską masę mięśniową. Nie mając tej masy Kenijczycy czy Etiopczycy biją białych w bieganiu ale już w pływaniu nie pojawiają się nawet w zawodach rangi międzynarodowej, w Tour de France jeden czarnoskóry kolarz jest atrakcją jak biały niedźwiedź w zoo.

Nieraz żartuję sobie, że gdybym miał wykonywać te wszystkie zalecane mi ćwiczenia na wzmocnienie różnych grup mięśni np. brzucha, kręgosłupa itd. to zabrakłoby mi czasu na bieganie ale wyglądałbym za to jak Arnold S.

Istnieją również nie mniejsze spory lub podziały w temacie rodzaju sprzętu, który winien używać dbający o nogi, stawy „urodzony biegacz”. Lepsza amortyzacja czy minimalistyczna wręcz naturalistyczne obuwie a ostatnio nawet specjalne uwaga! sandały do biegania.

Skoro jestem przy sprzęcie to skarpety i specjalne uciski kompresyjne na łydki i uda mają tylu samo wątpiących co potwierdzających ich skuteczność. Ostatnio zabroniono używania obcisłych skarpetek kolarzom torowym więc może rzeczywiście pomagają? Mój przyjaciel właśnie sprawdza czy uciski nie powodują u niego kontuzji zawsze w okolicach 30 km maratonu. Chciałbym aby miał rację bo wtedy znów mógłby biegać bez zablokowanej głowy wizją urazu, który może nastąpić w każdej chwili.

Na trasie woda, izotoniki, batony czy banany ludzie to przecież niekończący się marketing. W życiu codziennym wiemy, że dana rzecz jest odwrotnie potrzebna w stosunku do ilości telewizyjnych reklam. Im więcej reklam kredytów tym mniej ich potrzebujemy. Gdybyśmy rzeczywiście potrzebowali codziennie kredytu czy pralki to byśmy próbowali je zdobyć bez reklamy. Tymczasem w bieganiu łykami nowinki jak… żele na 30 kilometrze maratonu. Nie twierdzę że to źle, bo sam łykam i ulegam reklamom a kwestii butów biegowych mam większa słabość niż kobiety w temacie torebek.

Istnieje jeszcze podział na trenujących na podstawie tempa na kilometr lub tętna (czyli uderzeń serca na minutę). Wyznawcy Danielsa i innych tabel określających jak szybko powinniśmy biegać przekonują do swoich racji, ja jako entuzjasta tętna mogę godzinami mówić o wyższości tego rozwiązania. Wkurzam się tylko gdy ktoś przekonując do swoich racji pomija fakty lub robi to nieudolnie.

Ostatnio natknąłem się na tekst zawodowej trenerki, która już w pierwszym zdaniu zauważyła, że zaletą treningu opartego na tętnie jest to, że można je mierzyć na tętnicy szyjnej przez 10 sekund a potem mnożyć przez 6. No jeśli w XXI wieku zaleca się nam takie metody to albo o tętnie wie się mało albo chce się udowodnić wyższość treningu opartego na tempie kompromitując tętno i siebie przy okazji. O tętnie pisałem dużo i nie będę na razie do tego wracał.

Tylko jedna moja… subiektywna uwaga. Tempo jest super gdy biegasz po 400 metrowym stadionie, w podobnych warunkach i jesteś bardzo sprawnie wytrenowanym zawodnikiem tu pełna zgoda. Jeśli jesteś amatorem ze świadomością swoich wad i z rozumem pozwalającym dopuścić do siebie myśl o własnych ograniczeniach i zmiennych czynnikach na każdym treningu wtedy polecam tętno… tylko nie mierzone na szyi przez 10 sekund a potem mnożone razy 6, oczywiście monitorowane za pomocą pulsometru choćby takiego za 59,99 zł. Tylko, że to jest moja prywatna opinia u Was może być odwrotnie.

Biegnijmy dalej tylko po czym: asfalt, las, bieżnia stadionowa a może ta na siłowni, piasek tylko twarde podłoże, właśnie a po plaży… jak byście pobiegli pięknie wygląda bosy biegacz jeszcze lepiej biegaczka w świetle zachodzącego słońca no i wtedy… kontuzja bardziej prawdopodobna, bo lepiej jest w butach, tylko znowu zależy to od indywidualnych predyspozycji czy wcześniejszych doświadczeń.

Zmierzam do jednego miejsca jak odpowiedzieć na pytanie co wybierać wśród pojawiających się dylematów kogo słuchać, reklam, kolegów czy może… przemądrzałych blogerów. 😉

Nie odważyłbym się doradzać nikomu, które rozwiązania są lepsze zawsze podkreślam to co pasuje mi może być dla Ciebie bez znaczenia a wręcz możesz wyrządzić sobie krzywdę naśladując innych, szczególnie zawodowców. Obiektywnie promowana przez mnie wysoka kadencja powinna być lepsza niż niższa ale zawsze znajdzie się ktoś kogo rozwali to technicznie lub po prostu będzie się czuł z tym źle.

Uważam, że należy szukać, czytać, próbować rozmawiać z ludźmi ale zawsze ostatecznie wszystko wdrażać bardzo powoli i ostrożnie. Nie jest rozsądne zamienianie dystansu 100 km tygodniowo na rzecz 30 km ale super szybkich i odwrotnie w środku trwającego sezonu. Podobnie jak zmiana planu treningowego na bardziej ambitny po 2 miesiącach lub zupełnie inny tylko dlatego, że nie widzimy oczekiwanych efektów, może na tym etapie efekt jest jeszcze nie widoczny tak się buduję formę. Nagłe bieganie boso, czy w obuwiu minimalistycznym również zapewne wywoła kontuzję ale robienie tego powoli może dać jakieś efekty.

Gdy widzę biegające osoby, które inwestują w buty, zegarki a nikt im nie powiedział, że ręce nie powinny pracować na wysokości piersi tylko dużo niżej to szkoda naszego wysiłku. Ja również mam problem z trzymaniem rąk zbyt wysoko szczególnie na zmęczeniu do tego dochodzi garbienie się ale zamiast się prostować wolałbym nowe buty.

Zmieniać u każdego można bardzo dużo elementów i to przez kilka sezonów tylko trzeba zachować rozsądek. Poza tym jeśli zmienisz więcej niż jeden element za jednym razem np. kadencję, kupisz buty z innym dropem lub amortyzacją i wyprostujesz sylwetkę nawet notując wzrost szybkości nie będzie wiedział, który element zadziałał. A może kadencja Cię przyspieszyła a amortyzacja i wyprostowana sylwetka przy słabych mięśniach kręgosłupa Cię zwolniły i potem napiszesz mi, że z kadencją to lipa. Warto zmieniać pojedyncze elementy i to w odstępach aby poczuć efekt zmian i ewentualnie wrócić do starych przyzwyczajeń.

I moim zdaniem najważniejsza rzecz jeśli robisz stałe postępy z sezonu na sezon jesteś szybszy to warto zastanowić się nad zmianami ale dopiero w dalszej przyszłości. Jeśli jesteś wypalony, zmęczony i postępy to pieśń poprzednich lat a teraz dopadła Cię stagnacja to jest to moment na zmianę.

Należy jednak pamiętać o tym, że efekty zmian widać po czasie. Wszystkie treningi robione z muzyką będą Ci wychodziły lepiej a na zawodach zawsze wypadniesz gorzej, dlaczego? Dawno już zauważono, że organizm dostraja się do muzyki, oddech, tętno a nawet ruchy rąk i nóg, dobry utwór do szybkiego treningu zastosowany na półmaratonie sprawi, że zaczniesz za szybko i… opadniesz z sił. Wcale to nie znaczy, że bieganie z muzyką jest złe. Jeśli na treningu masz ulubione utwory a z ostrożności nie weźmiesz ich na zawody zabraknie Ci wiary w siebie. To tylko przykłady.

Kiedyś trenując koszykówkę myślałem gry zespołowe to jest to wielka strategia, taktyka, skomplikowanie treningu a bieganie to sport dla imbecyli. Dzisiaj wiem bieganie nie jest bezmyślnym nabijaniem dystansu tu trzeba sporo myśleć, kombinować, eksperymentować i trzeba sporo wiedzieć żeby być biegaczem świadomym czego wszystkim życzę z miesiąca na miesiąc.

W komplecie do tego wpisu następnym razem napiszę o moich najgłupszych wyborach biegowych. Już czerwienie się ze wstydu.

Inne osoby czytały również:

V. Mów wszystkim, że biegasz.

2016-04-13 08:11:57
runnerski-pl

18

Szkolenie nordic walking…

2020-06-16 14:46:57
runnerski-pl

8

Trenuje raport #1 sezon 2020

2020-05-06 15:04:32
runnerski-pl

8

(Nie)Idealny plan treningowy

2020-04-17 14:28:13
runnerski-pl

8

Trenuję raport #4

2020-02-19 14:28:50
runnerski-pl

8

Trenuję raport #3

2020-01-30 19:26:43
runnerski-pl

8

Popełniliśmy wywiad…

2020-01-28 12:40:34
runnerski-pl

8

Trenuję raport #2

2020-01-12 19:38:13
runnerski-pl

8

Dodaj komentarz

11 − 11 =