Bieganie to niestety matematyka.

 

Ostatnio czytałem artykuły zachęcające nas do porzucenia presji liczb i oddaniu się bezstresowemu bieganiu opartemu na czystej przyjemności. Problem w tym, że to jak bieganie z zamkniętymi oczami w lesie.

Im dłużej siedzę w tym „interesie” tym bardziej nabieram przekonania, że jeśli królową nauki jest matematyka a królową sportu pozostaje od lat lekkoatletyka to koronny jej dystans czyli maraton jak również samo bieganie opiera się właśnie na matematyce. Wiem, że moje rozumowanie jest tak pokrętne jak ścieżki, którymi zdarza mi się przemierzać pobliskie trasy ale cel i wniosek końcowy jest jeden… bieganie to niestety matematyka.

Najpierw wyjaśnię dlaczego użyłem słowa „niestety”. Oczywiście, że ciekawiej byłoby gdybyśmy mogli być zaskakiwani przez samych siebie naszą niebywale rosnącą formą i sukcesami pojawiającymi się nawet u przeciętnych amatorów, którzy raz do roku obowiązkowo stawaliby nieprzewidywalnie na podium. Wtedy nasze bieganie byłoby naprawdę pasjonujące i niezwykłe ale właśnie „niestety” nie jest to możliwe w świecie opartym na liczbach.

Chodzi mi po głowie pewien przykład. Na olimpiadzie w Barcelonie pięcioboista Arkadiusz Skrzypaszek zdobył dwa złote medale dokonując tej sztuki indywidualnie i w drużynie wraz z Czyżowiczem i Goździakiem. Chłopaki nie byli raczej faworytami nawet można zaryzykować tezę, że poza branżą mało kto na nich liczył albo o nich wiedział (choć rok wcześniej wypadli podobnie na MŚ) ale dokonali tego, eksplodowali formą zapisując się w annałach polskiego sportu. Potem nie odnosząc już porównywalnych sukcesów. W niektórych dyscyplinach zdarzają się takie historie ale bieganie…

W bieganiu nie ma przypadku. Tu zawsze ciężka praca plus naturalne predyspozycje plus długi okres treningowy, najczęściej liczony w latach w najlepszym przypadku doprowadzi tych najzdolniejszych do wyniku 2:20 w maratonie. Niestety bieganie jest oparte właśnie na równaniu praca + możliwości = wynik. Tu nie ma dobrego dnia, lepszego losowania, błędu sędziego i sukcesu w finale, bo na finiszu akurat wszyscy kolarze oprócz Ciebie uczestniczyli w kraksie.

Druga strona medalu to towarzysząca bieganiu fizjologia, znowu działająca zgodnie z matematyką. Nie pijesz na trasie, nie łykasz żelów podczas biegu trwającego ponad 2 h, nie zrealizowałeś  odpowiednich treningów czy kilometrażu zaczniesz słabnąć. Zrobiło się 2-3 C cieplej i będziesz zwalniać lub szybciej tracić siły. Przytyłeś 5 kilogramów poniesiesz stratę około 5 minut w półmaratonie. Przykładów jest mnóstwo nawet są na to kalkulatory i wzory oczywiście ich wyniki bywają mylące, bo zawsze będzie to sprawa indywidualna niemniej za każdym razem powyższe zmienne będą na nas oddziaływały.

A psychologia, siła charakteru, ambicja – owszem pomagają ale tylko aby osiągnąć nasze maksimum na jakie jesteśmy przygotowani w danym dniu nic więcej. Nie pomagają przekraczać czasu 40 minut na 10 km jeśli ciało gotowe jest na 41 minut. No dobra wspomnianą minutę można wywalczyć niebywałym hartem ducha i uporem choć ja wolę się upierać, że to tylko Twoje prawdziwe maksimum. Jednak nigdy nie pobiegniesz szybciej o 10 minut, choćbyś biegł o życie nie zrobisz na dystansie 10 km wyniku 31 minut gdy Twoim maksimum jest 41 minut.

Często spotykam się ze stwierdzeniami „maraton mnie zaskoczył” lub inne wariacje w stylu „sięgnąłem do granic swoich możliwości i przekroczyłem je”. Uśmiecham się, bo sam się tak dowartościowywałem na mecie gdy wcześniej po 36 kilometrach moje ciało ogarniał skurcz każdego mięśnia z osobna. Dzisiaj jestem mniej wyrozumiały, bo wiem że to była czysta konsekwencja błędów popełnionych wcześniej: za małej ilości wody, złego tempa, przetrenowania, nieprawidłowego treningu itd. W swoim maratonie będącym równaniem z wieloma niewiadomymi błędy popełnione wcześniej doprowadziły mnie do złego wyniku końcowego owszem dotarłem tam do granic ale nie moich MOŻLIWOŚCI A NIEWIEDZY. Dlatego potem bolało jak „jedynka” na maturze.

Robienie błędów nie jest tragedią. Ostatnio wyprałem synowi telefon komórkowy w pralce, nie sprawdzając zawartości kieszeni oraz ulubiony wełniany sweter żony i jak żyć z presją rodziny? Bez przesady – trudno, bolesna psychicznie i finansowo porażka zdarza się każdemu. Dopiero zrobienie drugi raz tego samego błędu jest głupotą a kolejny raz to już oznaka wariactwa lub samo umartwiania. Jeśli wyciągniesz wnioski za drugim razem zawsze sprawdzisz co wrzucasz do pralki.  Wtedy telefon, sweter i sam sprawdzian biegowy mogą Ci ujść na sucho, bo noszenie rozciągniętego ponad miarę swetra raczej nie jest estetyczne a mokry telefon… szkoda gadać podobnie jak cierpienie w maratonie spowodowane własnymi błędami.

Kwintesencją matematyki w bieganiu jest pulsometr, którego jestem entuzjastą pod warunkiem znajomości zasad jego użytkowania. Oczywiście są i inne obrazy dla braku miejsca na improwizację w przygotowaniach do startu: szacowania tempa poszczególnych treningów na podstawie dotychczasowych startów czy sprawdzianów albo wykonanego testu Coopera.

Tempo: 4:45 przez 42 km równa się porażka (osłabnięcie i skurcze) zaś 4:54 przez 42 km równa się życiówka przecież to czysta matematyka.

Po latach biegania na podstawie treningów z tygodni poprzedzających start mogę bez problemu oszacować swój wynik na mecie a rezultat ten będzie się różnił co najwyżej na moją niekorzyść jeśli podpalę się i nie zachowam dyscypliny taktycznej jaką przygotowałem sobie na dany start. Tak działa matematyka.

Można polemizować z powyższym fragmentem stawiając kontrargument, że w takim razie lepiej biegać bez mniejszej dawki rywalizacji dla czystej przyjemności tylko czy wtedy matematyka przestanie na Nas oddziaływać? Niekoniecznie po prostu przestaniemy zwracać na nią uwagę ale dalej będziemy zależni od jej reguł.

I do tego momentu wyszedł mi bardzo smutny i mało motywujący tekst, bo przecież mało kto lubi matematykę a wniosek może być taki, że wszystko wynika z czegoś i nie da się udowodnić, że 2+2=5 zatem aby zmienić nastrój spróbuję pokazać, że ta szklanka nie jest wcale w połowie pusta a wręcz odwrotnie.

Matematykę można polubić! Wiem to ryzykowna teza. Najczęściej dzieje się to wtedy gdy ją zrozumiemy albo ujmę to inaczej – bieganie można zrozumieć a wtedy nie będziemy popełniać tylu błędów i w konsekwencji nie będziemy tak często przegrywać, nawet jeśli są to porażki z samym sobą.

Podczas zawodów musimy biec tempem dostosowanym do naszych możliwości co możemy zaobserwować i przetestować na treningach, pić i jeść uwzględniając pogodę, dystans, formę czy wilgotność. W tym celu musimy być otwarci i obserwować swoje treningi. Dlatego powinniśmy być krytyczni i trzeźwo kalkulujący aby znaleźć odpowiednią strategię czy tempo. To tempo nie będzie odzwierciedlało naszych marzeń i ambicji ale będzie skuteczne, bo zgodne z naszymi możliwościami – jak w trójkącie u Pitagorasa A2+B2=C2.

Na treningach musimy działać według jakiegoś planu, najlepiej dostosowanego jak najbardziej do nas a nie uniwersalnego stworzonego przez mistrzów dla mistrzów, którymi póki co nie jesteśmy. Poprzez systematyczność nie będziemy mieli braków a wtedy istnieje szansa, że przyswoimy cały materiał i na sprawdzianie podczas zawodów żadne zadanie czy zdarzenie nas nie zaskoczy.

Robiąc więcej niż minimum polegające tylko na bieganiu czyli np. poszerzając swoją wiedzę o wartościowe pozycje w przedmiocie biegania wyrabiamy sobie umiejętność eliminowania błędów z naszych treningów przez co możemy liczyć na postęp nawet pomimo upływających lat. Do około 55 roku życia możemy biegać szybciej a potem również nie jesteśmy skazani na raptowny spadek formy jeśli trenujemy zgodnie z zasadami dla nas skrojonymi.

Będziemy wtedy potrafili rozwiązywać coraz trudniejsze zadania, posiądziemy możliwości pokonywania coraz dłuższych dystansów lub tych samych tras w coraz lepszych czasach… niestety bieganie pozostanie matematyką.

W razie wątpliwości – nie jestem matematykiem ale jestem biegaczem.

Inne osoby czytały również:

Długie wybieganie.

2018-07-13 12:48:56
runnerski-pl

18

Dziennik moje bieganie – Sezon 2017 luty.

2017-02-15 16:31:49
runnerski-pl

18

Dziennik Moje bieganie – SEZON 2017 – 1 faza

2016-12-23 13:55:54
runnerski-pl

18

Dlaczego bieganie jest…

2016-12-05 17:49:19
runnerski-pl

18

Bieganie naturalne cz. II.

2016-12-01 16:43:30
runnerski-pl

18

Bieganie naturalne.

2016-11-30 16:39:35
runnerski-pl

18

Dziennik Moje bieganie XI 2016 r.

2016-11-01 11:09:17
runnerski-pl

18