Bieganie bywa oszustwem.

W ostatnim numerze Runner’s world zwrócił moją uwagę artykuł „Ja, oszust”. Nie jestem idealistą aby wierzyć, że statystycznie biegacze są lepsi od piłkarzy, lekarzy, prawników czy innych grup ludzi przecież właśnie z tych grup się wywodzimy

Wiedziałem, że osoby biegające łamią pewne zasady dotyczące biegania w zawodach. Wszędzie znajdą się czarne owce ale rodzaje oszustw jakie opisano w powyższej publikacji rozśmieszyły mnie i z drugiej strony wprawiły w zastanowienie po co oni to robią, jednocześnie przypomniałem sobie, że sam wielokrotnie widziałem różne podobne sytuacje.

Pierwszym kamieniem rzuconym w stronę oszustów było wytknięcie „ustawiania się w niewłaściwej strefie czasowej”. Ponieważ wśród moich czytelników są osoby z bardzo małym doświadczeniem dwa słowa wyjaśnienia. Największe imprezy biegowe najczęściej maratony ale i półmaratony lub biegi krótsze wymusiły na organizatorach robienie na starcie stref czasowych, czyli miejsca gdzie powinienem ustawić się osobnik licząc na konkretny wynik. Inaczej i prościej lepsi do przodu, nieco wolniejsi w środku a osoby „o początkującej formie” w dalszych rzędach.

Jest to sprawiedliwe i co równie ważne bezpieczne dla wszystkich. Wielokrotnie widziałem tratowanie wolniejszych biegaczy przez wyścigowe harty, które ustawiły się na starcie zbyt daleko i potem zawodnicy Ci chcieli nadrobić stracony czas i dystans nie zważając na kobiety i mężczyzn o wolniejszych możliwościach czy ambicji.

Start w wyścigu szczególnie na krótkich dystansach 5 km lub 10 km bywa nerwowy i niebezpieczny. W praktyce często (wierzę, że głównie przez niewiedzę) dużo osób ciągnie niemal na samą linię startu aby obok dobrej widoczności mieć lepszą miejscówkę. Gdy zrobi tak kilka osób da się przeżyć ale gdy na maratonie kilkutysięcznym uczyni tak kilkaset osób pojawia się problem.

W zawodach mniejszej wagi ustawiamy się zwyczajowo zgodnie z prezentowanym poziomem, oszustwo jest wtedy gdy idziemy nie do swojej strefy czasowej w wyniku czego potem przeszkadzamy innym, którzy będą musieli wymijać nas slalomem. Skalę głupoty niech odzwierciedli tu przykład pewnej blogerki, która z dumą chwaliła się ostatnio w interenecie, że zawsze idzie na początek aby mieć lepszy czas a fakt, że przybiega raczej pod koniec stawki był dla niej drugorzędny, najwyraźniej według niej tylko ona jest istotna w tym całym biegowym towarzystwie.

Dlatego ważna uwaga, rekordy życiowe odnotowujemy w czasie netto czyli będzie to czas zarejestrowany od momentu przekroczenia przez nas linii startu do momentu minięcia mety natomiast, niech nie interesuje nas nadmiernie czas brutto czyli od momentu sygnału startera do momentu przekroczenia mety, zawsze gorszy o sekundy czy minuty od tego pierwszego. Oczywista, oczywistość?

Też tak myślałem ale ostatnio natknąłem się na pytanie nota bene również u osoby piszącej w sieci „jak liczyć rekordy” brutto czy netto? Dobrze, że ten biegacz nie wstydził się zapytać gorzej gdyby chcąc mieć lepszą życiówkę zawsze pchał się do przodu przy każdym swoim starcie.

Idźmy dalej „bieganie bez numeru startowego”, widziałem to kilkanaście a może już kilkadziesiąt razy ktoś stwierdza pobiegnę mimo, że nie zapisałem się np. do towarzystwa innym znajomym lub w ramach treningu. Niby nic groźnego a jednak. W przypadku wypadku (ciekawy zlepek słów ale problem istotny) – kogo powiadomić, kontuzja – kto zapłaci za pomoc karetki organizator ma umowę na opiekę nad startującymi. Sam powiedziałbym niedawno – małe prawdopodobieństwo dużo hałasu o nic, okazuje się że niekoniecznie.

Wczoraj rozmawiałem z organizatorem półmaratonu zielonogórskiego opowiadał mi, że rok temu było kilkanaście interwencji lekarskich dosyć istotnych a bodajże 2 osoby trafiły do szpitala, nie było upału jedynie około 20-22C w cieniu w słońcu było nieco gorzej do tego trasa pofałdowana jak „karpatka” i najczęściej osoby bez doświadczenia szarżowały ponad siły. To nie są odosobnione przypadki szczególnie gdy pogoda, ukształtowanie terenu, długość trasy tworzą dodatkową trudność

Do tego dochodzą dodatkowe koszty dla organizatora niby to tylko woda na punktach żywieniowych, ewentualnie banany itp. smakołyki ale zawsze to koszt mały przy jednostkowym oszuście wielki przy dużej imprezie i całej masie cwaniaków. Gdyby zabrakło wody nawet dla kilkunastu osób (przez wcześniejszych spryciarzy) w dobie fejsa smród szybko się rozniesie nie przynosząc chwały organizatorom.

A na mecie delikwent bierze… medal. Podobno niektórzy potrafią wziąć dwa lub trzy po co…? Może na głupiej głowie lepiej wygląda kilka sztuk, bo innego rozwiązania nie widzę, no chyba że handluje się tym towarem na allegro tego przyznam szczerze, nie sprawdzałem.

 

Tu przypomina mi się afera z Maniackiej Dziesiątki gdy spryciarz pobiegł z numerem startowym z ubiegłego roku (zdjęcie obok). Mam też swoje obserwacje po ostatnim półmaratonie we Wrocławiu jakiś „bystry” detektyw opluł ludzi na różnych stronach internetowych, jakoby biegli w tych zawodach w podrobionych numerach startowych. Znalazł innego biegacza o tym samym numerze co jego biegnącego w… no właśnie. Nie zastanowiło go, że Ci biegnący zawodnicy finiszują w dzień a my kończyliśmy bieg po zmroku (był to bieg nocny) facet najwidoczniej przyszedł na linię startu w ostatniej chwili i nie widział, że 2 godziny wcześniej odbywały się tam zawody dla młodzieży a numery startowe rzeczywiście były podobne i zawodnik z jego numerem startował owszem ale w innych zawodach… młodzieżowych 🙂

Przeraziłem się czytając ten artykuł gdy znalazłem opis wydrukowania sobie numeru startowego w maratonie bostońskim przez kilka osób (przed biegiem) zaraz po tym jak jego właścicielka zamieściła go jeszcze przed startem na portalu społecznościowym „bibgate”. Ludzie mają wyobraźnie. Jeszcze lepsze są kombinacje z chipami wystarczy wziąć ze sobą chipa kolegi lub koleżanki i może ona wygrać jakąś nagrodę pod warunkiem, że zając jest szybki, to już mną wstrząsnęło czyste chamstwo. Mam równie dobre inne przykłady: postarzenie się o rok, dwa bo wiadomo konkurencja w 70+ jest mniejsza niż w przedziale M 60-70 i uwaga bliźniak w toitoju, wchodzi jeden biegacz zmęczony, przekazuje „pałeczkę” czyli chipa i wychodzi inny wypoczęty a dalej rura.

Skracanie zakrętów, pętli tzw. nawrotów, agrafek itp. miejsc, podwózki samochodami a w dużych miastach np. tramwajami to już nie tylko ponure żarty ale jak twierdzi autor tego artykułu również rzeczywistość. Nie wiem czy to powód do radości ale pomysłowość nie jest tylko domeną ludzi urodzonych na Wisłą. Inni mają podobnie: „Meksykański polityk wystartował w 2007 roku w maratonie w Berlinie. 55 latek uzyskał świetny czas 2 godz. I 41 minut. Jednak po analizie międzyczasów okazało się, że 15 km (od 20. do 35 km maratonu) pokonał w 21 minut. Co ciekawe, rekord świata na tym dystansie wynosi 41 minut….”

Nie będę cytował więcej aby nie popsuć zabawy z czytania tym którzy trafią na wrześniowy R`sW. Postanowiłem zrelacjonować ten artykuł dla zastanowienia się czy wielu z nas (mam nadzieje nie my) nie traktuje biegania zbyt poważnie a pisze te słowa ja, który cały czas walczy z sobą aby zachować tu odpowiednie proporcje.

Po raz kolejny spotkałem się z hasłem, że nie ma jeszcze spisanej biegowej etykiety i dlatego jest jak jest. Myślę, że jej spisanie niewiele tu zmieni zdrowy rozsądek wystarczyłby no chyba, że biegacze są zwykłymi ludźmi więc ich zachowania na ścieżkach biegowych bywają często takie same jak za kierownicą samochodu lub w kolejce do lekarza. Mnie to nie dziwi.

Jestem przeciwnikiem oszustw w bieganiu (podobnie jak w innych sprawach) mi rekordy osiągnięte z „pomocami” nie smakowałyby wcale począwszy od pomocy drobnych ale niedozwolonych a skończywszy na dopingu, którego temat poruszałem w innym miejscu Doping zawodowców i nas amatorów.

Jutro biegnę XXX Nocny bieg Bachusa, zawody są rozgrywane w Zielonej Górze na dystansie 10 km i jako miejscowy wiem gdzie skrócić pętle może nawet niepostrzeżenie a biorąc pod uwagą, że są one cztery jest na czym zyskać… jak zobaczę, że ktoś skraca to wymierzę sprawiedliwość na miejscu ostrzegam.

Takie mamy to nasze bieganie, z różnymi odcieniami nie tylko strojów i butów ale też ludzkich zachowań.

Zainteresowane osoby zapraszam do polubienia mojego profilu na FB dla mnie jest to znak, że warto pisać, dziękuję.

W przygotowaniu tekstu korzystałem z artykułu „Ja, oszust” Mariusza Kruczka z wrześniowego 2015r. numeru Runner`s World.

Inne osoby czytały również:

Długie wybieganie, trening długi cz. II

2019-07-16 16:35:31
runnerski-pl

18

Długie wybieganie, trening długi.

2019-07-13 12:48:56
runnerski-pl

18

Dziennik moje bieganie – Sezon 2017 luty.

2017-02-15 16:31:49
runnerski-pl

18

Dziennik Moje bieganie – SEZON 2017 – 1 faza

2016-12-23 13:55:54
runnerski-pl

18

Dlaczego bieganie jest…

2016-12-05 17:49:19
runnerski-pl

18

Bieganie naturalne cz. II.

2016-12-01 16:43:30
runnerski-pl

18

Bieganie naturalne.

2016-11-30 16:39:35
runnerski-pl

18

3 Comment

  1. Malgorzata Wrzesinska says: Odpowiedz

    Trochę – to przykre, że niektórzy ludzie posuwają się do oszustw – widocznie mają w tym swój cel – dla mnie nie do pomyślenia byłyby wszelkie podmiany numerów, chipów/bliźniaków czy doping bądź podwózki – nie miałam bym tej satysfakcji, że to ja właśnie wypracowałam te wynik i zasłużyłam na życiówkę swoją pracą. Co do za satysfakcja podjechać (tramwajem haha) czy innym środkiem i chwalić się czasem – jeśli się tego nie potrafi samemu ? Żadna. Nie ma się z czego cieszyć.

    1. runnerski.pl says: Odpowiedz

      Osobiście również nie miałbym żadnej satysfakcji z rekordu ustanowionego na skróty ale jeszcze ciemniejszą stroną tego samego medalu jest doping. U amatorów niby zagadnienie niewystępujące a jednak (pewnie już czytałaś http://runnerski.pl/czekam-na-… ale wkleję fragment dla innych osób) „Pięć
      lat temu tylko 2 procent respondentów z grupy 1354 biegaczy
      stwierdziło, że zaryzykowałoby zdrowie i zastosowało doping dla
      osiągnięcia wyniku sportowego, sławy, pieniędzy, zwycięstwa. Minęły dwa
      lata i takich osób było już 4 procent, a liczba przebadanych biegaczy
      wzrosła do 1419. Co więcej, wzrosła liczba badanych, którzy mieli
      styczność z substancjami zabronionymi na zawodach sportowych. W 2010
      roku było ich 3 procent, a w 2012 – 13!”
      Mamy rok 2015 minęły 3 lata i liczba 13% pewnie jest nieaktualna ale raczej nie zmalała…

      Mój kolega jeszcze w latach 90 opowiadał mi jak przed meczem kilkunastoletni zawodnicy jego drużyny piłkarskiej pili syropy na kaszel (nazwy nie podam) aby zwiększyć sobie wydolność. To było w czasach kiedy nie było internetu, który jest kopalnią wszystkiego.

      Moje dziecko dostało jakiś steryd lub inny lek na rozszerzenie płuc czy oskrzeli ostatnio widziałem film, w którym podczas biegu ultra lekarz zalecił jednej uczestniczce ten sam specyfik bo tam ze względu na wysokość nad poziomem morza… pomagało…gdybym był głupi spróbowałbym… na szczęście nie jestem.

      1. Malgorzata Wrzesinska says: Odpowiedz

        Dziękuję Marcinie za tak obszerną odpowiedź. Za dopingiem nie jestem ale jest go chyba w ilości niemałej – jak słyszę z opowieści osób, które mówią, że pobiegły chore ale dobry czas osiągnęły bo tabletkę na grypę/przeziębienie wzięły.

        Taka to nasza rzeczywistość. Pozdrawiam serdecznie.

Dodaj komentarz

nine + nineteen =