Anatomia zwycięstwa.

Powyższy tytuł nasunął mi się po obejrzeniu fragmentu programu „Anatomia głupoty”. Autorzy analizują tam krok po kroku przypadki ludzkiej nieodpowiedzialności na podstawie różnych wypadków jakie przeżywają, czasem cudem ich „bohaterowie”. U mnie na Mistrzostwach Świata w nordic walkingu też zaczęło się od wypadku ale potem było jeszcze… ciekawiej.

Półtorej godziny do startu niemal dotarłem już na miejsce, kilka kilometrów od biura zawodów ale sączone od rana izotoniki sprawiły, że musiałem się zatrzymać. Pusta droga, pole zboża nic tylko…

Aaaaaaaaaaaaaaaaaaa krzyknąłem na całe gardło kiedy zamykając drzwi samochodu przytrzasnąłem koniuszki dwóch palców prawej dłoni. Nawet nie pytajcie jak to się stało, uderzyłem drzwiami bardzooo mocno, bo chciałem jak najszybciej dotrzeć do celu. Milion myśli naraz przebiegło moja głowę. Z tą najważniejszą: czy można startować w Mistrzostwach Świata w NW ze złamanymi palcami? Chyba będzie trudno. W końcu ręka jest potrzebna. Dobra plus jest taki, że to końcówki pod paznokciami, unieruchomię je plastrem i spróbuję.

Problemem był jednak niewiarygodny ból. Odechciało mi się w jednym momencie korzystania z przydrożnej „toalety”. Zresztą nie wiem czy odpiąłbym pasek spodni. W samochód i na mistrzostwa. Chuchałem, dmuchałem ale kiepsko pomagało.

Na miejscu standardowa procedura przedstartowa poza tym ból ustawał choć jeszcze po godzinie czułem obrzęk. Jedno było pewne są całe tylko lekko strzaskane. Można iść na rozgrzewkę.

Startowaliśmy parami w odstępach 5 sekundowych. Wszystko aby uniknąć, że ktoś innej osobie nadepnie na kijek a ten się złamie. Wtedy zabawa skończyłaby się już po starcie. Najpierw młodsi a w końcu kategoria M40 i ja. Nikt z faworytów nie chciał iść ze mną w parze. Kilkunastosekundowa chwila zawahania wśród uczestników i dziwna przerwa. A młodzi uciekają. W końcu odważył się Mariusz mój świetny kolega z Pasłęka. Od razu ustaliśmy, że idziemy swoim tempem. Nie chciałem, go zamęczyć na pierwszych metrach. Od początku chciałem ruszyć bardzo mocno. Stwierdziłem, że najmocniejsi chyba są za mną a gdy mnie dogonią to będą mieli lepszy czas netto a według niego układana jest klasyfikacja końcowa. Tymi z przodu będę martwił się na trasie.

Nawet chyba ruszyłem nieco za ostro ale strategia przyniosła zamierzony efekt, nikt zza pleców się do mnie nie zbliżył. Po 3 km wyprzedziłem całą „młodzież” z niższych kategorii wiekowych i rozpoczął się mój wyścig z samym sobą.

Po pierwszym okrążeniu czyli ponad 5 km widziałem wreszcie konkurentów. Tylko w tym miejscu na trasie mogłem ich dostrzec a oni mnie. Przewaga była spora ale tak naprawdę nie wiedziałem, ile każdy z nich wystartował za mną. Czyli tak naprawdę nie miałem wyobrażenia czy moja przewaga nad nimi wzrosła czy zmalała. Przyspieszyłem jeszcze mocniej i na następnej pętli po ponad 10 km wiedziałem, że idę szybciej. Wtedy zachowałem większy spokój na pętli 3 choć ciągle tempo było bardzo ostre.

Na końcu 3 okrążenia zdarzyło się coś czego nie przewidziałem. Na start spóźnił się Francuz Melvin Oluwagbemi. Moim zdaniem organizatorzy zachowali się świetnie, że puścili go mimo spóźnienia. Niech wygra duch fair play  – pomyślałem. Musiałem jednak szybko dokonać oceny sytuacji.

3 okrążenie przeszedłem w miarę spokojnie, po nim moja przewaga nad resztą jest bezpieczna i nawet wzrosła ale co zrobi Francuz? Jest medalistą mistrzostw Europy, pucharu Europy, podobno prawdziwy wytrzymałościowiec. Niektórzy narzekają na jego technikę ale nie tu miałem z nim problem.

Będę go widział jeszcze tylko raz kiedy zostanie mi 300-400 metrów do mety a on rozpocznie swoje drugie okrążenie z czterech zatem wtedy się dowiem kto z nas idzie szybciej tylko ja już nic więcej nie będę mógł zrobić a on będzie miał równocześnie doskonały obraz mojego tempa i 3 okrążenia do pokonania. Jeszcze taka refleksja przeleciała mi przez głowę może na mijance niepotrzebnie życzyłem mu „powodzenia”…tym bardziej mnie zapamięta. 😉

Plan mógł być jeden… ostatnie moje okrążenie to musi być wszystko co mogę zrobić inaczej nie będę najlepszy. Stawiam wszystko na jedną kartę. Piłem, przyjmowałem żele, teraz tylko ja i moja głowa. Mięśnie odczuwały już trudy tego wyścigu ale może wytrzymają baz skurczów nigdy mnie jeszcze nie zawiodły na półmaratonie. Na pierwszym okrążeniu trasa była płaska, na drugim mimo, że ciągle to ta sama pętla było pofałdowanie, na trzecim lekkie pagórki a na czwartym miejscami spore wzniesienia. Tak działa głowa gdy nogi słabną z każdym podejściem. Do tego piach i wystające korzenie, wprawdzie super oznaczone to jednak spore wyzwanie kiedy kończą się siły. Cały czas miałem to samo w głowie: zrób wszystko co możesz a potem zobaczymy co z tego wyjdzie.

Znowu jestem 300-400 metrów tym razem już przed metą gdzie jest Francuz???

Zaraz wszystko będzie jasne.

O… jest niemal w tym samym miejscu co okrążenie wcześniej stracił może jakieś 10 metrów do mnie a ja szedłem na maksimum… Hmmm nie wiedziałem kto to wygra ale na końcówce pociągnąłem jeszcze mocniej. Wpadam na matę pomiaru czasu i… nigdy nie byłem tak zmęczony na mecie półmaratonu nordic walking. Miałem problem żeby cieszyć się z tego co zrobiłem. Ludzie biją brawo coś krzyczą, ekstra ale potrzebuję chwili, żeby zrestartować zasilanie awaryjne. Wracają powoli sił, które mi zostały.

Prośba o wywiad przed kamerą… chyba gadałem bzdury, bo naprawdę byłem bardzo zmęczony. Nie wiedziałem, który będę ostatecznie to mogło się okazać najszybciej za 2 godziny kiedy swój wyścig ukończy Francuz Melvin.

Średnie tętno 152 wcześniej w półmaratonach miałem 142, 144, 148 to dowód na to jak bardzo sprawdziłem swoje słabości, jak bardzo mi zależało i jak bardzo chciałem dać z siebie wszystko.

Przez co najmniej godzinę byłem fizycznie wypompowany. Ktoś podszedł do leżaka na którym siedziałem, powiedział że wygrałem i puszczą mi mazurka Dąbrowskiego. Pomyślałem, że jeśli będzie tak jak on mówi to… chyba… rzeczywiście to będzie dla mnie. Nigdy nie myślałem, że hymn jest grany tylko dla tego zwycięzcy, jako nagroda za to co zrobił, kibice mają poczucie dumy ale wszystko dzięki wysiłkowi tego zawodnika. Dobrze, że miałem w tym momencie okulary przeciwsłoneczne, bo trochę łez popłynęło.

Chwile później przybiłem piątkę z Francuzem, choć on mnie zapewne nie rozpoznał, mógł mnie poznać chyba dopiero na podium. Jeszcze dziesiątki rozmów z rewelacyjnymi ludźmi, którzy gratulowali mi mimo, że najczęściej nie znaliśmy się wcześniej. Znam dosyć dobrze środowisko biegaczy i mam takie przemyślenie tam jest bez porównania więcej zawiści i mniej otwartości.

Trochę zdjęć  w tym z gościem honorowym mistrzostw finem Marko Kantaneva, który w 1997 roku pierwszy opisał nordic walking. Do tego niesamowicie otwarty i radosny facet, dokładne zaprzeczenie fińskiego mrozu i powagi w relacji z innymi ludźmi.

Od lewej Melwin, Marko i Marcin czyli 3xM.

Po zawodach spotkało mnie jeszcze coś bardzo miłego. Piotr Niechwiejczyk (III miejsce na dystansie 10 km) opowiadał mi jak dzień wcześniej podczas startu osób niepełnosprawnych „prowadził na gumkach” osobę niewidomą, która chciała wystartować w eliminacjach i pokonać własne słabości. To, że Piotr jest bohaterem decydując się na taką asystę to oczywiste i chapeau bas robił to pierwszy raz w życiu i doprowadził ją w całości ale… osoba niewidoma jak ona musiała mieć ciężko. Zaufała Piotrowi a ten przeprowadził ją przez korzenie, ogromną kałuże omijając ją bokiem mieszcząc się idealnie pomiędzy wodą a wystającym pniem drzewa itd. itd. To dla mnie obok chwili na leżaku najbardziej wzruszający obraz rywalizacji w tych zawodach. Odnalazłem tą kobietę oczekując na dekoracje. Siedziała na ławce wraz z mężem, który prawie nie widzi. Porozmawialiśmy kilkanaście minut jak zawodnik z zawodnikami i było naprawdę świetnie. Piotrek ona nie mogła się Ciebie nachwalić. Brawo!!!

Na koniec słowa uznania dla organizatorów. To nie jest kurtuazja z mojej strony ale odważyli się zrobić coś w co wiele osób ze środowiska nie wierzyło a momentami wręcz lekko obśmiewało. Tymczasem wyszło naprawdę ciekawie i profesjonalnie, zawody były dwudniowe (pierwszego dnia były eliminacje do dystansów 5, 10 km).

Zawsze znajdą się osoby, które będą szukać dziury w całym. Moim zdaniem pokazaliście klasę a za rok jeśli zdecydujecie się na ciąg dalszy może być jeszcze lepiej. To wspaniała reklama tego sportu zarówno w ujęciu rywalizacji jak i rekreacji. Bardzo dziękuję w swoim imieniu i myślę, że wielu zawodników.

 

Ps. Na starcie miał pojawić się pewien zawodnik, który przyprawiał mnie o bicie szybsze bicie serca chciałem z nim wygrać a tymczasem 2 razy musiałem uznać jego wyższość wprawdzie było to na krótszych dystansach 6 i 8 km to jednak… zadra była. 😉 Nie przyjechał, dalej nie mogłem zażartować, że… „Mistrz jest tylko jeden” na szczęście spotkaliśmy się w zeszłą sobotę na starcie Pucharu Polski w Polanicy Zdrój i… o tym w następnej relacji.

Acha no i… istotna informacja wygrałem. Hymnu można posłuchać tutaj.

Zapraszam do polubienia mojego profilu na FB oraz śledzenia mojego Instagrama runnerski.pl

Inne osoby czytały również:

Mistrzostwa Europy w nordic walkingu Barlinek.

2018-09-20 17:45:43
runnerski-pl

8

Mistrzostwa Polski w nordic walkingu Barlinek.

2018-09-18 14:58:26
runnerski-pl

8

Z motyką na… Barlinek.

2018-09-13 14:44:26
runnerski-pl

8

Mistrzostwa Polski w nordic walkingu Osielsko.

2018-09-05 11:08:10
runnerski-pl

8

Puchar Polski w nordic walkingu ZDOBYTY!!!

2018-08-19 17:35:32
runnerski-pl

8

Długie wybieganie.

2018-07-13 12:48:56
runnerski-pl

8