Ambicja biegacza.

Podejście każdego z nas do biegania determinuje bardzo dużo czynników ale jednym z ważniejszych jest ambicja biegacza. Jak określilibyście poziom swojej życiowej ambicji w tym zakresie? Zawieszacie sobie poprzeczkę niżej niż możliwości a może zdecydowanie za wysoko? I ciekawe czy zastanawialiście się czy pomaga Wam Wasza ambicja czy może jednak przeszkadza a sprawa wcale nie jest mało ważna.

 

„- Dam ci teraz receptę, która w przyszłości uczyni cię człowiekiem sukcesu. Czymkolwiek się zajmiesz (…) Ambicja daje ci napęd. W to, co robisz, zawsze wkładasz całe serce. Nigdy się nie poddajesz. Suma tych czynników zwykle czyni cię zwycięzcą. Tak będzie i w życiu. (…)

– Ale zwycięzcą nie jest się na zawsze (…) Bywa się nim, jeśli człowiek nieustannie się rozwija. Rozwój zaś zapewniają wyłącznie porażki. Naucz się przyjmować je z honorem. Czerp z nich bezcenną wiedzę, jak podwyższać poprzeczkę. Inaczej, mimo swoich walorów, przestaniesz wygrywać. Wtedy ambicja zacznie cię zjadać (…)

– Porażka pokazuje ci niedociągnięcia, demaskuje twoje słabe strony. To, nad czym musisz pracować. Pozwala przegrupować  siły, by skutecznie iść naprzód. Jeśli nie posiądziesz tej wiedzy, nigdy nie osiągniesz celu. Sukces jest chwilowy. Klęska to lekcja do odrobienia. Wyciągaj wnioski, niweluj wady. Bój się jeśli trzeba. Nieuzasadniona brawura przynosi więcej szkód niż zwłoka, która jest niczym więcej, jak przemyślanym działaniem w kilku krokach.  Działaj rozważnie. Nie poświęcaj wszystkiego dla zaspokojenia rozbuchanej ambicji. Bo inaczej to ona, twój największy atut, cię zniszczy.”

 

Gdy przeczytałem to pierwszy raz pomyślałem niezłe dla biegaczy. Ciekawe czy pokusilibyście się próbę odgadnięcia jaki biegowy autorytet jest autorem tych zdań?

Odpowiem: żaden. To fragment kryminału, który właśnie czytam Katarzyny Bondy „Okularnik” str. 124-125. Są to słowa trenera do głównej bohaterki kiedy ta była jeszcze nastolatką i grała w siatkówkę. Wtedy bardzo źle znosiła porażki, bo zawsze chciała tylko wygrywać.

A jak to się ma do nas?

Ambicja jest bez wątpienia czynnikiem, który sprawie, że w naszym życiu rozwijamy się intelektualnie czy zawodowo. Mamy lepszą pracę, wiemy więcej o funkcjonującym świecie przez co jest nam łatwiej żyć. Brak ambicji powoduje u wielu z nas frustrację pracą na tym samym stanowisku przez całe życie i obwinianie o to każdego wokół tylko nie siebie.

Natomiast ambicja potrafi być także destruktywna, może pozostanę przy przykładach sportowych. Tutaj zbyt ambitny biegacz realizuje plan 40 minutowy na 10 km biegając na poziomie 60 minut. Dodaje do treningów dodatkowe kilometry a potem w kolejnych tygodniach nie ma siły na realizację mniejszego kilometrażu itd.

W zawodach wybujała ambicja zakłada nam cele do których nie jesteśmy jeszcze przygotowani, przez co po biegu jesteśmy wręcz załamani. To akurat przechodziłem wielokrotnie zanim nie zrozumiałem gdzie tkwi błąd.

Trzeba mieć nie lada charakter i właśnie zdrową ambicję aby uczyć się na porażkach i wtedy z nową siłą zmieniać trening czy inne rzeczy wokół nas. Wszystko po to aby kiedyś odnieść sukces.

I najważniejsze: sukcesem nie musi być wygranie zawodów. Sukcesem jest ukończenie maratonu, zrzucenie 15 kg, czy także pokonanie bariery 45 minut na 10 km. Dla każdego z nas sukces ma inny wymiar ale róbmy tak aby się rozwijać a nie biegać przez całe życie tak samo, bo wtedy prędzej czy później przestanie nam to sprawiać przyjemność.

A kryminał jest całkiem ciekawy tylko gruby ale moja ambicja mówi mi, że poradzę sobie z nim bez problemu. 🙂

Inne osoby czytały również:

DEKALOG początkującego biegacza.

2017-04-11 07:58:37
runnerski-pl

18

Dieta biegacza amatora.

2017-01-23 15:07:58
runnerski-pl

18

Testy wydolnościowe biegacza amatora.

2017-01-02 16:43:53
runnerski-pl

18

Mistrzowska taktyka słabego biegacza.

2016-10-02 19:53:24
runnerski-pl

18

Test biegacza.

2016-08-31 20:55:56
runnerski-pl

18

Zasady BHP biegacza.

2016-01-25 14:42:33
runnerski-pl

18

Poranek biegacza.

2016-01-06 13:46:16
runnerski-pl

18

  • Wróciłem do tego tekstu bo właśnie zmagam się z pewnym problemem. Zazwyczaj szacuję swój czas w zawodach dość ostrożnie. Zakładam go tak, że wiem, że jestem w stanie go zrobić. Czasem się udaje a czasem nie. Jeśli nie, to jest zazwyczaj wynik jakiegoś błędu treningowego tuż (tydzień, dwa) przed startem lub straszny upał w dniu startu, lub jakaś gorsza dyspozycja. W każdym razie staram się nie szarżować i nie przeceniać możliwości. Za dwa tygodnie biegnę maraton w Poznaniu i coś mi cały czas mówi, żeby spróbować zaatakować ostrzej. Moje życiowe podejście mówi „spokojnie, przyjdzie czas, a teraz powoli rób swoje i popraw życiówkę o kilka minut” ale z drugiej strony słyszę głos: „Spróbuj! Zaatakuj! Licz się z tym, że jak przedobrzysz to będzie znacznie gorzej, trudno. Ale jak się uda? To będzie wyczyn, to będzie coś!”. No i kusi mnie, żeby ten raz przycisnąć, żeby zaryzykować. Mam świadomość konsekwencji, wiem, że jak się spalę to ostatnie kilometry mogą być dramatycznie powolne, ale może warto spróbować?

    • Poczekaj obejrzę Cię na endomondo 😉

    • Miesięczny kilometraż wskazuję Radku, że ostrożność jest rozsądnym rozwiązaniem. Z drugiej strony znam Cię i wiem, że pomykasz całkiem szybko ostatnimi czasy jednak maraton to maraton. Nie wiem w ile celujesz ale pobiegnij pierwsze 21 km wolniej niż zakładasz np. o 5 minut a w drugiej połówce albo po 30 kilometrze pokaż na co Cię stać wtedy będziesz WIELKI. A jeśli tylko utrzymasz to tempo to będziesz wiedział że biegnąc 5 minut szybciej zaliczyłbyś sporą porażką. Reasumując z moją taktyką „będzie Pan zadowolony”.