Amatorzy lepsi od zawodowców – relacja z Crossu Żagańskiego.

W niedzielę rozpocząłem swój sezon biegając 42. Cross Żagański. Chwilę przed naszym startem jako „support” odbyły się 88. Mistrzostwa Polski seniorów w biegach przełajowych mam w tym temacie pewną refleksję do mety dobiegło 23 „zawodowców” podobnie u pań i osobiście żałuję 😉 że nie wystartowałem wśród męskiego grona profesjonalistów. Ze swoim rewelacyjnym czasem 42:39 (ironia jest tu chyba wyczuwalna) przybiegłbym na metę 6 minut po ostatnim seniorze i byłby to występ ze wszech miar FATALNY ale byłbym na 24 miejscu w Mistrzostwach Polski a wśród amatorów byłem dopiero 49. Wniosek, że amatorzy są trudniejszymi przeciwnikami niż nasi krajowi zawodowcy może nawet jest w tych okolicznościach możliwy do obrony.

Zmierzam jednak do tego, że mizeria naszej lekkiej atletyki tu przedstawiająca się jako wstęp do sezonu przy okazji biegów przełajowych jest widoczna i smutna zarazem. A potem dziwimy się, że w maratonach wygrywają z nami Kenijczycy. W całej Polsce jest tylko 23 zawodników biegających na poważnie a być może wśród nich nie wszyscy traktują to jako swój sposób na przyszłe życie. Nawet jeśli doczekamy się następnych Kszczotów czy Lewandowskich to jednak będzie w tym więcej przypadku niż świadomej selekcji. A propos Marcina Lewandowskiego on biegał w niedzielę na dystansie 4 km (srebro) była także np. Angelika Cichocka (złoto) ale zawiewający wiatr i temperatura sprawiły, że przed biegiem wybrałem ciepłe auto a nie przebiegających obok mistrzów przede wszystkim „profesjonalizm” aby nie zachorować. Zresztą Marcin L. też nie poczekał na mój bieg, bo to przecież… profesjonalista.

 

Same zawody w Żaganiu bardzo mi się podobały o niedociągnięciach nie ma co wspominać wszyscy sobie poradziliśmy. Początek sezonu spore oczekiwania, miejscami śliska ale równa jak stół trasa, miłe towarzystwo, wybrałem się na te zawody z moim przyjacielem Wojtkiem, który tego dnia obchodził urodziny więc czego chcieć więcej może jeszcze… piwa na mecie stawianego przez jubilata. On liczył na życiówkę może złamanie 50:00 a pobiegł rewelacyjnie niewiele wolniej niż 46 minut. Ja liczyłem na złamanie 42 minut ale uwzględniając warunki i pewną rezerwę nie mam powodów do smutku wręcz odwrotnie to było kolejne potwierdzenie, że tak dobrze jeszcze o tej porze roku u mnie nie było.

Z ciekawych incydentów na trasie miłe było spotkanie na 5 km kolegi, który holował mnie w ubiegłym roku podczas półmaratonu w Pszczewie i zawdzięczałem mu wtedy życiówkę. Poznał mnie jak sam to określił po charakterystycznym sposobie biegania (chyba miał na myśli wysoką kadencję albo co bardziej prawdopodobne mój pokraczny krok Don Kichota). Pogadaliśmy chwilę biegnąc obok siebie ale ponieważ on był rozpędzony jak „czeska lokomotywa” nie próbowałem dłużej utrzymać się obok niego. Gdybym traktował ten start priorytetowo zaryzykowałbym jego tempo i pewnie dojechałbym za nim do mety ale ja mam inne cele.

Ten start miał być przygotowaniem, ciężkim treningiem i sprawdzianem przed startem w Wielkanocny poniedziałek na dystansie 10 km w Nowej Soli w biegu „Do Pustego Grobu”. Tam marzę o biegu w czasie 39:59 czyli złamaniu mitycznej już jak dla mnie granicy 40 minut. Jeśli uzyskam tam wynik w okolicach 41 minut nie będę załamywał rąk tylko dalej mam zamiar kontynuować swój trening celując w priorytet „A” czyli czerwcowy półmaraton we Wrocławiu.

Zawsze twierdziłem, że bieganie po lesie (podobnie cross) zwalnia mnie około 10-15 sekund na kilometrze gdyby to uwzględnić bieg za tydzień wychodzi w przedziale 40-41 minut zatem chyba zaryzykuję i pobiegnę kierując się czasem a nie tętnem.

Na trasie dwukrotnie przeskakiwaliśmy przez dwa rzędy snopków słomy ale osobnikom z długimi nogami jak ja co najwyżej przypomniały się płotki z lat młodzieńczych treningów koszykówki a przeszkoda nie okazała się nawet lekko trudna co innego rów z wodą albo raczej mega kałuża ale tu prezentuję zdjęcia jako komentarz, ja obiegłem to „jezioro” bokiem niczym panienka, drobiąc na palcach i nie szczędząc znanej mi łaciny pod nosem. Zdarzali się i tacy, którzy atakowali tę fosę po rycersku i z otwartą przyłbicą.

 

Przed biegiem razem z Wojtkiem wybraliśmy się w ramach rekonesansu rozgrzewkowego w to miejsce i wiedzieliśmy doskonale, którędy zaatakować „rów” z wodą, tak jak napisałem wcześniej przede wszystkim „profesjonalizm” i rozpoznanie przeciwnika, taką strategie narzuciła wojskowa sceneria alianckiego stalagu z czasów II wojny światowej gdzie odbywał się bieg oraz towarzyszące nam czołgi naszej armii biało-czerwonej.

Na koniec jeszcze słowo o tętnie ten bieg zrobiłem tradycyjnie biegnąc na tętno chcąc pierwszą „piątkę” pobiec w przedziale 148-153 a potem szybciej maksymalnie do 160 i wyszło mi to zgodnie z założeniami. W efekcie pierwsze 5 km pobiegłem w czasie 21:20 a drugie okrążenie 21:19 IDEALNIE piszę o tym dla tych, którzy krytykują ten rodzaj biegania.

 

 

Jak na ostry trening wyszło rewelacyjnie, miała na to wpływ także strategia biegu czyli wspomniane tętno oraz to, że starałem się biec za kimś w odpowiednim momencie wyprzedzając moich „zająców” i finiszując z zapasem sił. Nie było oczywiście bez potknięć i to nie tylko tych dosłownych spowodowanych nierównościami. Ubrałem się za ciepło (jedna koszulka za dużo) co odbiło się na moim biegu już po pierwszym kilometrze ale nie chcę się tłumaczyć.

Zająłem 51 miejsce w kategorii Open (wśród mężczyzn 49) na 489 zawodników (353 mężczyzn). Czas 42:39 jak zawsze w mojej krytycznej samoocenie mógł być lepszy. Warunki miejscami były trudne, poza tym nie był to asfalt o dodatkowych 100-150 metrach wspominam delikatnie, bo i tak jestem bardzo zadowolony.

Muszę jeszcze wspomnieć, że Żagań zainaugurował Lubuską Ligę Biegową, to nowa i bardzo ciekawa inicjatywa w naszym regionie.

Żagań to od zawsze polskie miasto wojskowych obecnie jednostek pancernych więc nikogo nie dziwił na starcie Rudy 102 czy nowsze Leopardy, które przy okazji biegu można było zwiedzać i usłyszeć jako wystrzał startowy.

 

 

Poniżej nieco broni i pomyśleć, że kiedyś za zrobienie takich zdjęć można było wylądować na wiele lat w więzieniu.

Inne osoby czytały również:

Historia pewnego wyprzedzania

2017-11-14 17:34:36
runnerski-pl

8

Aby biegać szybciej wiosną trzeba najpierw…

2017-11-08 18:47:12
runnerski-pl

8

W roli debiutanta.

2017-10-30 19:31:27
runnerski-pl

8

Wracam

2017-10-24 17:37:49
runnerski-pl

8

To chyba już starość co?

2017-06-29 19:40:37
runnerski-pl

8