A mogłem sobie trochę popłakać.

Dawno temu porzuciłem nadzieję, że stanę kiedyś na podium w zawodach biegowych. Nawet najniższy stopień w kategorii wiekowej jest poza moim sportowym zasięgiem i mimo, że biegam stosunkowo szybko to wyprzedzenie 85-90 % kolegów na trasie jest wszystkim z czym mogę się mierzyć…  a mogłem sobie trochę popłakać.

Do tego rośnie moda na bieganie co sprawia, że konkurencja z roku na rok jest silniejsza i dlatego postanowiłem rywalizować tylko ze sobą i swoimi rekordami tymczasem… zabrakło 26 sekund.

Obecnie przygotowuję się do maratonu toruńskiego, który odbędzie się za 3 tygodnie. Według każdego ambitnego planu powinienem w ostatni weekend umęczyć się jakimiś 30 kilmetrami wybiegania ale jako zadeklarowany przeciwnik tego rodzaju umartwiania się postanowiłem przebiec spokojny dwugodzinny trening. Potem stwierdziłem, że po co biegać w samotności skoro można przebiec treningowo… półmaraton. Do wyboru miałem sobotnie Lubsko albo niedzielną Legnicę. W Legnicy byłem już 2 razy a Lubsko było nieznane i niemal na wyciągnięcie ręki.

W piątek bolała mnie noga po wtorkowej sile biegowej i szybkim treningu czwartkowym więc decyzja o starcie zapadła tak naprawdę w sobotę rano kiedy poczułem się zdrowy bez żadnych urazów i szybko stwierdziłem, że dzisiaj przebiegnę mój 22 półmaraton w życiu.

O Lubsku wiedziałem tylko tyle, że frekwencja jest… rodzinna w sumie na starcie będzie nie więcej niż 100 biegaczek i biegaczy a biorąc pod uwagę, że jednocześnie w zależności od wyboru wystartujemy na dystansie 10,5 km, 21 km lub maratonu to nawet słowo frekwencja jest tu określeniem na wyrost.

Od początku byłem pozytywnie zaskoczony, samochód zaparkowałem 10 metrów od startu. Przywitało mnie profesjonalne nagłośnienie z pobudzającą muzyką, miłe panie w biurze zawodów proponowały herbatkę, kawę oczywiście za darmo. Wymigałem się mówiąc, że mam za słabe serce na kawę i sączyłem swoją wodę.

Standardowa rozgrzewka, ustawiłem się, jeszcze jakieś podskoki, zero ścisku, dwa słowa przywitania burmistrza, odliczanie, strzał i poszli… a właściwie pobiegliśmy. Omal nie padłem za linią startu ale nie na skutek kontuzji czy potknięcia ale ze zdziwienia, biegnę spokojnie a tu 5-6 pozycja nikt nie wyrywa do przodu, patrzę w obawie na swoje tętno wprawdzie minimalnie za wysokie ale w normie. Nigdy po stu metrach biegu nie byłem w pierwszej 10-tce…

Trasa ciekawa choć nie na życiówkę. Prowadziła po parku potem piaskową ale dobrze ubitą drogą, był też odcinek około 650-700 metrów kostki brukowej (pokonywany 4 razy) wyjątkowo nierówny i paskudny. Alternatywą był bieg po trawie znajdującej się obok z czego korzystałem kilka razy. Trasa została nazwana przez organizatorów pętlą to w rzeczywistości bieg z punktu A do punktu B ok. 5,25 km nawrót i powrót tą samą drogą. Półmaratończycy robili ten schemat 2 razy a maratończycy 4 razy. Przez co każdy z nas cały czas widział, na której biegnie pozycji, każdy nawrót pokazywał dokładnie jak swobodnie lub z jakim trudem sapią rywale.

Chwilę po starcie byłem 5 potem 6 w stawce półmaratończyków co skłaniało mnie do zachowania spokojnej treningowej taktyki. Miałem w założeniu robić 6:30 minut biegu i 30 sekund marszu ale… po rozgrzewce zresetowałem zegarek i zapomniałem go ponownie ustawić aby „pikaniem” przypominał o zamianie biegu w marsz (cenna nauczka, często można zapomnieć o szczegółach). Wprawdzie mogłem spoglądać na zegarek i realizować moją strategię ale stwierdziłem, że skoro normalnie wskazuje mi tętno a nie czas biegu nie będę go co chwilę przełączał i pobiegnę spokojnie bez marszobiegów Gallowaya.

Po kilku kilometrach zacząłem żałować swojej decyzji ponieważ poczułem problemy z nogami. Miałem wrażenie, że zaraz pojawią się skurcze. W ostatnich 10 dniach wykonałem 2 bardzo ciężkie treningi siły biegowej co przełożyło się na dyspozycję ale w tym dniu nie miałem na tzw. „świeżości” więc zachowując ostrożność i krótki krok założyłem sobie, że muszę ten dzień po prostu przeżyć.

Zamiast planowanego biegu na tętnie 148-50 uderzeń musiałem zwalniać do 146 i mniej, bo moje nogi sztywniały bardzo niepokojąco przy każdej próbie przyspieszenia. Biegłem spokojnie na 8 lub 9 pozycji więc moim celem było już tylko utrzymać tętno i zrobić dobry trening.

W parkowym cieniu było zimno za to na otwartej przestrzeni robiło się ciepło. Szczególnie na ostatnich 5 km widziałem, że wszyscy przede mną i za mną sapią nagle trochę mocniej i może minimalnie miał na to wpływ nie tylko dystans ale i słońce. Po dziesiątym kilometrze nogi zaczęły normalnie pracować zero zesztywnienia i nawet nabrałem ochoty na szybszy bieg ale zadałem sobie pytanie: po co? Wynik 1:38 czy 1:39 na mecie to żadna różnica dzisiaj chodzi o trening.

Przesunąłem się na 8 pozycję i zobaczyłem na ostatnim nawrocie, że biegacz na 7 miejscu wyraźnie słabnie. Pochłonąłem pół żelu jaki miałem ze sobą i trzymałem tempo, uznałem że jeszcze za wcześnie na przyspieszenie. Za chwilę byłem 7. W oddali widziałem parę biegaczy: kobieta i mężczyzna. On zostawił kobietę wyraźnie przyspieszył do przodu pomyślałem Ciebie nie dogonię ale z tą panią może być miło. Poczekałem aż pokonam ostatni raz koszmarną kostkę brukową i rura.

Oczywiście przyspieszyłem delikatnie ale o ile do tego miejsca biegłem ze średnią prędkością na km 4:36-4:37 to po reszcie żelu na 18 km osiągnąłem na 3 ostatnich km czasy 4:19, 4:16, 4:10. Minąłem wspomnianą panią choć „leciała” bardzo równo. Byłem 6 i pozostały mi 1,5 km do mety następny cel był niedaleko przede mną znowu uruchomiłem wyobraźnie, motywacje i pognałem naprzód chyba niecały 1 km przed metą zastanawiałem się jak minąć kolegę z 5 miejsca. Opracowałem strategię posiedzę mu na ogonie kilkadziesiąt metrów on się przestraszy i nagle pognam do przodu ale gdy doszedłem go zmieniłem plan i pognałem do przodu udając, że nie czuję żadnego zmęczenia. To było dobre rozwiązanie, bo on nawet nie podjął próby zaczepienia się moich pleców.

Teraz najtrudniejsze, widzę 50-70 metrów przed mną miejsce 4 (biegacz który wcześniej rześko pomknął do przodu zostawiając koleżankę) kolejne 50 metrów i miejsce 3 pudło. Przyspieszyłem ile mogłem ale przewaga topniała za wolno niemal niezauważalnie. Ostatnie 200 metrów wiedziałem, że będę 5 i już tylko utrzymywałem tempo do mety.

Gdybym stanął na podium płakałbym, bo na samą myśl o takim zdarzeniu mam szklane oczy. Wiem słaba obsada (choć mam szacunek dla tych, którzy biegli ze mną), niska frekwencja i mimo, że to VIII impreza biegowa w Lubsku to przez brak reklamy mało kto tu zagląda. Jednak podium to podium chociaż zdjęcie bym sobie zrobił, żeby dzieciom pokazać. 😉

Niestety jedyna szansa w życiu minęła bezpowrotnie. Nieskromnie uważam, że mogłem pobiec 1 minutę szybciej (wskazują na to poniższe dane). Okupiłbym to jednak sporym cierpieniem na trasie i pewnie potem w maratonie. Z drugiej strony za to podium nawet gotów byłbym odpuścić maraton.

Po biegu cała ta sytuacja bardziej mnie bawiła niż wzbudzała sportową złość.

Podsumowując: bardzo dobry trening, 22 półmaraton zaliczony, ciekawa trasa, wspaniały masaż lodem po biegu (takie tam mieli atrakcje), pyszna grochówka czego chcieć więcej…

W liczbach wyglądało to jeszcze lepiej miał być trening na średnim tętnie 148. Przez końcówkę średnie tętno wyszło na poziomie 150. Na półmaratonach gdzie robiłem życiówki tętno było na poziomie 152 -153 stąd mój optymizm, że mogłem więcej i szybciej.

Czas 1:36:28 bez szału ale z mojego doświadczenia wynika, że taka nawierzchnia (biegam często na identycznej) spowalnia o minimum 10 sekund na km w porównaniu z asfaltem. Zatem bieg o 3-3,5 minuty szybszy byłby obecnie jak najbardziej realny. Potwierdziłem samemu sobie dobrą dyspozycję a taki był również cel tego biegu.

Najbardziej jestem jednak zadowolony z międzyczasów:

PIERWSZA POŁOWA BIEGU ok. 10,6 km – 48:48

DRUGA POŁOWA BIEGU ok. 10,6 km – 47:40

Klasyczny negative split czyli przyspieszenie na drugiej części dystansu i to o ponad 1 minutę.

a mogłem trochę sobie popłakać, szczęście było na wyciągnięcie… 26 sekund.

Zapraszam do polubienia mojego profilu na FB.

 

Inne osoby czytały również:

III. Wyznacz sobie cel.

2016-04-07 08:16:00
runnerski-pl

18

Zrób sobie plan treningowy cz. II.

2015-11-20 12:43:44
runnerski-pl

18

Zrób sobie plan treningowy cz. I.

2015-11-17 12:35:52
runnerski-pl

18

Historia pewnego wyprzedzania

2017-11-14 17:34:36
runnerski-pl

8

Aby biegać szybciej wiosną trzeba najpierw…

2017-11-08 18:47:12
runnerski-pl

8

W roli debiutanta.

2017-10-30 19:31:27
runnerski-pl

8

Wracam

2017-10-24 17:37:49
runnerski-pl

8

To chyba już starość co?

2017-06-29 19:40:37
runnerski-pl

8