39:15

Dla siebie taki wynik wziąłbym w ciemno (moja życiówka na 10 km to „zaledwie” 40:34) a dla Marcina wynik 39:15 jest…

Z Marcinem z Częstochowy współpracuje od lutego tego roku, więcej pisałem o tym w tekście mój największy biegowy sukces: ja trener. Wtedy pobił on swój rekord życiowy w półmaratonie poprawiając życiówkę z poziomu 1:39 na wynik 1:31:10 (i to w okropnym upale). Wówczas był to ostry sprawdzian teraz nadszedł czas na bieganie po rekord.

Punktem wyjściowym był rezultat uzyskany na początku sezonu w starcie kontrolnym 42:29. Wcześniej Marcin miał życiówkę w okolicach 41-42 minut. Czy zatem złamanie 40 minut i to wyraźne to sukces czy towarzyszy nam lekki niedosyt, kto chce niech ocenia.

Celem na jesień tego roku jest dla niego złamanie 1:30 na dystansie 21 km (to dopiero przed nami). Natomiast drugim celem było złamanie 40 minut na 10 km. W niedzielę Marcin wystartował na tym dystansie i najlepszy swój wynik 41:05 zamienił na 39:15. Mi pozostała duma z jego formy i mojej koncepcji treningowej jaką miałem przyjemność Marcinowi zaproponować.

To, że jest to chłopak bardzo ambitny o dużo większych możliwościach i wzorowej pracy na treningach nie będę więcej pisał, bo jeszcze uwierzy w to wszystko i będzie nosił głowę zbyt wysoko. 😉

Chciałbym przedstawić Wam jednak kilka faktów. Marcin biega co drugi dzień. Przez ostatnie 5 miesięcy ani razu nie zrobił pełnego treningu dzień po dniu!!! A to oznacza, że trenował 3 lub 4 razy w tygodniu. Wszystko zgodnie z planem. I wybiegał wynik 39:15. Wygląda na to, że liczy się jakość a nie ilość przebiegniętych kilometrów. Statystycznie wygląda to tak, że biegał on 3,16 razy w tygodniu.

Swoją drogą z chęcią zobaczyłbym plan zakładający bieganie 3 razy w tygodniu na złamanie 40 minut z kilometrażem tygodniowym… No właśnie ile trzeba biegać aby uzyskać trójkę z przodu na 10 km? Jak stawiacie 50-70 km. Przykro mi nam wystarczyło 39,28 km tygodniowo. Statystyka kłamie więc dokładniej przedstawiało się to tak, że najmniej w miesiącu Marcin przebiegł 121 km a najwięcej 221 km. W tygodniu najmniej to zaledwie 20 km a najwięcej to tylko 54,01 km!!! I jest to trening, który ułożyłem pod półmaraton a nie pod 10 kilometrów. Dobra wystarczy.

Pewnie zaraz wielu trenerów odezwałoby się, że gdyby Marcin biegał więcej np. 60 km tygodniowo złamałby 37 minut, może by złamał a może nie… lecząc kontuzję. Tym bardziej, że nawet z takim kilometrażem były drobne problemy po drodze. Poza tym kto powiedział, że nie złamie tylko spokojnie i po kolei.

Będę szczery on ma talent lub inaczej nazwijmy to warunkami do biegania, to bez dwóch zdań ale równie ważna była tu systematyczność i sam trening.

Na początku naszej współpracy Marcin zapytał mnie czy potem w przyszłości też będzie mógł robić postępy czy może lepiej od razu zrobić rzeczy najtrudniejsze. Obiecałem mu, że będzie się rozwijał ponieważ plan jest budowany nie na jeden sezon ale na dłuższy czas a wszystko po to aby spełnił swoje niewyobrażalne dziś marzenie 35:00.

Czemu nie. My mamy co dodawać do naszego treningu w przyszłości chociażby kilometraż czy intensywność, ilość powtórzeń. czy dodatkowe dni treningowe w tygodniu.

Dlaczego piszę to wszystko? Po pierwsze, bo jestem dumny z tego gościa, po drugie bo mam wielką satysfakcję, że moje metody stawiające na mały kilometraż za to z bardzo przemyślanym treningiem działają nie gorzej niż ogromne kilometraże wytrawnych trenerów, a po trzecie ponieważ może ktoś z Was przemyśli swoje bieganie i poszuka nowych rozwiązań treningowych. Czemu nie. 😉

Najważniejszy w naszym treningu był i jest precyzyjnie dobrany wzrost obciążeń w kolejnych tygodniach to był klucz do sukcesu.

Dlaczego na wstępie tego tekstu zadałem pytanie sukces czy lekki niedosyt? Dobra mamy lekki niedosyt nie będę ściemniał. ON był przygotowany na złamanie 39:00 ale… było minimalnie za ciepło zamiast 15C w niedzielę było 20C a w słońcu jeszcze więcej więcej, lekki wiatr, lekki katar, jednak nie całkiem płaska trasa, może nie idealnie przebiegnięty dystans i zabrakło 16 sekund.

Jednak my wiemy jaki jest potencjał i cieszymy się z sukcesu a niedosyt jest doskonałym motorem do dalszej pracy. Zabrzmiało to strasznie poważnie ale tak jest.

W październiku czeka nas najważniejszy start – półmaraton. Marzeniem było 1:30 ale ja… a właściwie co tam ja Marcin uwierzył, że może więcej. Ciekawe co z tego wyniknie, pozostał niecały  miesiąc.

PS. Wspominałem ostatnio, że mam jeszcze jednego asa w rękawie. Ubiegły piątek Grzegorz startując kontrolnie na treningu poprawił życiówkę na 10 km obecnie to 47:16. Wcześniej było to grubo ponad 50 minut a dokładniej 52:22. Tu również współpracujemy dopiero kilka miesięcy. I w tym roku Grzegorz nie tylko nie powtórzy na półmaratonie ubiegłorocznego 2:06 ani nawet życiówki z poziomu 1:57 teraz mamy zamiar pobiec dużo, dużo szybciej a co z tego wyniknie o tym w październiku.

Jeśli powyższy tekst wydał Ci się choćby odrobinę interesujący zapraszam do komentowania, dla mnie jako autora i Marcina jako bohatera tego wpisu byłaby to dodatkowa motywacja do pracy. A czasy takie, że zapraszam do polubienia mojego profilu na facebooku. 😉

Inne osoby czytały również:

Rekordy, życiówki i taka tam moja codzienność.

2017-06-20 20:21:52
runnerski-pl

8

Wyniki konkursu „Z biegiem marzeń”

2017-06-17 16:20:12
runnerski-pl

8

Mała zabawa biegowa (MZB).

2017-06-14 18:57:52
runnerski-pl

8

Konkurs – Z biegiem marzeń.

2017-06-11 19:56:33
runnerski-pl

8

Metoda Jeffa Gallowaya.

2017-06-09 14:33:15
runnerski-pl

8

Metoda Jeffa Gallowaya strategia biegu.

2017-06-09 12:42:03
runnerski-pl

8

Warto mieć zasady.

2017-06-06 15:21:37
runnerski-pl

8

Przepis na sukces.

2017-05-30 17:56:05
runnerski-pl

8

  • Do tej jego wzorowości w treningach to wciąż się przyzwyczajam 😀 Ani razu nie podołałam by wcisnąć się w grafik, gdy był już tam trening ;). Ale już wiem komu dziękować, że chociaż co drugi dzień mogę go podkradać, bo na początku jego przygody z bieganiem to najchętniej by wychodził na trening dwa razy dziennie…
    To naprawdę fajne, że przez ten duet oboje czerpiecie z tego radość. Bo przecież to jest w tym wszystkim najważniejsze 🙂
    Ja wspieram poprzez podawanie wody na mecie 😀

    • Bieganie to paskudne zajecie (tak miedzy nami). Np. wczoraj żona wraca z zebrania w szkole o 19.00 a ja już w stroju wyjściowym i na trening, bo za dwa dni zawody i po prostu muszę… Może nawet wolałaby popatrzyć na mnie przez resztę dnia ale nie… trening. Dlatego robię co mogę aby biegać mniej natomiast z drugiej strony gdybym był wędkarzem i uciekał na ryby na całe dnie i noce!!! Albo fajki lub np. z kolesiami na piwo po pracy nie tylko po wypłacie, albo kryzys wieku średniego i kobieta na boku. Nie mam na to czasu, bo wiadomo trening. Nawet na imprezach nie zawsze mogę przechylić kufel, bo tydzień do zawodów. No i argument nie do zbicia facet z pokaźnym brzuchem jest gorszą alternatywą niż osobnik biegający. Dlatego rozumiem Was kobiety ale są również plusy dodatnie. 😉 A woda jest kluczowa dla biegania jak również do regeneracji. 🙂

  • Adam

    Ktoś kiedyś napisał w takim tonie, że bieganie jest łatwiejsze niż wszyscy myślą ale nie takie proste jak się wszystkim wydaje.
    W zasadzie najdziwniejsze jest to, że sukcesem nazywamy coś oczywistego i potwierdzonego teoretycznie i praktycznie jeśli chodzi o metodologię treningu.
    Np. wielokrotnie spotkałem się z wykresami pokazującymi, że 3-4 treningi/tydz to optimum zysku do minimum nakładu pracy przy stosunkowo małej liczbie kontuzji. Choćby w książkach Gallowaya.

    W zasadzie wynik 39-40 min na 10 km dla (jak widać na zdjęciu) szczupłego mężczyzny w młodym wieku nie jest jakimś niebotycznym wyczynem. Taki wynik w zasadzie można uzyskać „samym” regularnym bieganiem kilka razy w tygodniu. A jeśli do tego zaprzęgniemy rozsądny trening (i wcale nie trzeba wytaczać armat) składający się z odpowiednich i niekoniecznie
    wydumanych akcentów to sukces jest w zasadzie w zasięgu ręki.
    Najczęściej wygląda to zaś tak, że albo ludzie stosują wydumany trening w celu osiągnięcia obiektywnie dosyć miernego celu (np. interwały na czas 60min/10km) albo biegają dużo, niby ambitnie ale bez rozsądnego planu.
    W pierwszym wypadku są to te wszystkie plany, które czym bardziej pokręcone tym są uznawane za lepsze – koniecznie z interwałami 🙂 (Czasami nawet trudno znaleźć mi idee na jakiej taki plan jest budowany).

    Niby oczywiste rzeczy ale zbyt mało o tym się pisze stąd chwała za Twojego bloga 🙂

    P.S. Nawiązując czy robisz klasyczną rozgrzewkę przed np. WB2 i/lub TM tzn. np. 15-20 min truchtu i gimnastykę (klasycznie jak to opisuje np. Skarżyński) czy od razu po wyjściu z domu lecisz akcent i kończysz go przed domem? Z opisu Twoich treningów wynikałoby, że to drugie.

    • Osoby z którymi pracuję zawsze namawiam do rozgrzewki i schlodzenia w formie wolnego biegu spokojnego. Bez gimnastyki i bez rozciagania ponieważ ich nie widzę a jeśli mają to robić źle to lepiej żeby tego nie robili. Choć do rozciągania namawiam np. w dni niebiegowe aby mieć ogólną gibkość. Jeśli chodzi o mnie to łamie różne zasady. Tzn. treningi zaczynam wolniej np. 10-15 min. i dalej szybciej a po treningu często nie robię schłodzenia aby… wydłużyć regenerację skoro na następny trening idę po 48 h. Zdażało mi sie biec dosyc szybko od początku. Jednak nie polecam tego rozwiązania ale piszę o tym bo staram się pisać prawdę. Poza tym jak zrobić klasyczną rozgrzewkę 20 min. skoro u mnie treningi trwały rok temu po 30 min. (podbiegi) a następnym sezonie chcę zrobić eksperyment z 20 minutowkami ale na razie jest to na etapie analizy. 😉

  • Pingback: Sekret skutecznego planu treningowego - Bieganie dla każdego()